"Złodzieje wiedzy", czyli glosa o lekkim zabarwieniu moralno-etycznym

Komentarze do artykułu:

Świetnie, ze poruszyliście ten temat. Sama jestem za zmniejszeniem sciągania. Szkoda tylko, ze współautorem artykułu jest wykladowca, który sam pozwala ściągać - i to nawet w bezczelny sposób. Mam nadzieję, że w celu zlikwidowania dysonansu poznawczego teraz przestanie ściąganie tolerować. Czego życzę także wszystkim wykładowcom i studentom SGH. Studentka

Ściąganie jest pewnym spadkiem po epoce, w której cwaniactwo było "darem niebios" wysoko cenionym przez szerokie masy społeczne. Dzisiaj nie żyjemy w kraju gdzie "w modzie" jest wiedza, umiejętności, kwalifikacje, prawdziwy autorytet i dlatego umiejętność ściągania jest dalej wysoko ceniona. To jest potężne wyzwanie - walka ze ściąganiem. Jestem nauczycielką w szkole średniej. Wprowadzenie specjalnych zasad pisania prac sprawdzających /kary za ściąganie/ wymagało wygłoszenia najpierw wykładu wyjaśniającego. Oczywiście nie spotkałam się z pełnym zrozumieniem ale konsekwentnie realizuję swój plan walki z oszukiwaniem. Ten problem można nazwać szczegółowym ale zapewniam - "nowości" trudno zakorzeniają się w praktyce. Przecież nikomu to nie przeszkadzało. Ale cóż, spraw do załatwienia jest tysiące np. wyjaśnić szefowi, że monitor to nie jest komputer. Pozdrawiam - absolwentka

Niejako wywołany do głosu powiem, że ściąganie jest traktowane na uczelni drugoplanowo, nie słyszy się o poważniejszych restrykcjach, o akcjach "sokole oko", o nagrodach "fair play" dla nieściągających. Wrócę do standaryzacji (ISO) egzaminów(kolokwiów) pisemnych i ustnych, przyjmijmy jeden standard i sankcje za ich nieprzestrzeganie. I wszystko! Osobiście mam swoje tajne sposoby na ściągaczy, np. anulowanie pracy, po fakcie, dyskretnie, bez ostentacyjnego wyrzucania z sali, to w SGH wysoka sankcja. Uważam, że powinno to przebiegac jak w chodzie sportowym czy piłce nożnej - ostrzeżenie (żółta kartka) za zachowanie odbiegające od standardu, np. odwracanie się, porozumiewanie. Ponowne zachowanie niestandardowe i "czerwona", bez rewidowania, czajenia się, bo to śmieszne w elitarnej uczelni. Osobiście minimalizuję ściąganie i "współpracę"(to gorsze, gdy ktoś sprzedaje drugiemu swoją wiedzę) za pomocą bardzo podchwytliwych testów. Jeśli ktos nie chodzi na wykład, to nie ma szans na wysoki wynik na teście. Przykład z etyki, "poison pill to działanie na szkodę firmy przejmującej". Wszyscy niemal zaznaczyli, że to zdanie prawdziwe, ale to jest szkodzenie sobie, by przejmujący się rozmyslił. Z "KOiB" ostatnio koszę pytaniem-"Otwieranie butelki z alkoholem, jak i rozlewanie go do kieliszków należy zawsze pozostawić mężczyźnie, a gdy go nie ma - najstarszej z pań". Zdanie prawdziwe, ale bez ostatniej sekwencji, którą dodałem dla żartu, ale wiele osób się "złapało". Opracujmy na stronach E-mentora taki "dekalog" czystego egzaminu, obowiązki obu stron, to nie jest skomplikowane....rzucam rękawicę!!!!!

Niestety w naszej szkole ściąganie jest u wielu wykładowców na porządku dziennym. Bo jak to powiedział jeden wykładowca do ćwiczeniowca w czasie egzaminu "Już daj spokój (...) Ja nie mam zamiaru przychodzić tu we wrześniu". A student niby nie skorzysta?

Prawda jest taka, że 90% studentów nastawia się na ściąganie, a 5% to jakieś honorowe dinozaury, a może to ta nowa lepsza krew. Pozostałe 5% to jakieś wyemancypowane, odizolowane indywudua, nikt nie chce im pomagać, ale dla poprawienia wizerunku mówią -"ja nie ściągałem", bo nie potrafiłem, nie miałem z czego i od kogo. Współczuję...

Myślałem że w Polsce nikt nie poruszy tego tematu. Cieszę się tym bardziej, że mam zamiar studiować na SGH i mam cichą nadzieję, że tam nie będę musiał oglądać oszustów, którzy chcą przejść przez studia jak za dawnych "dobrych" czasów. No ale przecież nawet w tamtej epoce SGPiS cieszył się renomą, ale na pewno nie dzięki tępakom, którzy są złodziejami wiedzy, pasożytami i darmozjadami. Szkoda wydawać na nich pieniędzy z budżetu państwa. Gdybym był wykładowcą, to na moich wykładach ściąganie byłoby niemożliwe, a gdyby zaistniała taka sytuacja to na pewno wyciągnąłbym poważne konsekwencje, łącznie z relegowaniem z uczelni. System żółtej i czerwonej kartki zaproponowany przez współautora jest wart przemyślenia. Przecież studentowi trzeba dać jedną szansę. Szczególnie na tak prestiżowej uczelni jaką jest SGH wszelkie patologie w nauczaniu i zachowaniu studenckim powinny być eliminowane by dawać przykład innym polskim uczelniom.

Witam wszystkich, którzy są przeciwko ściąganiu na uczelniach wyższych. Osobiście uważam, że ten temat został poruszony dość późno,niemniej jednak ciesze się, że wogóle ktoś o nim chciał rozmawiać. Moim zdaniem forma jakiego kolwiek ściągania na uczelnich wyższych powinna być bardzo surowo traktowana, a wręcz tępiona wszystkimi dostępnymi środkami!Mam dość patrzenia jak luzatcy studenci prześlizgują się egzaminu na egzamin, nie mając zelonego pojęcia o tym co studiują.Gdybym ja był wykładowca SGH a moze w przyszłości mi sie to uda, to u mnie studenci nie bedą mieli nawet najmniejszej szansy na to by sciągnać!Wychodze z takiej zasady....."Albo ktoś chce studiowac i poszerzac swoja wiedze jednoczesnie godnie reprezentująć swoja uczelnie, albo niech poprostu odpusci sobie jakie kolwiek studiowanie" !!!!!!

