Problem plagiatowania w szkolnictwie wyższym. Charakterystyka elektronicznego systemu antyplagiatowego

Komentarze do artykułu:

System Plagiat jest niedopracowany. Sprawdzałem swoją pracę pod koniec marca bieżącego roku. W raporcie podkreślone jako plagiat zostały źródła z których korzystałem, przypisy, nazwy państw, sformułowania typu Unia Europejska, małe i średnie przedsiębiorstwa, opracowanie własne na podstawie..., a także pojedyńcze wyrazy, wartości liczbowe w tabelach, a nawet sformułowania, które napisałem "z głowy" w rozdziale badawczym mojej pracy magisterskiej. Każdy z podkreślonych wyrazów pracował oczywiście na konto współczynników podobieństw i gorszy wynik końcowy. W mojej opinii ten program to totalna porażka. Szkoda czasu i pieniędzy. Oczywiście za możliwość sprawdzenia swojej pracy zapłaciłem 60 zł. Wynik jaki uzyskałem pomimo wadliwości tego programu, był bardzo dobry. Po sprawdzeniu pracy w dziekanacie SGH, okazało się, że współczynniki podobieństw w mojej pracy są ponad 2 razy gorsze niż te, które uzyskałem przy samodzielnym sprawdzaniu na stronie Plagiatu, gdyż na, SGH sprawdza się dodatkowo podobieństwa pracy z 2,5 tyś. prac z archiwum uczelni. Jednym słowem ten program i system weryfikacji prac na uczelniach to dno!!!

Zgadzam się z opinią kolegi. Jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej, i promotor uczula mnie podczas każdego spotkania na plagiat. ale absurdem jest że system "wychwytuje o ile się nie mylę 4 słowa występujące obok siebie. Używając chociażby nazw ustaw, czy zwrotów typu "dochody jednostek samorzadu terytorialnego" -(akurat tego dotyczy praca) system okreśła je jako plagiat.To bezsens! Jal powołać się na definicje, skoroto plagiat, przecież każda praca oparta jest na literaturze, a nawet przypisy do np. definicji nie korygują określenia tejże definicji jako plagiat. Większość moich znajomych jest podobnego zdania, czy to nie absurd zastanawiać sie jak zmienić definicję żeby nie wychwycił tego plagiat, zamiast z sensem myśleć o wartości merytorycznej pracy? Proponuję popracować jeszcze nad tym programem

W mojej opinii - subiektywnej - system działa prawidłowo. W żadnej z prac, których byłem promotorem nie było więcej niż kilka procent "pokrycia" z innymi pracami lub źródłami internetowymi. Po prostu tematy prac były tak sformułowane, że znacząca większość tekstu stanowiła samodzielne, z definicji niepowtarzalne dzieło studentów. Być może rzecz polega na tym, by w prace nie były "literaturowe", lecz generalnie oparte na studiach przypadków (ekspertyzach). Wystarczy pomijać (minimalizować) tak zwaną cześć literaturową, słuszną w "minionym okresie", gdy źródłem wiedzy studentów były materiały "drukowane".

Profesorze Rocki. Czy mógłby pan wyjaśnić znaczenie ostatniego zdania, o "cześci literaturowej"? Zanim wezme udział w dyskusji chciałam się upewnic czy dobrze zrozumiałam.

Pewne jest, że taki czy inny system antyplagiatowy musi być używany. W obecnej formie system się nie sprawdza. Każdy, czy to pracownik naukowy czy student może korzystać i korzysta. Nieuczciwe jest np. wykazywanie pagiatowania praca naukowców przez studentów, tylko na podstawie podobieństwa. Przecież osoby piszące książki sami biorą materiały z internetu.

"Część literaturowa" to rozdział poświęcony omówieniu tego, co na temat poruszany w pracy dyplomowej napisali wcześniej inni autorzy. Teoretycznie ma to wskazywać na erudycję autora pracy. Czasami daje podstawy do tego, by w kolejnych rozdziałach odwoływać się do poglądów innych autorów albo powoływać na zacytowane wcześniej wzory.

