Dla kogo jest MOOC?

Maria Zając

W moim poprzednim poście zapowiadałam przyjrzenie się bliżej inicjatywom oferującym kursy otwarte oraz koncepcji MOOC, w kierunku których te kursy ewoluują. Zacznijmy więc od MOOC czyli Massive Open Online Courses (Masowe Kursy Otwarte Online). Aktualnie termin ten kojarzony jest niemal wyłącznie z kursami oferowanymi przez konsorcja takich uczelni jak MIT, Harvard i Berkeley (EdX) lub Uniwersytet Stanforda we współpracy z ponad 30 już uczelniami z różnych części świata (coursera.org). Jednak nawet proste wyszukiwanie w internecie pozwala dostrzec, że to nie twórcy Coursery ani ich konkurenci „odkryli” ideę MOOC. Renesans tej koncepcji, której początki sięgają – jak twierdzi Bernard Luskin[1] -  początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, zaczął się nie dzięki wielkim uczelniom amerykańskim ale z inicjatywy kanadyjskiego badacza Stephena Downesa. To właśnie Downes, uznany autorytet w zakresie nowych technologii, nauczania online i podagogiki, wspólnie z Georgem Siemensem przeprowadził w 2008 roku pierwszy MOOC, w którym uczestniczyło 2200 osób. Kurs zatytułowali Connectivism and Connective Knowledge. Jego podstawowymi założeniami były: otwarty dostęp oraz zasoby zbudowane w oparciu o  koncepcję „wiedzy rozproszonej” (distributed content).  Uczestnikom kursu udostępniano nie zebrane w jednym miejscu (w sieci) konkretne zasoby edukacyjne lecz ich lokalizacje, a liczebność i wielkość tego zbioru zmieniała się niemal każdego dnia. Ideą kursu było przede wszystkim dzielenie się wiedzą. Kurs Stephena Downesa, jak i kolejne MOOCs organizowane na jego wzór, były adresowane do ludzi, których łączyły wspólne zainteresowania oraz chęć poszerzania wiedzy poprzez dzielenie się nią. Ponieważ udział w tych kursach opierał się na aktywnym wykorzystywaniu technologii społecznościowych (takich jak blogi, wiki, forum dyskusyjne, a także Twitter, RSS i radio internetowe) ich najczęstsze tematy dotyczyły właśnie uczenia się przy wsparciu ze strony technologii np. Personal Learning Networks, Critical Literacies czy Course Assignments and Digital Media .

 

Zaintrygowana koncepcją MOOC opisaną swego czasu przez Ilonę Buchem na blogu Paradygmat 2.0 postanowiłam spróbować jak to jest uczestniczyć w kursie MOOC. Okazja nadarzyła się kilka miesięcy później gdy dotarło do mnie zaproszenie do udziału w kursie EduMOOC, organizowanym przez University of Illinois at Springfield. Było to ciekawe doświadczenie, choć właściwie trudno powiedzieć, że uczestniczyłam w kursie. Zdecydowanie bliższe prawdy jest stwierdzenie, że obserwowałam kurs i to całkowicie biernie. Ponieważ większość aktywności była realizowana w środowisku Google+ (które w 2011 roku było nowością) na skrzynkę pocztową przychodziły wszystkie powiadomienia o aktualnych wydarzeniach.  Czasem czytałam, czasami brakowało nawet na to czasu – jak to w życiu. Na kurs zapisało się ok. 2600 osób i ku mojemu zaskoczeniu bardzo szybko okazało się, że w pierwszych 2 tygodniach z tej licznej przecież rzeszy zostało około 800 osób, a po kolejnych 2 lub 3 tygodniach liczba ta jeszcze znacznie się zmniejszyła. W ostatnim z 8 tygodni kursu w dyskusjach na forum uczestniczyło wręcz tylko kilkanaście osób. Zobaczyłam zatem, że zdecydowana większość uczestników MOOC prawdopodobnie tylko obserwuje, podobnie jak ja. Co więcej, odczytując te nieliczne już wpisy na forum można było zauważyć, że osoby, które pozostały aktywne do końca kursu miały już wcześniejsze doświadczenie związane z uczestnictwem w kursie tego typu.