Z niejaką radością przyjęłam informację, o tym że dostałam się na studia w SGH. Powoli jednak uśmiech schodzi z mojej twarzy, gdy czytam wasze wypowiedzi. Czy to tylko złudzenie, czy każdy z was jest za jak najsurowszym tempieniem ściągania i nie wachałby się donieść na kolegę, gdyby się natrafiła ku temu bezpieczna okazja??? Czy wszyscy jesteści sadomasochistami, którzy są gotowi działać na swoją niekorzyść?? Tempić ściąganie i łagodnych profesorów, którzy chcą wam pójść na ręke, ażeby pózniej wozić się z egzaminami poprawkowymi we wrześniu?? Ludzie kochani, nie rozumiem was!! To wykładowców i władze uczelni powinna boleć głowa o to byście nie ściągali, WY się o to już troszczyć nie musicie. Chyba, że jest to wasz sposób na konkurencje, gratuluje:> Ja zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej razem zyskać, niż samemu stracić. Zawsze jak tylko mogłam pomagałam innym i starałam się nie działać na ich szkodę. Zawsze wychodziło mi to na plus i nie przeszkadzało w osiągnięciu sukcesów. Jeśli się jest naprawde mądrym to można być najlepszym, niezależnie od tego czy innym idzie ciutke lepiej, czy ciutke gorzej. Więc SKORO SIĘ UWAŻACIE ZA MĄDRYCH... po co się tak zrzymacie o głupie ściąganie?? I NAPRAWDE ZACZYNAM SIĘ OBAWIAĆ STUDIOWANIA W WASZYM GRONIE!! CZY NIE MA W NIM MIEJSCA DLA LUDZI?

ŚCIĄGANIE W NAUCZANIU PRZEZ INTERNET Czytając felieton Grzegorza Myśliwca i Pawła Garczyńskiego oraz komentarze do niego postanowiłem wyeksponować pewne charakterystyczne osobliwości omawianego problemu, obecnego przecież także w elektronicznej formule studiów. Wspomniałem o tym już w swoim komentarzu LEARNING I E-LEARNING TRADYCYJNY I NOWOCZESNY ( http://www.e-mentor.edu.pl/artykul.php?numer=2&id=14 ) powołując się na wiadomość "Studiowanie jako symulowanie procesu badawczego" wysłaną dwa lata temu studentom Politechniki Poznańskiej na kierunku studiów "Transport". Tak się złożyło, że na tej samej stronie internetowej ( http://www.geocities.com/tadfrompoland/sem1t0.html ) zaraz poniżej wiadomości #2823, przypominającej ogólne założenia sposobu studiowania i zaliczania odnośnej grupy przedmiotów, znalazła się wiadomość #3178 "Plagiat i ułomności maszynowe Yahoo!", w której bardzo wyraźnie pojawia się problem ściągania. Zwróciłbym także uwagę na wiadomość #6245 "Polecam temat Wspomaganie on-line kształcenia off-line", świadczącą o konieczności powrotu do omawianego problemu po roku, już w odniesieniu do innych studentów, na innym kierunku studiów. Może to być odrobinę stresujące nawet dla wykładowcy (6295 ??? Dec 14, 2003 11:56 am, TadFromPoland oraz 8872 Utrwalanie sobie pojęć prawa morskiego Mar 14, 2004 9:28 am, TadFromPoland -- http://www.geocities.com/severino_1988/sem4t11.html ). ;-) Na szczęście, w tym przypadku stres nie przerodził się w "żółtą, a tym bardziej czerwoną kartkę", ale w impuls do napisania wiadomości #8825 (... oraz literackie Feb 28, 2004 10:06 am, TadFromPoland -- http://www.geocities.com/tadfrompoland/sem1t0.html ). Pozwoliło to z należnym spokojem pod koniec następnego semestru sformułować w odniesieniu do kolejnego rocznika studentów, ciągle jednak tej samej uczelni, wiadomość #9246 (Czy grozi Wam recydywa?! Jun 16, 2004 3:33 pm, TadFromPoland -- http://www.geocities.com/severino_1988/sem4t1.html ). Podsumowując, w nauczaniu przez internet nie ma sensu sprawdzanie wiedzy faktograficznej, jak to słusznie podkreślają Grzegorz Myśliwiec i Paweł Garczyński - sprzyjającej "prokurowaniu gry w policjantów i złodziei". Nie naszym "dyskom twardym", chciałem powiedzieć - mózgom, konkurować w tym względzie z internetowymi bazami danych. Sprawdzać powinniśmy co najwyżej umiejętność przeszukiwania tych baz danych, ale też nie na zasadzie "sztuka dla sztuki", lecz z myślą o rozwiązywaniu zadanych problemów, istocie współczesnej działalności edukacyjnej. Skoro jednak studiowanie miałoby być symulowaniem procesu badawczego, to sprawdzanie jego efektów też powinno przebiegać wedle pewnych sprawdzonych reguł, które per analogiam starałem się przybliżyć swoim studentom odpowiednio wcześnie (Obrona SWOICH listów Oct 22, 2002 2:18 pm, TadFromPoland -- http://groups.yahoo.com/group/forthenewuniverse/message/2837 ), wraz ze znanymi skądinąd aspektami omawianego problemu na tym z kolei poziomie. Pozdrawiam, Tad http://www.geocities.com/tadfrompoland/

A może trochę przewrotnie? Jak się ma ta nagonka do wzajemnej zyczliwosci, dzielenia się posiadanym dobrem, empatii w sytuacjach trudnych i wymykających się spod kontroli emocjonalnej (podatność na stres)? A paneuropejska idea współpracy, zespołowego realizowania zadań, idei, że łączenie mozliwości osobniczych daje efekty nie w postaci sumy, tylko potegi wartosci startowych? A wspieranie się wzajemne, które stanowi wartość wykraczającą poza jednorazowy egzamin i tworzy więzi, owocujące potem przez lata? Czy obsesyjna etyczność nie ma swojego źródła w wyscigu szczurów, którego jesteśmy swiadkami? Albo w dowartościowaniu się na siłę - zdaję bo jestem świetny, i lepszy od tych wszystkich niedouków, nie zdaję bo jestem taki kryształowy, że moja etyka nie pozwala mi ściągać? A może trochę pokory wobec rzeczywistości?

Ja poruszyłbym jeszcze jeden problem odnośnie ściagania. Otóż należy się zastanowić dlaczego studenci ściągają poza oczywistymi powodami chęci zdania egzaminu, lenistwa czy niskiej inteligencji. Trzeba szerzej spojrzec na tą sprawę. Wyglada to tak, że często pozwala ściagać studentom wykłądowca, który jest słabym wykłądowcą z punktu widzenia dydaktyki (większość na naszych uczelniach nie ma żadnego przygotowania pedagogicznego) albo informacje których dostarcza są przestarzałe lub trudno zrozumiałe. W wyniku tego mamy niedouczonych magistrów, z których część zostaje na uczelni aby znowu kontynuować "niby nauke" i tak koło się zamyka. Pozostali, którzy idą w świat robić "karerę zawodową" nawet nie są w stanie skorzystać ze studiów, bo tak naprawdę nie ma z czego jeśli z większości przedmiotów się ściągało. Dlatego jestem zdecydowanie za bardzo rygorystycznym traktowaniem tych, którzy ściągają. Jeśli będą to od początku ustalone i znane kryteria to nikt nie będzie ryzykował ściagania, chyba że ktos wybrał się na studia dla zabawy albo "a może się uda przejść przez studia". W innych krajach są ustalone bardzo rygorystyczne reguły i nikt nie ryzykuje wylecenia z uczelni przez ściąganie.