Przede wszystkim bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, także krytyczne. Mam nadzieję, że dzięki nim uda się wyjaśnić nieporozumienia związane z działaniem programu. Liczę, że moje argumenty trafią do przekonania osobom negatywnie oceniającym program. Najważniejsze jest wyjaśnienie fundamentalnego nieporozumienia, jakim jest stwierdzenie, że fragmenty podkreślone w generowanym przez system raporcie podobieństwa, są uznane za plagiat. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że są to po prostu fragmenty tekstu odnalezione przez system w Internecie bądź bazie danych i że nie oznacza to, że stanowią nieuprawnione zapożyczenia (dobrym przykładem tego, że nie zawsze stanowią, jest fraza przytoczona przez Gościa e-mentora). Nasze stanowisko zostało opisane na stronie internetowej w sekcji POMOC oraz w sekcji MATERIAŁY (w tekście "Informacja nt. interpretacji Raportu podobieństwa"). W sytuacji, gdy współczynniki podobieństwa przekraczają wartości uznane na uczelni za "krytyczne", raport powinien zostać szczegółowo przeanalizowany przez promotora, który powinien ocenić, czy podkreślone przez system fragmenty stanowią nieuprawnione zapożyczenia, czy też nie. Uczelnie uwzględniają nasze stanowisko w wybranym przez siebie zakresie, co jest zrozumiałe ze względu na problemy organizacyjne związane z realizacją modelu idealnego. System na pewno nie jest doskonały, podobnie jak procedura jego stosowania, ale alternatywą było przymykanie oczu na problem. Poza tym zarówno system, jak i procedura antyplagiatowa przyjęta na SGH zmienia się w taki sposób, by eliminować problemy opisane przez krisa. Aktualne zarządzenie określające zasady funkcjonowania systemu na uczelni wyklucza sytuację, w której wykrywanie przez system krótkich fragmentów mogłoby spowodować odrzucenie pracy. Jest to możliwe dzięki współczynnikowi podobieństwa 2, który pojawił się w raportach podobieństwa w paździeniku 2005. Uwzględnia on wyłącznie obszerne zapożyczenia i jest głównym parametrem branym pod uwagę przy ocenie raportu. Drugie nieporozumienie dotyczy informacji, że współczynniki po sprawdzeniu pracy przez indywidualną osobę były niższe, niż w przypadku sprawdzenia przez uczelnię. Nie jest to nic dziwnego, taką sytuację mozna było przewidzieć. Usługa udostępniana przez serwis Plagiat.pl Klientom indywidualnym polega na porównaniu dokumentu zgłoszonego do analizy z zasobami Internetu, podczas gdy uczelnie porównują również z bazami danych (informacja ta znajduje się w sekcji POMOC na stronie www.plagiat.pl). Choćby ze względu na fakt, że baza porównawcza, z której korzystają uczelnie jest szersza, może wynikać uzyskiwanie wyższych współczynników. Nie ma podstaw do krytykowania systemu w tym punkcie. Gdybyśmy udostępniali studentom porównywanie z bazami identycznymi z tymi, do których mają dostęp uczelnie, możnaby nam słusznie zarzucać pomaganie studentom w omijaniu procedur kontrolnych stosowanych przez uczelnie. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie głosy.

Jak każde narzędzie - to też ma wady i zalety. Denerwujemy się gdy wskazuje jakieś procenty "plagiatu" choć nam (przynajmniej w moim otoczeniu) nie przechodzi przez głowę. Trzeba jednak przyznać, iż aplikacja nie tylko budzi wiele emocji ale jest i użyteczna - 5 razy każdy się zastanowi zanim zrobi "kopiuj,wklej". Zmiana nastawienia studentów - to największy sukces... może kiedyś wyjdziemy na prostą :)

Wielu studentów, m.in. ja, piszę prace w oparciu o źródła w innych językach. Co wtedy?

Bardzo przydatne okazaly sie wszystkie wczesniejsze komentarze dotyczace systemu Plagiat. Jednak chcialabym sie dowiedziec, czy wszystki polskie uczelnie panstwowe czy tez nie, stosuja ten program przy ocenie prac dyplomowych?

Panie Witoldzie: bardzo dziękuję za post. Panie Michale: jeśli cytuje Pan prace obcojęzyczne w oryginale, system zachowuje się tak, jak w przypadku polskich tekstów. Jeśli natomiast chodzi o współpracę z programami tłumaczącymi teksty - plagiat.pl jej nie obsługuje. Dopóki jakość automatycznych tłumaczy nie poprawi się znacząco, nie będzie to możliwe. Staramy sie jednak trzymać rękę na pulsie, w naszych czasach możliwości oprogramowania zwiększają się bardzo szybko. Pani Magdaleno: aktualna (i aktualizowana na bieżąco) lista uczelni stosujących nasz system znajduje się na stronie internetowej Serwisu. Zapraszam.

Wszystko co napisał p. Sebastian Kawczyński przekonująco brzmi tylko w teorii. I Raport POWINIEN zostać przeanalizowny przez promotora, jeśli współczynnik podobieństwa przekracza pewne wartości, ale promotorzy nie chcą na siebie brać odpowiedzialności za "przepuszczenie" ew plagiatu więc kierują się tylko wskazaniami współczynników. II Koledze, który skopiował 75% swojej pracy mgr z internetu program Plagiat wykazał 46% podobieństwa dla współczynnika 1, i 0% współczynnika 2 - czy taka rozbieżność nie wydaje się zbyt duża, a może współczynnik 2 nie działa tak jak powinien ?? III Ja sama miałam w swojej pracy 18% współczynnika podobieństwa 1 i 0% współczynnika 2 i nikt się ze mną nie cackał - praca wróciła do poprawy. Więc zmieniałam wyrażenia typu "zgodnie z wymogami normy ISO".. IV "System na pewno nie jest doskonały... ale alternatywą było przymykanie oczu na problem" - bez przesady niech pan nie robi z siebie "ostatniego sprawiedliwego", to prawda, że być może program pozwoli na wykrycie 100 z premedytacją popełnionych plagiatów, ale przy okazji utrudnia się życie 100 000 000 innym uczciwym studentom. V Jeśli chce się żeby Plagiat służył nie tylko uczelniom i zarabiającym na nim niemałe kwoty autorom, to studenci powinni mieć prawo do odwoływania się od wyników raportu do jakiegoś niezależnego organu, bo na razie tylko za każdy procent podobieństwa patrzy się nas na uczelniach jak na oszustów i złodziei.