 

Zastanawiałam się od czego zależy sukces kursu opartego na swobodnym i otwartym dostępie. Poszukiwałam odpowiedzi na pytanie jak powinien wyglądać MOOC, który skłaniałby do większej aktywności a tym samym pozwalał podtrzymać zainteresowanie i motywację do jego ukończenia.

 

Większość z tych pytań, które sobie zadawałam po eksperymencie  z EduMOOC nadal pozostało bez odpowiedzi a tymczasem już zmieniło się rozumienie koncepcji kursów otwartych. I tym razem stało się to za sprawą Sebastiana Thruna, który wraz  z Peterem Norvigiem udostępnił pierwszy uniwersytecki masowy kurs otwarty. Tematyka była mocno specjalistyczna gdyż kurs dotyczył sztucznej inteligencji, a mimo to liczba uczestników przerosła najśmielsze oczekiwania twórców – na kurs zapisało się ponad 100 tysięcy osób. Mniej więcej rok po sukcesie kursu Thruna oferta akademickich kursów otwartych obejmuje już kilkaset pozycji a poszczególne serwisy wręcz epatują liczbą zarejestrowanych użytkowników. Kiedyś akronim, a dziś właściwie już słowo MOOC zadomowiło się na stałe w języku mediów. Tylko przy całym tym entuzjazmie i medialnym szumie, jaki towarzyszy upowszechnianiu się idei otwartych kursów uniwersyteckich warto zadać sobie pytanie – ile w dzisiejszych MOOCs jest z idei MOOC? Ile w nich jest rzeczywistego dzielenia się wiedzą a ile tradycyjnego „zaliczania” kursów tyle, że podanych w bardziej nowoczesnym opakowaniu? Czy przypadkiem z koncepcji MOOC w dzisiejszych kursach nie pozostało tylko M (Massive)?



[1] tak wynika z artykułu Bernarda Luskina opublikowanego w serwisie  Psychology Today w lipcu tego roku (http://www.psychologytoday.com/blog/the-media-psychology-effect/201207/casting-the-net-over-global-moocs)

Data dodania: 9.10.2012

Komentarze do wpisu:

Na temat czynników, które wpłynęły na tak dużą popularność obecnej postaci otwartych kursów pisze Ray Schroeder z UIS
http://www.evolllution.com/distance_online_learning/reading-the-mooc-tea-leaves/

Sukcesem Petera Norviga poza dużą liczą studentów była równie duża liczba osób, które ukończyły kurs (20 tys.).

Pytanie brzmi: na ile i w jakiej kolejności przyczyniły się do tego zastosowane rozwiązania metodyczne (jak ograniczony czasowo dostęp do nagrań, ich długość, konwencja w jakiej były kręcone czy cotygodniowy obowiązek odrobienia zadania, organizacja for dyskusyjnych), specyfika samej grupy biorącej udział, temat zajęć, osobowość i talent pedagogiczny prowadzących, prestiż prowadzących czy efekt 'pierwszego razu'?

Komparatystyka kursów MOOC mogłaby częściowo odpowiedzieć na to pytanie.

http://www.ted.com/talks/peter_norvig_the_100_000_student_classroom.html

Maria Zając

Dr nauk technicznych w dziedzinie informatyki, kierownik Pracowni Nowe Media w Edukacji na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Członek Rady Programowej czasopisma "e-mentor", w latach 2004-2014 pracownik Centrum Rozwoju Edukacji Niestacjonarnej SGH. Członek Zarządu Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego. Problematyką e-learningu zajmuje się aktywnie od kilkunastu lat, uczestnicząc w wielu projektach oraz prowadząc szkolenia, głównie z zakresu metodyki e-nauczania. W pracy badawczej koncentruje się na problematyce zmian we współczesnej edukacji, w tym szczególnie na zagadnieniach dotyczących personalizacji nauczania, a od niedawna także wykorzystania elementów grywalizacji w kształceniu.