Sprawa jest prosta. Człowiek od zawsze chce jak najwięcej zdobyć jak najmniejszym kosztem. W tym wypadku jest to wygrana krótkofalowa. Zdam egzamin, a mimo to nie będę umiał. Już niedługo to się jednak skończy za sprawą wolnego rynku. Wykładowcy nie będą tolerować ściągania, żeby nie wypuszczać nieuków, którzy wystawią w przyszłości złe świadectwo uczelni, przez co ta straci prestiż, spadnie w rankingach i zniknie. Jest to realne, gdyż w niedalekiej przyszłości tytuł magistra straci znaczenie (prawie każdy nim będzie) i uczelnie będą musiały coś z tym zrobić, tzn. podniosą poziom. Druga sprawa to to, że mądrzejsi studenci widząc sytuację na rynku pracy, wymagania jakie im będą stawiane oraz socjalistyczne rządy sprzyjające tworzeniu bezrobocia, sami będą rezygnować ze ściągania (będą nawet pomagać "bezinteresownie" słabszym, co da im pewność, że ci pracy już im nie odbiorą). Jest tylko jedno zagrożenie: do wszystkiego wtrąci się państwo (rząd), który ustali minimalną (z pewnością jeszcze większą niż obecnie) liczbę studentów, co spowoduje, że uczelnie nie będą miały żadnej motywacji do trzymania poziomu.

Bzdura!!! Gdyby tak było, to byłoby o tym głośno w USA. A ja jak tam byłem robiąc tam maturę, o niczym takim nie słyszałem, żeby kogoś wyrzucili. To kolejny głupi chwyt propagandowy, żeby pokazać, jaka to ta Ameryka prawa i jacy to ci Marsjanie są uczciwi. Totalna pozerka!!!!

Z tą elitarnością SGH to lekka przesada. Fakt public relation ma świetne. Ale jakość kształcenia mizerna. Lepiej iść na uczelnie techniczną średniej klasy niż chodzić na bezsensowne wykłady w stylu "dużo gadania o niczym". Moim zdaniem 30% wykladowców wykłada na jako takim poziomie, a 5% są naprawdę dobrzy i nie wstydziłaby się ich uczelnia zagraniczna. A reszta - przechowalnia pseudonaukowców. Ja osobiście po licencjacie kończe tu bytowanie i wznawiam informatykę. Szkoda czasu tracić. Najbardziej szkoda tych zdolnych ludzi, którzy się tu poprostu marnują...

Wreszcie ktoś to głośno powiedział - SGH to jeden wielki mit, jeśli chodzi o jakość nauczania i poziom. Kiedyś marzyłam, żeby tu studiować, teraz szaleję z radości, że jeszcze tylko ostatnia sesja! Pozim nauczania na SGH (przynajmniej jeśli chodzi o studia zaoczne) jest znacznie niższy niż na wielu prywatnych uczelniach (sama kończyłam licencjata w jednej z takowych), ściąganie na egzaminach - bardzo proszę, oby tylko było cicho, niestawianie się "profesorów" na zajęcia - częste, a potem, żeby nie wyszła chryja wszystkim stawia się 5! Specjalizacji zrobić nie można, bo przedmioty w jej ramach są nieuruchamiane, za to trzeba chodzic na nudne i nie przydatne przedmioty. I to za jaką cenę!!! Szczerze mówiąc teraz nawet za darmo nie chciałabym studiować na SGH. Lista moich żalów i uwag jest bardzo długa - myślę, że powinno się gdzieś utworzyć "listę skarg i zażaleń" - być może wtedy kadra naukowa wzięłaby się za siebie. Patrząc na zbliżający się niż demograficzny i coraz większą degradację tej pseudo najlepszej uczelni ekonomicznej w Polsce, myślę, że wkrótce nie za wiele osób będzie chciało tam studiować.

Zgadzam sie w calej rozciaglosci z kolezanka z pierwszego roku(na ktorym i ja notabene sie znajduje:)Najgorsza rzecza bowiem(na plaszczyznie uczelnianej oczywiscie) jest nadawanie na swoich kolegow/kolezanki,tudziez niepomaganie im w potrzebie.Zachwoania te prowadza w prostej linii do haniebnego procederu jakim jest tzw."wyscig szczurow".bleh

Jestem całkowicie przeciwko ściaganiu - uczę tego moje dzieci, sama kiedyś uczyłam się bez ściagania!!!!! Uwazam to za swoista formę sensu strocte złodziejstwa, kradzieży, którą "jeszcze mozna tolerować" Otóż uważam, że nie można - ściaganie to jest złodziejstwo, to jest kradzież i podlega pod wiele artykułów zarówno prawa karnego jak i cywilnego, prawo autorskie rónież wyklucza plagiat, "pozyczanie" sobie od innych - popieram - ŚCIAGANIE PRECZ Z KAŻDEGO MIEJSCA NAUKOWEGO!!!!!!

Każdy egzamin można przeprowadzić eliminując możliwość ściągania. To także niewłaściwe warunki przeprowadzania egzaminów stają się okazją do ściągania a także pobłażliwość prowadzących egzamin to istotne powody wpływające na działania studentów w tym obszarze. Może szanowna kadra naukowa zastanowi się jak prowdzić egzamin aby nie dopuszczać do tej patologi a studenta przyłapanego na tym procederze należy relegować z Uczelnii.

tak sćiaganie to poważny problem uczelni na całym świecie ,,,,,,,,,ale są różne sytuacje życiowe...... i nie należy tak ostro potępiać,,,,niektórzy studenci chodza do pracy i zasuwają w niej od rana do nocy, i nie mogą też skończyć swojej edukacji dlatego że zabrakło im czasu na nauke na jeden czy dwa egzaminy w sesji na których sobie "pomogli" to absurd- ...... a ty nigdy nie ściągałeś? ale tak z ręką na sercu...