Szanowna Pani, jeżeli system jest stosowany w sposób, który Pani opisuje, rzeczywiście powoduje wiele niepotrzebnych problemów. Zgadzam się z Panią i zapewniam, że dokładamy wszelkich starań, żeby wyeliminować takie sytuacje. Nie mogę jednak wziąć na siebie pełnej odpowiedzialności za to wszystko, bo jak pisałem wyżej - zasady użytkowania systemu są czymś innym, niż samo jego działanie. Jak Pani wie nie mam wielkiego wpływu na władze uczelni, a w szczególności - nie jestem w stanie narzucać im określonego kształtu procedury antyplagiatowej. To promotorzy są odpowiedzialni za to, że niewłaściwie wykorzystują system oceniając oryginalność prac wyłącznie na podstawie współczynników. Na stronie www.plagiat.pl, w sekcji "materiały" wisi podpisane przeze mnie pismo z naszym oficjalnym stanowiskiem w tej sprawie. W wielu miejscach, m. in. w sekcji "pomoc" na stronie www.plagiat.pl, a także w dokumentach przesyłanych uczelniom, wyraźnie zaznaczamy, że wykryte przez system fragmenty tekstu są tylko DOMNIEMANYMI zapożyczeniami i że fakt ich zaistnienia musi zostać zweryfikowany przez kompetentną osobę. Ktoś, kto ocenia studentów wyłącznie na podstawie współczynników postępuje więc wbrew zasadom korzystania z systemu. Biorąc pod uwagę to, co Pani napisała i podobne sygnały napływające z kilku uczelni podjęliśmy decyzję o modyfikacji systemu w sposób, który wyeliminuje takie sytuacje - od początku ptrzyszłego roku akademickiego system sam będzie wskazywał "podejrzane" prace. Mamy nadzieję, że pozwoli to uniknąć nieporozumień. Gdyby tego typu problemy zdarzyły się dzisiaj, deklaruję gotowość wspierania studentów w sytuacji, problemów związanych z nieprawidłową interpretacją wygenerowanych przez Plagiat raportów. Jeśli chodzi o "odwołanie do niezależnego organu" - taka propozycja znajduje się w stworzonych przez nas i przesłanych wszystkim współpracującym z nami uczelniom projektach procedury antyplagiatowej. Jeśli chodzi o kłopoty z współczynnikami - współczynnik podobieństwa 2 właściwie spełnia swą rolę wyłącznie w sytuacji, w której limit tego współczynnika został ustawiony na 20-25 słów. Domyślam się, że sytuacja, o której Pani pisze zdarzyła się w przypadku ustawienia limitu na znacznie wyższym poziomie (w takiej sytuacji, w przypadku prawidłowego działania systemu współczynnik 2 może wynosić 0% nawet przy wielu wykrytych fragmentach, które jednak nie przekraczają pewnej - zdarza się, że bardzo dużej - liczby słów). Inne przypadki, w których współczynnik podobieństwa 2 mógł "nie zadziałać" są bardzo mało prawdopodobne.

Szanowny Panie Sebastianie, Jestem indywidualną klientką Pana serwisu, który uważam za kompletnie niedopracowany i krzywdzący osoby takie jak ja. Powodów jest kilka, a mianowicie: 1/ Koszty zakupu TOKEN-ów są wysokie i niewspółmierne do jakości wykonywanej usługi. Dwa, dokładnie te same eseje poddane analizie przez Pana system antyplagiatowy w jednym czasie uzyskały dwa różne współczynniki prawdopodobieństwa. Różnica w procentach wynosiła nieco ponad 10%! co wydaje mi się wielkim nieporozumieniem. W obliczu tak rozbieżnego wyniku bezsensem wydaje mi się dalsza współpraca z Panem. Ponadto uważam, że sprawdzanie prac indywidualnego klienta, jak również działającego z ramienia uczelni powinno być na równi traktowane i zasługuje na wiarygodne i rzetelne sprawdzenie pod kątem plagiatu. Nie zgadzam zatem się z Pana opinią, że "udostępnianie studentom porównywania prac z bazami identycznymi z tymi, do których mają dostęp uczelnie jest dla Pana pomaganiem studentom w omijaniu procedur kontrolnych stosowanych przez uczelnie." To jakaś kompletna bzdura!!! 2/ Bardzo łatwo jest umieścić na stronie informację o wydłużonym czasie oczekiwania na raport prawdopodobieństwa - z uwagi na to, że bardzo często występują kłopoty z serwerem może warto by było zastanowić się nad tym czy informacji tej nie umieścić na Pana stronie już na stałę (taka mała dygresja). Pana strategia działania i pozyskiwania klientów jest "troszeczkę" niedopracowana i ma wiele wad - jedna z nich, najważniejsza to: SĄ RÓWNI I RÓWNIEJSI Fajnie jest inkasować pieniądze, a nie wywiązywać się z warunków umowy, zarówno w aspekcie jakościowym, jak i terminowym. Łapie się Pan za robienie biznesu tylko nie bardzo orientuje się jak tą machiną poruszać żeby zyskać zaufanie klientów oraz czerpać osobistą satysfakcję. Sugerowałabym zatem zainwestować w modernizację oraz rozwój strony w celu podwyższenia jakości Pańskich usług. Post Scriptum W świetle powyższych uwag, śmieszny wydaje mi się komunikat zachęcający uczelnie do skorzystania z promocji korzystania z serwisu. Serdecznie pozdrawiam, JR

"03-06-2007 OKRESOWE WYDŁUŻENIE OKRESU OCZEKIWANIA NA RAPORT PODOBIEŃSTWA Z przyczyn technicznych okres oczekiwania na raporty podobieństwa może ulec przedłużeniu do ok. 148 godzin. Uprzejmie prosimy o branie tego pod uwagę przy zgłaszaniu prac do analizy. Bardzo przepraszamy za wszystkie związane z tym kłopoty." WITAM PANIE SEBASTIANIE !!! Z całym szacunkiem, ale analiza mojej pracy trwa już 179 godzin !!! Pana serwis jest wielką pomyłką i próbą naciagania klientów na koszty przy jednoczesnym nie wywiązywaniu się z usług jakie Pan oferuje. Nie wiem czy słowo "termin" cokolwiek dla Pana znaczy, bo dla mnie znaczy to, że nie oddałam eseju naukowego w terminie, ponieważ Pana zakichany serwis mnie trzyma!!! Choć pracę napisałam samodzielnie, wychodzę z założenia, że "lepiej na zimne dmuchać" niż potem wstydzić się, że moja praca określona zostanie przez wykładowcę mianem plagiatu (na co jest szczególnie często zwracana uwaga na studiach doktoranckich). Jeśli ma Pan kłopoty z serwerem i nie może uporać się z wyśrubowanym regulaminem, który sam został przez Pana ustalony to nielogiczne i niczym uzasadnione wydaje mi się pobieranie pełnej kwoty za niepełnowartościową usługę! Proszę inwestować w serwery oraz modernizaję systemu informatycznego, a nie naganiać nowych klientów! (taka moja sugestia) Z moich obserwacji wynika, że pojęcie "Klienta", w Pana rozumieniu, posiada dwie odrębne klasyfikacje: KLIENT kat. I oraz KLIENT kat. II. Różnią się od siebie zasadniczo: 1/ klient kat.I to podmioty instytucjonalne (szkoły, uczelnie), w procesie obsługi traktowani są pierwszorzędnie i priorytetowo, które oprócz atrakcyjnej ceny mają szerszy zakres weryfikacji prac (w tym również w swojej bazie danych,); 2/ klient kat. II to jednostki działajace indywidualnie, najczęściej niezrzeszone z uczelnią, opłacające wysokie koszty za niską jakość usług oraz nieterminowość w sprawdzaniu prac pod względem plagiatu. Klienci klasy drugiej traktowani są drugorzędnie (w grupie tych osób jestem ja). Brak standaryzacji jakości usług, w przypadku Pana podstawowej działalności, wydaje mi się niedorzeczne i pozbawione logiki i sensu. Nie ulega watpliwości, że wynik raportu prawdopodobieństwa będzie różnił się w zależoności od tego jaka uczelnia będzie sprawdzała moją pracę - zatem współczynnik prawdopodobieństwa będzie w każdym przypadku różny i niewspółmierny do tego jaki ja otrzymam. Nie wyobrażam sobie aby firma telefonii komórkowej sprzedała mi telefon oraz usługi o gorszej jakości niż klientowi, który działa z ramienia jakieś instytucji czy firmy prywatnej. Jak każdy, mam możliwość wyboru telefonu oraz dowolnego planu taryfowego w zależonysci od zasobności portfela. Wiem również, że wybrany przeze mnie telefon będzie tak samo dobrze funkcjonował jak ten sam telefon zakupiony przez jakąś firmę. Jakość usług też będzie ta sama, bo niezależnie od tego, czy reprezentuję firme czy jestem indywidualna klientką mogę się wszędzie i o każdej porze dodzwonić! Post Scriptum Proszę nie mydlić ludziom oczu odpowiadając na posty w sposób "rozwodniony" (czyt. "lanie wody"). Pan po prostu przeliczył swoje siły na zamiary. JR

Większość uczelni odrzucając daną pracę powołuje sie tylko i wyłącznie na procent podobieństwa do źródeł. Totalny bezsens! Za parę lat, z wciąż powiększającą sie bazą źródeł standardem będzie podobieństwo na poziomie ponad 50%. System wykrywa typowe dla dziedziny problemowej definicje a nawet nazwy własne!! Może ludzie w pracy magisterskiej powinni tworzyć własne definicje albo zmieniać nazwę swojego wydziału/uczelni?? Trzeba też zauważyć jak trudno jest poprawić taką pracę. Zmieniając jedno zdanie często zdania je poprzedzające lub następne tracą sens. Pisze Pan,że uczelnie jeżeli powołują się tylko na procent podobieństwa wskazują na plagiat to źle ten system użytkują. Uważam, że taka firma powinna blisko współpracować z uczelniami i wręcz zabronić takiego bezsensu!! Dajecie broń uczelni ale nie wymuszacie jak i kiedy jej używać. Ten system według mnie powinien być w fazie testowań i być ciekawostką, która może kiedyś będzie sie do czegoś nadawać a on jest już powszechnie używany!