Myślę, że trochę za późno, żeby o tym mówić. Moi Drodzy, każdy kto ściąga nabył tą umiejętność już w szkole podstawowej albo średniej... Ci, którzy do tej pory tego unikali nie zaczną nagle ściągą, bo jest taka sposobność. Moim zdaniem należy ten problem zacząć rozwiązywać od dzieci w podstawówce... Na studiach to trochę późno, żeby wychowywać. A druga kwestia, to taka, że zdaża mi się ściągąć wtedy jeżeli przedmiot jest nudny a wykładowca beznadziejny! Jeżeli ktoś nie potrafi wytłumaczyć to niech nie wymaga od studenta nie wiadomo czego. Poza tym, egzaminy powinny opierać się na zadaniach problemowych, tak żeby poza wiedzą oceniana była umiejętność radzenia sobie z problemowymi sytuacjami, a nie przepisywanie encyklopedycznej wiedzy... to już nie są wierszyki wkuwane na pamięć.

może śmiesznym wydawać sie fakt,iz komentarz wydaje ja-uczennica zaledwie pierwszej klasy liceum,ale nudzac sie na informatyce zainteresowalo mnie zjawisko sciagania w Polsce i "niechcacy" trafilam na ta strone.Z uwaga przeczytalam rowniez wszystkie komentarze i pokusze sie rowzniez o wydanie wlasnego.Otoz moim skromnym zdaniem siaganie jest czyms złym i niepozadnym,jednakze nie bede klamac,iz sama stosuje czasem te metody pomocnicze-to braklo czasu na przygotowanie,to profesor mniej "spostrzegawczy" i bardzo nudny-czasem sprawiajacy wrazenie jakby trwal w stanie niebytu,a uczniow sciagajacych na rzut kamyczkiem nie widzi.My uczniowe chetnie korzystamy z takich "udogodnien",bo i "po co sie przemeczac,gdy nauczyciel i tak malo wymagajacy.Chcialabym rowniez poruszyc kwestie nawyku sciagania-stanowi to pewnego rodzaju "nalog" dla osob ,ktore ten sposob nieustannie wykorzystuja i nie mowmy tu o problemie sciagania wylacznie na studiach-problem ten korzeniami swymi siega juz czasow podstawowki,gimnazjum-jest to nawyk "wypracowany" poczawszy od pierwszych dni szkolnej edukacji i jesli ktos w nim "zasmakuje" bedzie z niego korzystal notorycznie.Co sie tyczy współpracy-nie mam nic przeciwko pomocy osobie w razie trudnej sytuacji,oraz gdy ta osoba prosi o nia i istnieje taka mozliwosc...wracajac-to zalezy indywidualnie od nas-czy czujemy satysfakcje z racji tego ,ze "przeslizniemy" kolejny rok,czy efekty NASZEJ osobiestej pracy beda nas satysfakcjonowaly w pelni i przynosily mobilizacje do dalszego rozwoju.Warto sie nad tym zatanowic...jaki sens otrzymania czegos za nic,okupujac to klamstwem,czy daje to zadowolenie?odpowiedzmy sobie sami-bo mnie takie rozwiazanie nie odpowiada zwazajac na moje plany i aspiracje....abstrachujac-przepraszam za powtorzenia i chaotyczna wypowiedz ale pogonialo mnie widmo rychlego zakonczenia lekcji..pozdrwiam Profesorow i ..nauczycieli!

Ściąganie jest bardzo dobrym sposobem na zabicie motywacji w egzaminowanym z poziomu swojej wiedzy studentowi przez osobnika ściągającego. Bardzo często zdarza się, że studenci dobrze przygotowani teoretycznie do egzaminu dostają słabsze oceny, od pustych łobuziaków rżnącech zawodowo. Takie oszukiwanie prowadzi albo raczej już doprowadziło do zabicia klimatu podniecenia i radosnego wyczekiwania na wyniki no i zabija zdrowe myślenie u młodych. Średnie ocen są coraz większe, morale ludzi spada. Ilość zadań i poziom trudności egzaminów wzrastają, a czas na rozwiązanie ich kurczy się. Krępująca niewiedza już nie jest krępująca, a ostateczność ściągania zmienia się w konieczność. Pewna część ludzi oszukuje, a nabierają się wszyscy... p.kaczyński jeden z drugim też pewnie ściągali.

Jestem przypadkiem wymierającego gatunku nieściągających. Nie lubię tego. Irtytuja mnie karteluszki, konspiracja i obibokowanie. Tak przypadkiem ;) studiuję na SGH i widzę, że ściąganie to jest super sposób na wysoką średnią. Potem z taką średnia mozna na lepsze praktyki się dostać czy zamachac dyplomem jakiemuś łowcy głów. Bezsens. Zawsze lubiłam sobie coś doczytać, przewiercic kilka książek i ułozyć sobie wiedzę w główce, nie na karteluszkach. Mam swoje zasady. Nie twierdzę, że każdy powinien mieć takie zasady, jak ja.. Nie rozumiem tylko, dlaczego nikt nie mówi, że sporo piątek z egzaminów jest wynikiem ściągania, a nie uczciwej nauki. Wolę miec 3,5 uczciwe wyrobione, a nie 5 zdobytą w stresie i oszustwie. Może w końcu dotrze do PROFESORÓW, że ściąganie krzywdzi studentów uczciwych przez to, że sztucznie zawyża się średnie ocen w wyniku ściągania przez masy? najzabawniejsze jest, ze tacy piatkowicze "na wspomaganiu" później się chwaląoceną i przypisują to swojej wiedzy... a jak ich się zapyta o szczegóły, to milkną. SGH to siedlisko szczurów wyścigowych. Ściany oblepione plakatami-reklamami wielkich koncernów, gdzie zamieszcza się kosmiczne wymagania względem studentów w związku z naborem na praktyki. A to zachęca do podwyższania sobie średniej ;))))) Może ściąganie jest przejawem "efektywności", "odporności na stres", "zorientowania na sukces" :)

Ukończyłem WSE-I i SGH. Sciąganie to faktycznie nic dobrego. Ale mam kilka innych uwag. Przynajmniej dla mnie samo pisanie ściągawek wielokrotnie pomogło w przygotowaniu się do egzaminu. Świadomość, że w kieszeni mam coś co może mi ewemtualnie pomóc, zawsze pozwalało mi inaczej podejść do egzaminu. Praktycznie nigdy nie ściągnąłem, z prostego powodu. Zawsze na koniec zostawiałem ściąganie bo na początku starałem się napisać to co wiem, zaś potem zawsze mi było szkoda straty tego co już miałem napisane w przypadku „nakrycia”. Oczywiści, że przynajmniej kilka razy „udało” mi się skorzystać z „wiedzy kieszonkowej”. Czasami warto ściągnąć dla samej adrenaliny. Odnośnie współpracy na egzaminach, to mam pawiem przykład „kreatywnego podejścia studentów”. Na jednym z egzaminów w poprzedniej uczelni (skończyłem licencjat), wykładowca pozwolił na teście współpracować studentom. Jednak dał tak mało czasu na odpowiedź, że porozumiewanie się było przeszkodą a nie pomocą. Nasz reakcja była taka, że każdy z moich sąsiadów wziął kolejne pytania na które znał odpowiedź. W ten sposób poszło całkiem nieźle, wykładowca widząc co się dzieje, kiwał tylko głową i na koniec stwierdził, że wynieśliśmy z tego egzaminu niw wiedzę ale umiejętność błyskawicznego, grupowego reagowania. Czy to źle nie wiem do dzisiaj. Skłaniam się, do stwierdzenia, że może to drugie było ważniejsze. Warunek by nie było zbyt częstą praktyką.