Zgadzam się z przedmówcą... dodatkowo pracownicy uczelni powinni przechodzić przeszkolenia, jak używać tego programu. Uważam za absurd sprawdzanie bibliografi, spisów treści czy aneksów. W swojej pracy magisterskiej w aneksach zamiesciłam przemówienia, które omawiałam (z odnośnikami skąd są zaczerpnięte). To przeciez jest niepowazne, kiedy dostałam informacje że sa splagiatowane. Nierozumiem czemu program zaznacza fragmenty, które sa wzięte w cudzysłów.

1. Ten system zaczynając od jego nazwy to jedno wielkie nieporozumienie. Z plagiatem mamy wtedy do czynienia, gdy wykorzystujemy cudze dzieło nie wskazując kto był jego autorem. Inteligentni ludzie popełnia plagiat i system tego nie wykryje. Popełnia plagiat, ponieważ wykorzystają cudze prace, nie wskażą źródła, ale podmienia wybrane słowa, przekonstruują zdania, czy nawet zróżnicują wersję drukowaną od elektronicznej. 2. Prof. Rocki pisze o swoich doświadczeniach, ale one nie są miarodajne ponieważ prace z ekonometrii to zupełnie nietypowe prace. Moglibyśmy dyskutować nad wynikami (współczynnikiem p"plagiatu") jego magistrantów, gdyby system traktował jako plagiat sekwencje cyfr np. 123 gdzieś tam i 123 w pracy :) A przecież tak jest, że fraza "Praca napisana pod kierunkiem ...." była wskazana jako powtórzenie (z raportu mojego magistranta). Takich kwiatków jest więcej. 3. Jest jedno proste i banalne rozwiązanie by pozbyć się problemu. Wprowadzamy ograniczenia objętości prac na wszystkich kierunkach np. do 2 arkuszy (do 50 stron mgr, licencjat max - 30 stron, co zresztą powinno obowiązywać zgodnie z zaleceniami komisji senackiej). Praca powinna być bardziej rozbudowanym artykułem naukowym. Wbrew pozorom takie prace były trudniejsze, niestety także dla promotorów. Ale zyskiem byłaby oszczędność czasu przy czytaniu i pisaniu prac, nie licząc oszczędzonych lasów. Pozdrawiam. PS. Nie sprawdzajcie prac na własną rękę. To tylko strata pieniędzy. Moja magistrantka kiedyś sprawdziła pracę i uzyskała raport z bardzo niskimi wskaźnikami. Zaraz potem praca trafiła do dziekanatu, który jakieś dwa tygodnie potem sprawdził pracę i okazało się, że praca znacznie przekracza wskaźniki. Szanowni Autorzy systemu - to wskazuje jak koszmarnie nie fair jest ten system.

witam... System ten - to tatalna porażka. Może i wychwyci kilku "cwianiaczków", za to udrudni życie wielu dziesiątkowm studentów. Co to za bzdura, piszę pracę sama, czy jest to esej, czy praca dyplomowa, cytuję wybrane fragmenty oczywiście wzięte w cudzysłów i mam ją sprawdzać, czy nie popełniłam plagiatu... Przecież to żałosne. Czytałam wcześniej lepiej "dmuchać na zimne" - to absurd i paranoja. A co z książkami, będącymi w obiegu, mam tutaj na myśli pozycje dotyczące marketingu, w prawie każdej jest to samo, jeden autor często "ściąga" z drugiego, nieraz jest przypis nieraz nie... Analizie jest poddawna każda strona pracy, bibliografia, spisy, aneksy, niekiedy do aneksu wrzuca się całą ustawę, tak miała np. moja znajoma, co wtedy, plagiat jak się patrzy... Szanowna Firmo Antyplagiatowa, popracujcie nad jakością usług i ich sensownością, a nie tylko nad liczeniem pieniężków, tutaj wystarczy byle jaka księgowa, która zna tabliczkę mnożenia z poważaniem, bądź nie Studentka z Poznania

Mysle, ze osoby nazywajace system "tatalna porażka" czy "wielkim nieporozumieniem" jednak troche przesadzaja. Oczywiscie, ze system ma swoje wady - jak kazde narzedzie - i jestem pewna, ze tworcy pracuja nad jego udoskonalaniem. Korzystalam z niego podczas pisania pracy licencjackiej i nie moge narzekac. Chcialabym jednak poruszyc inna kwestie, ktora zdaje sie umykac niektorym osobom - i tu popieram Witka B. - dzieki wprowadzeniu antyplagiatu do szkol (jaki by ten system nie byl) wreszcie zaczelo sie na powaznie mowic o plagiatowaniu prac. Bardzo wiele osob mysli o tym, ze ich praca bedzie sprawdzana, a przez to duzo uwazniej tworzy przypisy i zastanawia sie nad zaczerpieciem "duzego cytatu" z czyjejs pracy. Efekt pedagogiczny, wychowawczy, czy etyczny - jakkolwiek go nazwiemy - jest ogromny. I za to tworcom plagiatu naleza sie brawa.