Myślę że problem tkwi znacznie głębiej. Sciąganie to nie tylko powszechny sposób na życie większości studentow. Problem tkwi raczej w całym naszym chorym systemie edukacji. Gdyby uczono ludzi tego, czego chcą się uczyć, zgodnie z kierunkiem jaki wybrali, napewno inaczej by podchodzili do sprawy. Tymczasem ludzie wybierają specjalistyczne kierunki studiow, łudzac sie , ze czegoś się nauczą a dostają wszystko: czyli "groch z kapustą". Przykładowo można zadać pytanie: po co uczyć studentów informatyki socjologii, geografii czy politologii skoro napewno te przedmioty nie są im do niczego potrzebne i nie są w stanie ich zainteresować. Powiedziałbym nawet, że są wręcz nie strawne i niemożliwe do nauczenia. Skoro student nie może się nauczyć na studiach tego czego chciałby się nauczyć, pozostaje mu tylko drugi cel: zdobyć papier. Żeby jednak zrealizowac ów drugi cel najpierw jednak trzeba Zakuć a potem Zaliczyć. Potem wszystko szybko wyleci z głowy i pójdzie w zapomnienie.("zasada 3 Z"). Pozostanie tylko niesmak rozczarowanie i poczucie straconego czasu. Myślę, że to jest główny problem i główna przyczyna ściągania. Zaczynając "leczyć" studentów z "plagi" ściągania myślę, że najpierw należałoby usunąć przyczynę dolegliwości a potem dopiero leczyć ewentualne skutki. Można to dopiero osiągnąć w dobrze dobranym programie nauczania, dobranym dla danego kierunku czy specjalności. Myślę więc, że najpierw należałoby zreformować system nauczania a potem ewentualnie "reformować" studentów.

Szanowni SGHowcy, nie chcę wyjśc na kogoś kto popiera ściąganie bo tak nie jest ale jest tez druga strona medalu - weźcie również pod uwagę fakt, iż program nauczania w USA jest bardzo zawężony w porównaniu np. z Polską, tam sa realizowane bardzo ścisłe ramy programowe,a w Polsce poszerzają nam horyzonty w każdej dziedzinie i na każdy temat, przedmiotów akademickich jest dużo i materiału do przebicia w nich również...To się oczywiście chwali i nie bez powodu mówi się, że Polacy sa ogólnie dobrze wykształceni a tamci, z całym szacunkiem dla nich, drążą swoje ciasne tunele... i jeszcze mieliby ściągać...?Oczywiście ogrom materiału do nauczenia skutecznie rozpycha nasze umysły ale równiez rzutuje na czas jakim dysponujemy aby to włożyć do głowy...nieprawdaż?Ogólnie rzecz biorąć jestem oczywiście za tym aby jak najszerzej poznawać ten świat ale dajcie nam też szansę, Szanowni Wykładowcy, poznawać go w rozsądnym czasookresie...kiedyś też byliście studentami.Pozdrawiam

Jeśli tydzień przed egzaminem przychodzi Pan Profesor i zadaje dwie dodatkowe lekturki po 400 stron każda (jedna dla zabawy jest w języku angielskim), to trudno się dziwić, że ludzie ściągają. Gdyby się zastanowił (sam kiedyś był chyba studentem ?), to wiedziałby, że nie jest to możliwe do zrealizowania, że taki numer jest jeszcze bardziej nieuczciwy niż samo zjawisko ściągania. W tej sytuacji ludzie po prostu nie mają innego wyjścia niż ściąga, bo nauczyć się tego nie sposób. Myślę, że student też człowiek i szanowni profesorowie powinni o tym wiedzieć, dlatego traktujmy się nawzajem uczciwie a nie wymagajmy uczciwości tylko od innych. Jeżeli porcja wiedzy będzie możliwa do przyswojenia to zapewne ludzie bedą woleli sie nauczyć. Jeśli obecnie przez czyjąś głupote staje się to niemożliwe to ludzie muszą kombinować.

Bardzo mądre podejście z tym wyrzucaniem ze szkoły, tylko ... akurat jestem studentem sgh i tutaj jeszcze wykładowcy sa normalni, ale jak słysze co na polibudzie wyprawiają profesorkowie, to tam mało kto bez sciągania ogarnąłby potężną dawke informacji. Nie wiem jak w praktyce wyglada politechnika bo nigdy nie widzialem zakresu ich nauki, ale podobno straszne. Ale osobiście odradzam wszystkim ściaganie , ja niestety przestałem oszukiwać dopiero od studiów mgr ale jestem z tego dumny :D W końcu zrozumiałem że oszustwo nawet niby błache, tak naprawde nas niszczy, no i do niczego nie prowadzi. Pozdrawiam serdecznie :)

Zapewne moja osoba na tym zgromadzeniu "życzliwych" zostanie jednogłośnie ogłoszona "czarną owcą", jednak nie powstrzyma mnie to przed wyrażeniem mojej opinii na poruszany tu temat. Osobiście uważam, i pewnie nie jeden przyzna mi racje, że aby osiągnąć w życiu sukces trzeba umieć sobie jakoś radzić. Za sada "po trupach do celu" bynajmniej nie jest moją dewizą, aczkolwiek sądzę że spryt jest cechą jak najbardziej w życiu pożądaną. Do takiego poglądu, trzeba chyba jednak po prostu dorosnąć, czyli dojrzeć emocjonalnie. Z dzieciństwa wpominam swój stosunek do "ściągających" jako bardzo negatywny. Pytanie - "dlaczego, ciężko na to pracując, mam mieć tą samą ocenę co ktoś, kto ściągał i mu uszło płazem?" wielokrotnie budziło we mnie gniew. Już w liceum moje spojrzenie uległo zmianie. Czasy studenckie, natomiast, wspominam jako niezliczony ogrom materiału, którego przyswojenie było bardzo czasochłonne, a którego przydatność, nawet z perspektywy czasu, poddaję w wątpliwość... Ile z tej wiedzy przydaje mi się w obecnym życiu zawodowym? A ile się tak na prawdę do tej pory ostało w głowie?Myślę, że są to pytania retoryczne. Faktem jest również, że jedynie nieliczni studenci, nawet najlepszych uczelni, mają ten szczególny dar szybkiego przyswajania wiedzy. Wobec tego, większość "radzi sobie jak umie najlepiej". Niektórzy usiłują być poprawni i działać zgodnie z zasadami, ale często, po wielokrotnych porażkach, dochodzą do wniosku, że można to przecież zdać inaczej. Nie potępiam tej procedury, gdyż uważam, że "źródło zła" leży w źle sformułowanym systemie nauczanie, a jak każdy wie - aby skutecznie z czymś walczyć, należy zacząć od korzeni... Na koniec zwracam się do tych "życzliwych", donoszących na ściągającycch kolegów. Uważam to za przejaw dziecinnej zazdrości. Przecież chyba wystarczająco długo żyjecie na tym świecie żeby stwierdzić, że nie ma tu miejsca na tzw. sprawiedliwość. W życiu liczy się spryt, który został formalnie sklasyfikowany jako rodzaj inteligencji, a kilku nadgorliwych nie zmieni praw rządzących światem. Ludzie! Dokąd ten świat zmierza? Czy nie słyszeliście o zasadzie: żyj i daj żyć innym ? Proszę Was jedynie o okazanie odruchu cechującego gatunek homo sapiens - wyrozumiałości. Jest to jedna z tych cech które odróżniają nas od innych ssaków... Nie nakłaniam do pomocy, jeśli wykracza to poza Wasze "standady etyczne". Jednak tu rodzi się pytanie o to, czy donosicielstwo mieści się w tych standardach... oraz o to, czy skoro już cokolwiek tępić to może również donosicielstwo...

Artykuł zaraz przeczytam, ale np. w U.S.A. za ściąganie wylatuje się ze studiów, a u nas... wielu dostaje stypendium "naukowe", co jest nie tylko kradzieżą wiedzy, ale także pieniędzy (które się im nie należą). Mam nadzieję, że się to zmieni!

Wszystkim zwolennikom ściągania jako "alternatywnej metody zaliczania egzaminów" radzę się zastanowić, czy sami chcieliby być operowani przez chirurga, który zaliczał egzaminy dzięki ściągom albo pomocy kolegów.

Medycyna to co innego. Chirurg nie moze uzywac podrecznika i innych pomocy w pracy. W przypadku innych zawodow daleko bardziej cenie ludzi potrafiacych siegnac do odpowiedniej literatury i z niej skorzystac niz twardoglowych ktorzy uzywaja tylko i wylacznie wiedzy, ktora nabyli na studiach. A nauczyciel powinien odrozniac, czy ktos pisze wlasna prace w oparciu o np. dane ze sciagi, czy poprostu zrzyna z podrecznika. I dopiero wtedy powinien karac...

Ściąganie jest formą niedoróbstwa, kradzieży. W PL jest powszechnie tolerowane. Miną jeszcze długie lata zanim ludzie zrozumieją, że to szkodzi tak na prawdę wszystkim. Nikt przecież nie che chodzić do lekarza, który ściągał lub żeby jego instalację elektryczną projektował niedouczony inżynier. Z resztą ci co nas teraz uczą sami ściągali i to pewnie jeszcze więcej.

Sciaganie jest nieuczciwe i obniza poziom wyksztalcenia. Przyznaje, sama sciagalam, szczegolnie na przedmiotach, gdzie na egzaminie pisemnym nalezalo wytlumaczyc jakies skomplikowane procesy lub pamietac o rzeczach absurdalnych (np sytuacja robotnikow francuskich w XIX w na socjologiii...) Czesto nie rozumialam problemu po wykladach, podrecznik nie byl dla mnie dosc jasny i mialam zbyt wiele innych egzaminow na glowie, zeby siegac po dodatkowe materialy i "tracic czas". Albo tak mi sie przynajmniej wydawalo... Do pewnego momentu! Trafilam na 3 miesiace do prestizowej amerykanskiej uczelni. Na kazdych zajeciach przed napisaniem egzaminu podpisywalismy oswiadczenie, ze rozumiemy nieuczciwosc sciagania i jestesmy swiadomi jego konsekwencji - wyrzucenia z programu. Jednoczesnie zaden wykladowca nigdy nie mial problemu ze znalezieniem czasu dla studentow na konsultacjach (co jest zmora SGH!!!) i zapewnieniem calego pakietu dodatkowych materialow oraz udostepnieniem swoich wykladow online. Nie sciagalam ani razu. Rok pozniej zaczelam studiowac w Szkocji, gdzie do sciagania obowiazywalo podobne podejscie. Do egzaminow podchodzilam ze studentami z calej Europy, ktorym sciaganie nie przeszloby przez mysl. Z ciekawostek: wiekszosc esejow wykladowcy skanowali programami antyplagiatowymi, zeby sie upwenic, ze nie przepisujemy stron www. Teraz jestem z powrotem na SGH. Nie podoba mi sie wiele rzeczy. Ze wykladowcy nie maja czasu dla studentow, zapewniaja mierne materialy dodatkowe, biblioteka funkcjonuje gorzej niz zle, duza ilosc nieistotnych obowiazkowych przedmiotow. Ale nie sciagam. Mam 14 przedmiotow w tym semestrze i nie sciagam. Przestalam traktowac w/w wady naszej uczelni jako moje usprawiedliwienie do sciagania. Ciesze sie, ze rektor wypowiedzial temu procederowi walke. Mam tylko nadzieje, ze zdaje sobie sprawe, ze powodzenie jego akcji nie zalezy TYLKO od studentow. Poniewaz w polskim systemie nieuczciwosc studentow jest odpowiedzia na niekompetencje wykladowcow!

Jestem na tej stronie poniewaz poprostu szukam czegos do pracy domowej heh..musimy napisac felieton na temat zjawiska sciagania w czasie prac pisemnych..moze nie jestem na studiach ale przyznam ze nie raz sciagalam. uwazam ze nie jest to godne pochwaly lecz czesto sie przydaje.z przedmiotow ktore lubie lub chociaz rozumiem i potrafie sie nauczyc i nie robie sciag lecz wzory i trudniejsze rzeczy np z chemii lub fizyki zawsze pisze na rece lub na malej karteczce. gorzej jest gdy mnie zlapia lecz juz od 5 lat od czasu do czasu sciagam i narazie tylko raz rok temu mnie zlapano. oczywscie od razu kosa ale to bylo akurat w dzien moich urodzin i nawet babka nie wstawila i moglam napisac jeszcze raz. hehe to farta trzeba miec;D. dzieki waszym komantarzom napisalam juz ten felieton do sQl. wszystko przeczytalam i wyrazilam swoje zdanie. dzieki:*

Od 28 lat jestem nauczycielem akademickim i na swoich zajęciach w czasie zaliczen i egzaminów pozwalam korzystac z wszystkich materiałow. Pytania wymagają "oczytania" i zrozumienia danego przedmiotu by na nie odpowiedzieć. Oczywiście wymaga to sporego wysiłku z mojej strony, ale jestem z tego zadowoloby. Przy obecnej technice elektronicznej zawsze można ściągać tak, by nikt, bez odpowiedniego sprzętu tego nie wykrył.