Wielkie dzięki za takie podejście pedagogiczne, które uczy jak oszukiwać ludzi naiwnych. Kobieto (poprzedniczko postu) nie wiesz co piszesz!!! Z autopsji wiem, jak bardzo zrazić się można do pisania SAMODZIELNEGO prac kiedy wkładając wiele starań aby referat napisany był jak najlepiej okazuje się, że jakiś niedopracowany system antyplagiatowy pozaznacza w tejże pracy cytaty (wzięte w cudzysłów) oraz przypisy dolne, podpisy tabel i schematów podwyższając przy tym tak zwany współczynnik prawdopodobieństwa! Wdrażanie świadomości domniemanego oszustwa negatywnie wpływa na jakość studiowania i samopoczucia studenta.

Hmmm, mnie martwi jedna jedyna sprawa. I niestety jest bardzo ważna. Wręcz fundamentalna. Jeśli weźmie się pod uwagę gigantyczną, wręcz potworną liczbę nowych książek wydawanych każdego miesiąca, prace oddawane przez studentów, prace doktorskie, artykuły naukowe i nie-naukowe i w ogóle wszystko co ludzie piszą tooo.... już całkiem niedługo okaże się, że wszystko zostało napisane!! To jest fundamentalna wada systemu. Jest zupełnie nieskalowalny, ponieważ jeśli system miałby w bazie wszystko i potrafiłby tłumaczyć z różnych języków to dla _każdej_ pracy współczynnik podobieństwa wynosiłby blisko 100%. Po prostu ktoś to już wcześniej napisał... Co więcej, jestem pewien, że da się tego dowieść matematycznie :) coś w stylu, że _nieskończona_ liczba małp głupio klepiących w klawiaturę stworzy dzieła Szekspira (której się to w końcu uda). Tutaj mamy podobną sytuację - im dłużej działa system, tym większe prawdopodobieństwo, że obszerne części mojej pracy znajdują się w innych pracach... więc współczynnik rośnie. Największa zaleta systemu - większy zbiór prac, jest jego największą wadą :D w związku z tym życzę dużo szczęścia, B.A. PS statystycy i matematycy powinni zgłębić ten temat i dać znać...

No więc zastanowiłem się jak można przedstawić problem "że wszystko już zostało napisane" na chłopski rozum. Oto i wyjaśnienie: 1) mamy duży, ale skończony zasób słów 2) liczba różnych słów w pracach naukowych jest mniejsza 3) tylko niektóre kombinacje słów są gramatycznie ijęzykowo poprawne - zawężamy liczbę kombinacji 4) liczba prac dodawanych do systemu teoretycznie tylko rośnie 5) w związku z powyższym wszystkie możliwe stwierdzenia kiedyś na pewno zostaną napisane. 6) żeby się przed tym obronić trzeba by wymyślać nowe słowa A teraz naprawdę CIĘŻKI zarzut do systemu: Biorąc pod uwagę powyższe 6 punktów. Jeśli mielibyśmy się sądzić, twierdziłbym, że napisałem pracę zupełnie uczciwie, to czy znalezienie fragmentów mojej pracy w innych pracach jest dowodem winy? Śmiem twierdzić, że nie ponieważ jest to działanie w stylu "dajcie człowieka, a znajdę paragraf". Tzn. _każdą_ część pracy już ktoś napisał. Więc wyszukanie, że coś takiego istnieje NIE może być dowodem na to, że _ja to również znalazłem_ i skopiowałem! To tylko dowód, że w dwóch pracach są takie same fragmenty, ale trzeba dowieść jeszcze, że zapoznałem się z tamtą drugą pracą... B.A

witam, nie wiem czy wątek ten został już poruszony w dyskusji, ale uważam, że znakomita częśc plagiatów jest związana z niewłaściwym korzystaniem z publikacji książkowych oraz artykułów, także tych naukowych. System sprawdza tylko zgodnośc tekstu z zasobami Internetu oraz z bazą prac, do której uczelnie posiadają dostęp. Niezwykle rzadko publikowane są w Internecie fragmenty lub nawet całe prace dyplomowe, można je co najwyżej kupic. Pradziwa walka z plagiatami zacznie się wtedy, gdy promotorzy będą mieli 15-20 uczestników prowadzonego przez siebie seminarium dyplomowego a nie 150 na 4 uczelniach, jak to ma często miejsce. Wtedy promotor będzie w stanie zapoznac się dokładniej z twórczością seminarzysty poprzez skontrolowanie tego w jaki sposob korzysta ze źródeł. W sumie szkoda, że do bazy nie trafiają także teksty publikowanych książek i artykułów. Wtedy dopiero widac by było jak osoby, które często posiadają stopnie i tytuły naukowe cytują prawie dosłownie wcześniejsze publikacje bez podania źrodła :).

Czytając wasze wypowiedzi ciarki chodzą mi po plecach. Właśnie zabieram się do pisania swojej pracy magisterskiej. Piszę o funduszach unijnych i ich wykorzystaniu. Temat ten zmusza mnie do czerpania materiałów z Internetu, ponieważ są to sprawy bardzo dynamicznie zmieniające się, większość książek wydanych np. 2 lata temu jest już nieaktualna. Aż strach pomyśleć jaki ja będę miał wynik.

A ja mam jakieś 75 przypisów w swojej pracy. Część z nich to kilka wyrazów cytowanych z jakiejś książki czy czasopisma, ale zdarzają się też cytaty na pół strony. Nie mam podrozdziału bez cytatu. Cytując kogoś nie mogę zmieniać szyku zdań, czy wstawiać jakichś artefaktów między wyrazy, bo zmieniam myśl, na którą się powołuję. Co więcej takie nieautoryzowane zmienianie jest właśnie 100% plagiatem a cytowanie kogoś dosłownie (o ile wykaże się źródło) plagiatem nie jest. Nie czuję, żebym popełniał plagiat, bo każdy cytat jest na swoim miejscu i jest opatrzony moim komentarzem. Każdy cytat jest wykazany w przypisie. Najlepsze jest to, że żeby było śmieszniej promotor kazał mi wyrzucić cudzysłowia i teraz cytaty wyrózniają się tylko tym, że każdy jest w osobnym akapicie o nieco innym formatowaniu tekstu niż właściwy tekst pracy. Program może ignorować to co jest wzięte w cudzysłow, u mnie dużo się nie narobi:) Jeżeli system wywali mi jakiś brzydki wynik, to porozmawiam z promotorem i zobaczę co on na to powie. Sam pomysł programu może jest i ok, ale wynik z niego nie powinien być bezwzględnym znamionem plagiatu. Dla mnie to jest normalne, że zapala się "czerwona gałeczka" i promotor dostaje sygnał, że trzeba sprawzić co programowi się nie spodobało. Jeżeli natomiast na podstawie "cyferek" odrzuca się komuś pracę, to jest to już pomyłka. To nie pistolet zabija, tylko człowiek posługujący się nim. pozdrowił Кафаров

Fajnie mi się podpis udał:) Dobrze wiedzieć, że ta strona nie obsługuje cyrylicy.

Witam wszystkich. Chcę tylko zwrócic uwagę, że gdzieś od poczatku kwietnia br. będzie juz dostępna wersja testowa systemu antyplagiatowego przygotowanego przez informatyków WSIiZ w Rzeszowie. Warto porównać go z plagiat.pl, aby sprawdzić, czy panom udało się nie powtórzyć jego błędów. pozdrawiam

Witam czytając komentarze od 1 wpisu zauwazylem ze niestety nic w programie przez przeszlo rok czasu nie zostalo poprawione, przynajmniej na to wyglada. Sytem nadal nie wykrywa przypisów zaś podkresla nawet takie sformulowania jak art.10 . Moim zdaniem jest to tylko niepotrzebny wydatek ze strony uczelni poniewaz wskazywanie na slowa ktore mozna odnalezc w internecie ni jak sie maja do PLAGIATU sama nazwa serwisu wskazuje na przypsanie sobie wypowiedzi badz pomyslu ktory do nas nie nalezy, wiec program jak i caly serwis powinien przybrac nazwe "potrafimy znalezc kilka slow w internecie jakie masz w swojej pracy" bo jesli ktos robi przypisy i nie twierdzi ze sa to jego slowa badz jego pomysl to nie robi palgiatu. Sam program moze byc tylko jakas czescia skladowa odnosnie oceny samodzielnosci danej osoby ale dziwie sie wladzom uczelni ze ida na latwizne poslugujac sie tym programem traktujac go jako glowny wskaznik plagiatu, trzeba przyznac ze Pan ktory wymyslil ten program ma "leb na karku" i wie jak zarabiac pieniadze, jestem jednak ciekaw jaki wskaznik podobienstwa wyszedlby Paniom i Panom profesorom, ktorzy decyduja o tym czy w swojej uczeli wprowadzic ten ZACNY ANTYPLAGIAT

Pan "Arek" nie przeczytał nie tylko komentarzy, ale nawet samego artykułu. Gdyby przeczytał, wiedziałby, że uczelnie nie traktują raportu z systemu Plagiat.pl jako "głównego wskaźnika plagiatu" (nb. sformułowanie to wydaje się nie mieć sensu) i że system antyplagiatowy JEST właśnie "częścią składową oceny samodzielności danej osoby". Wiedziałby również, dlaczego system nie rozpoznaje cytatów (zaznacza wszystkie fragmenty odnalezione w innych źródłach). To nieprawda, że system zaznacza ciągi znaków takie jak "art.10" - każdy może to sprawdzić testując program. Z poważaniem, Sebastian Kawczyński

Pan "Sebastian" widac bardzo dobrze wie jak traktowany jest Jego system na uczelaniach bo pewnie w tym momencie wlasnie sie broni. Wiekszosc promotorow nie dopuszcza do oborny swoich seminarzystow do momentu kiedy Ci nie poprawia swoich wskaznikow. Jestem ciekaw czy zna jednak dobrze Pan swoj program mowiac ze system nie zaznacza ciagów typu art.10 wiem ze na pewno zaznacza "art.3 u.g.k Liczba identycznych słów : 5" takie wyrazenie mam podkereslone w swojej pracy jesli Pan nie wierzy moge przeslac Panu skana. Moze sie myle ale wg mnie to chyba jednak serwis jest niedopracowany na tyle zeby wydac 33 zl za zakup 3 tokenow przez sms aby program podkreslal mi takie wyrazenia jak wyzej wymieniony art. 3 u.g.k. Bardzo prosze Pana Sebastiana o skomentowanie tego co napisalem w szczegolnosci o ten art. 3 o ktorym napisal Pan wczesniej ze program takich rzeczy nie podkresla