Pani Danuta, nauczycielka chyba w ogóle nie wie o czym pisze jeśli uważa, że w naszym kraju liczy się przede wszystkim wiedza. Dlaczego zatem większość dobrych stanowisk w firmach zasiadają absolwenci "szkół biznesu" którzy mają rodziców na stanowiskach? Wcale nie mówię tutaj o dyrektorach znanych przedsiębiorstw ale nawet o zwykłych stanowiskach w firmach. Dlaczego większość moich koleżanek i kolegów absolwentów wykonuje jakąś tam prace oby coś mieć? Odpowiedź - bo nie trafia im sie nic lepszego, mogą sobie w nieskończoność wysyłać te CV i chodzić po biurach ale jak nie posiadają znajomości to muszą się wykazać przynajmniej wybitną wiedzą, co i tak nie gwarantuje im miejsca w dobrej firmie. Czasem tyrają dniami i nocami z nadzieją na awans, który nie przychodzi bo właśnie z macieżyńskiego wróciła kuzynka dyrektora działu. Teraz gość z kredytem na 30 lat drży o swoją zagrożoną posadę. To scheda po tamtych czasach - z tym się zgadzam, tyle że trwa do dziś. Chyba musi przejść jeszcze pare pokoleń by coś się zmieniło. Ściąganie było nagminne podczas gdy studiowałam. Ambitnie podeszłam do szkoły i chciałam się uczyć, co za obłuda. Mój kolega już po pierwszym semestrze zorientował się o co chodzi - wynik? ukończył szkołę z dużo lepszą średnią, ale na pewno nie wiedzą. No ale w końcu jest absolwentem SGH.

PROSTE ROZWIĄZANIE Pozwalam oficjalnie "ściągać" czyli korzystać z dowolnych materiałów. Ja też idąc na wykład mam notatki, które nie są niczym innym jak moją ściągą. Pytanie które trzeba sobie postawić jest następujące: Co sprawdzamy na egzaminie? Jeśli tylko wiedzę, fakty które trzeba wykuć to mamy problem ze ściąganiem. Ale jeśli sprawdzamy umiejętności korzystania z wiedzy to nie ma problemu. Po co pamiętać jakiś wzór jeśli jest on w tablicach, a inne wielkości np. w roczniku statystycznym. Ważniejsze jest aby student a potem absolwent umiał szybko sprawnie i ZE ZROZUMIENIEM użyć źródeł informacji. Przecież zwykle mając jakiś problem do rozwiązania (czy choćby przygotowując wykład) obstawiam się literaturą i innymi pomocami i to tego też powinniśmy wymagać od studentów. Czasy kiedy trzeba było wszystko pamiętać to już historia. Obecnie ilość informacji jest zbyt duża żeby można było ją pamiętać, a ważniejsza jest umiejętność wykorzystania jej.

Studentem SGH nie jestem choć drogę na SGH miałem otwartą. Chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami ze studiów na wydz. lek. Na mojej uczelni ściąganie to rzadkość, przy czym zależy co się zdaje - czasem mamy zaliczenia takie, na których oczywiście można odpisać. Jednak te zaliczenia są tylko wstępem do przedmiotu realizowanego na wyższych latach i zakończonego egzaminem z całości materiału, na którym ostro pilnują i o odpisywaniu nie ma mowy. Osobiście nie wyobrażam sobie ściągania na wydz. lek. - jeśli ktoś widział jak człowiek umiera w szpitalu lub na ulicy to w pełni rozumie, dlaczego przyszłym lekarzom nie można zaliczać egzaminów drogą ściągania. Jeśli chodzi o inne kierunki studiów i związaną z tym inną odpowiedzialność to ściąganie sobie wyobrażam, ale jest to dla mnie osobiście oszustwo wykładowcy, siebie i, o czym zapominają ściągający, siebie nawzajem - koleżanek i kolegów. Honorowy i utalentowany człowiek nie dopuści myśli, że jego uczelnia skupiająca uzdolnionych młodych ludzi sukcesywnie stacza się do poziomu tych powstałych masowo ostatnimi laty i przepuszczających z roku na rok niejednego tumana (call a spade a spade). Dla utalentowanego i honorowego człowieka łatwiej jest zdać ucząc się niż zdać odpisując. Pzdr i życzę sukcesów.

napiscie mi jakis fajny felieton o szkole i prosze wyslijcie mi na gmaila feniks661@gmail.com i z gory dziekuje:)

Mnie ta cała sgh po prostu rozwala... nic się nie uczyć, ogarnąć parę kluczowych zdań, na teście zerżnąć, a najlepiej ze wszystkiego napisać pracę zamiast egzaminu/testu. - na zakończenie egzamin pisemny ... - a można pracę? - pracę! - referat! i biedny wykładowca mięknie i na 10 przedmiotów w poprzedniej sesji z 7 miałem napisać pracę, których pewnie nawet nikt dokładnie nie przeczytał jedyny mile wspominany przeze mnie egzamin to makro3 z dr Walczykiem, każdy mógł korzystać ze wszystkich notatek, ściąg i książek jakie zdołał ze sobą przytachać, dwa warunki zero rozmów i czas ale i tak mając te wszystkie pomoce nikt nie był w stanie na 100% być pewnym swoich odpowiedzi, ja zresztą też nie, dostałem 3, taki to był test! ale każdy mógł powiedzieć że sprawiedliwie dostał taką ocenę za swoją wiedzę na jaką zasługiwał

eszcze tylko ostatnia sesja! Pozim nauczania na SGH (przynajmniej jeśli chodzi o studia zaoczne) jest znacznie niższy niż na wielu prywatnych uczelniach (sama kończyłam licencjata w jednej z takowych), ściąganie na egzaminach - bardzo proszę, oby tylko było cicho, niestawianie się "profesorów" na zajęcia - częste, a potem, żeby nie wyszła chryja wszystkim stawia się 5! Specjalizacji zrobić nie można, bo przedmioty w jej ramach są nieuruchamiane, za to trzeba chodzic http://www.dissertationexpert.co.uk/service/index.asp

Drodzy Panstwo, Przeciez sciaganie jest dosc szczegolna forma procesu nauki... a przeciez ten proces prowadzi do zdobycia wiedzy, wiec czemoz to tak bardzo rozdzieracie swe naukowe szaty? Ja musze przyznac, ze logarytmow nauczylem sie na egzaminie maturalnym.... dzieki pewnym informacjom w ktorych posiadanie wszedlem w dosc niekonwencjonalny sposob, ale utrwalily sie te informacje w mojej pamieci..... na zawsze!

Ściąganie jest chyba pozytywnym przejawem solidarności studenckiej. Czy nie jest dobrze, że studenci wspierają się nawzajem i pomagają sobie wzajemnie w potrzebie? Taki obyczaj jest na pewno duzo lepszy niż śmiertelna powaga, "wyścig szczurów" i wzajemna rywalizacja od najmłodszych lat - czyli postawa jaka stara się wpoić młodym ludziom na Zachodzie - trzeba być najlepszym, inni się nie liczą, a wysoką pozycję spoleczną należy zdobyć idąć po trupach.

Cieszę się tym bardziej, że mam zamiar studiować na SGH i mam cichą nadzieję, że tam nie będę musiał oglądać oszustów, którzy chcą przejść przez studia jak za dawnych "dobrych" czasów. No ale przecież nawet w tamtej epoce SGPiS cieszył się renomą, ale na pewno nie dzięki tępakom, którzy są złodziejami wiedzy, pasożytami i darmozjadami. Szkoda wydawać na nich pieniędzy z budżetu państwa.

A niech sobie ściągają. I tak się potem wszystko zapomina. Prawdziwy egzamin to będzie w tym realnym życiu. Tam jak czegoś nie będziesz wiedzial albo o czymś zapomnisz to wylatujesz z roboty.

- Sprawa nie jest prosta - przyznaje dr Robert Zawłocki z Katedry Prawa Karnego UAM w Poznaniu - Jeśli uznać, że praca egzaminacyjna jest dokumentem to podpis imieniem i nazwiskiem przez studenta na pracy, jeśli podyktowała mu jej treść inna osoba, można taktować jako poświadczenie nieprawdy. Skoro robi to w celu korzyści osobistej, czyli dobrej oceny, jest to według Kodeksu Karnego przestępstwo za które grozi do 8 lat więzienia - ocenia. Sam dr Zawłocki dodaje jednak, że takie rozumowanie opiera się na dość wątłych podstawach, czyli założeniu, że praca jest rodzajem dokumentu. - Właściwie Kodeks Karny nie przewiduje takich zachowań - przyznaje. I to moim zdaniem jest najciekawsze w tym kontekście. W demokratycznym państwie prawa to co nie jest zakazane jest dozwolone. Jeżeli studenci w takich przypadkach nie łamią prawa to za co ich potępiać?

Dla mnie ściąganie to oszustwo i kropka. Ale - właśnie, zawsze jest przecież jakieś ale - studenci często musza zdawać egzaminy z przedmiotów, które najprawdopodobniej nigdy im się do niczego nie przydadzą. Po co więc mają kuć na blachę tomiska suchej wiedzy z dziedzin do niczego im nieprzydatnym? Student wie, że nie łatwo jest dziś znaleźć pracę i w niej się utrzymać, dlatego myślę, że większość studentów ma świadomość, że musi nauczyć się tego i owego, bo coś w tej pracy robić trzeba. Ale zaśmiecać sobie głowę czymś zupełnie niepotrzebnym? Po co tracić czas, lepiej w tym czasie postarać się o jakiś dodatkowy kurs czy iść dorobić (i zdobywać doświadczenie).

Ale skąd mamy wiedzieć co faktycznie nam będzie potrzebne? Czasem też wydawało mi się, że jakiś przedmiot to totalny odjazd i jest on całkowicie niepotrzebny. Z perspektywy niewielu lat widzę, jak bardzo myliłem się. Czasem jakiś drobiazg nawet może sporo zmienić. Umiejętność spojrzenia na sprawy przez pryzmat różnych teorii, wykorzystanie swojej wiedzy z jednej dziedzinie do innej jest możliwe dzięki szerokiej wiedzy. Aż żal, że nie mam już czasu na studiowanie wielu ciekawych zagadnień. Wracając do tematu ściągania chciałbym, aby w Polsce młodzi ludzie mieli wpojone, że jest to oszustwo. Szczególnie na platformach e-learningowych jest to tragedia, bo tutaj często nic nie da się z tym zrobić. Przykre to jest, że zamiast zajmować się rozwijaniem przygotowanych treści, rozwijaniem mechanizmów systemu sporą część czasu trzeba poświęcić na plagiaty. Smutna polska rzeczywistość.

Szanowni Państwo, jestem nauczycielem akademickim,psychologiem pracuję na uczelni już 25 lat, dodam, iż kształcę przyszłych nauczycieli i wychowawców. Od początku mojej pracy staram się kierować zasadą uczciwości - umiesz mało dostaniesz mało, chcesz więcej ucz się więcej-dla mnie proste i logiczne. Dodatkowo w moim sylabusie jako pierwszy warunek zaliczenia przedmiotu jest przestrzeganie postawy godnej przyszłego nauczyciela i wychowawcy, tym samym oszustom, cwaniakom, krętaczom w tym zawodzie mówimy stanowcze "NIE!!!!". Praktycznie jeśli złapię studenta na ściąganiu w czasie zaliczenia semestralnego, czy egzaminu końcowego to jest to jednoznaczne z uzyskaniem oceny negatywnej - na koniec całego semestru i oczywiście z pierwszego podejścia w sesji egzaminacyjnej. Moi studenci to wiedzą i wydaje mi się, że wymaganie najpierw od siebie, a potem od innych sprawdza się. Sami studenci - szczególnie ci z ambicjami, uczący się i ciężko pracujący są przeciwko ściąganiu, bo to deprecjonuje ich trud i burzy system wartości młodego człowieka. Nie zapomnę jak jedna ze studentek renomowanej uczelni warszawskiej po pierwszej sesji powiedziała: "trzeba zainwestować w lepszy telefon", w momencie, kiedy ona ucząc się uczciwe dostała 3, a ekipa z telefonem od 4 do 5.Ale to jest wina wykładowców, którzy "przymykają oko", którzy uczą tych młodych ludzi, że w życiu trzeba kręcić, chodzić na skróty, kombinować - nie wiem, być może komuś ta formuła w życiu się sprawdza...Sądzę jednak, że większość z nas buduje poczucie własnej wartości wzmacniając je poczuciem sprawstwa, dumy z własnych dokonań i tak chciałabym, aby były kształcone moje dzieci - twoja przyszłość zależy od Ciebie, a nie od pamięci w telefonie, a tak już humorystycznie - a jak nie ma sieci...życia nie można włączyć i wyłączyć, ono trwa bez względu na zasięg naszych telefonów...Pozdrawiam uczciwych studentów i dbających o młodych ludzi wykładowców:))

Dodaj komentarz

captcha

działanie 2

 
  Weź udział w dyskusjach komentujących inne artykuły:
okladka big pobierz pdf

Data wydania: 7 czerwca 2004 r.
wersja online: ISSN 1731-7428
wersja drukowana: ISSN 1731-6758

info Artykuły naukowe zawarte w niniejszym czasopiśmie są recenzowane.