Jeszcze jedno we wczesniejszej wypowiedzi nie napisalem ze przeczytalem Pana artykul tylko napisalem ze przeczytalem komentarze od 1 wpisu prosze wiec mi udowodnic ze tego nie zrobilem a nie na forum publicznym twierdzic ze sklamalem piszac iz przeczytalem wszytskie komantarze

Mnie też antyplagiat odbił pracę licencjacką - przez co groziło mi wydłużenie studiów o semestr. Dołączam się do rozgoryczonych. Odrzucenie pracy z powodu współczynnika podobieństwa powoduje wstyd, gasi dumę z napisanej pracy. Także wartość pedagogiczna, o której była tu mowa jest słabiutka. Tym bardziej, że wychodzę z założenia, że dobry cwaniak i tak ominie te bariery. (Dodam, że właśnie tak czułem się podczas "przeredagowywania" pracy. Zamiana "że" na "iż", "warto dodać" na "należy nadmienić"... ŻAŁOSNE). Podejrzewam, że zawiodła uczelnia - ciekawe czy osoba sprawdzająca moją pracę była kompetentna. Na szczęście wiem, kto to jest. Zatem pytanie do Pana Sebastiana: gdzie reklamować, do kogo apelować o oczyszczenie z zarzutów? Rektora, dziekana, Pana...? Zastanawiam się swoją drogą, dlaczego nie zastosowano prostego rozwiązania w systemie antyplagiatowym. Fragmenty "w cudzysłowie" po których następuje przypis (indeks górny) są zaznaczane jako "najprawdopodobniej cytat" a nie "być może plagiat". Poza tym zwracam uwagę, że nie wszystkie popularne wyrażenia są pomijane przy sprawdzaniu - a tak powinno przecież być. No i jeszcze jeden wątek - ciekawi mnie czy i na tym rynku będzie najlepiej, gdy pojawi się konkurencja (czyli ci panowie z Rzeszowa)?

Panie Michale, dziękuję za Pana głos i za pytanie. Współpracujemy z Uczelnią nad udoskonaleniem procedur - niestety nie wszystko toczy się tak sprawnie i szybko, jak byśmy chcieli. Jeśli chodzi o "apelowanie", czy też odwoływanie się - należy to robić w trybie administracyjnym, czyli najpierw kierować się do Dziekana, a w kolejnym kroku do JM. Rektora. Ta zasada dotyczy każdej decyji uczelnianej administracji. Jeśli chodzi o procedurę antyplagiatową, mam nadzieję, że już w tym roku ta droga nie będzie konieczna, bo zasady obowiązujące na uczelni ulegną zmianie. Decyzję dot. losów pracy będzie w każdym wypadku podejmował człowiek, nie będzie ona zależała wyłącznie od wartości współczynników. Jeśli chodzi o nas, czy o mnie - takie "odwołanie" może mieć wyłącznie charakter nieformalny, bo nie Plagiat.pl nie ma na uczelniach żadnej mocy decyzyjnej. Zdarzyło się nam jednak pomagać w sytuacjach nietypowych, więc nie jest to droga skazana z góry na niepowodzenie. Interesują nas zwłaszcza wszystkie nieprawidłowości, dlatego w takich przypadkach proszę o kontakt. pozostaję z szacunkiem, Sebastian Kawczyński

Problem z plagiatami można rozwiązać poprzez wprowadzenie egzaminu kończącego studia licencjackie zamiast obrony pracy licencjackiej. Oczywiście, na studiach magisterskich praca mogłaby zostać, ale przynajmiej problem plagiatu byłby ograniczony. Wystarczyłby solidny egzamin ustny czy pisemny z 3 lat studiów. Uważam, że to jest najlepsze rozwiązanie. Politycy mieli wprowadzić zmiany, zliwkidować obronę pracy magisterskiej, wprowadzić egzamin ustny na większości kierunków, co oczywiście byłoby złym rozwiązaniem. Praca magisterska jest potrzebna, ale po co licencjacka. Jeśli już wprowadzono studia dwustopniowe to powinno się to zrobić z głową, a politykom widocznie jej brak. A co się tyczy systemu plagiat, to trzeba go jeszcze udoskonalić.

Nie popełniając plagiatu chciałabym móc pozwolić sobie na luksus nie zawracania sobie głowy takimi rzeczami. To takie moje prywatne marzenie. PS. System mógłby służyć jako ewentualne wsparcie dla promotorów, ale sprawdzanie ich w dziekanacie to już przesada. To promotor prowadzi pracę i widzi jak ona powstaje, powinien potrafić stwierdzić czy wszystko jest OK. Zresztą jak się człowiek naczyta tych wszystkich materiałów o często wąskiej tematyce - automatycznie przyjmuje się pewną nomenklaturę, a stąd już krok od plagiatu wg Plagiat.pl. PS2. Zresztą to odwrócenie domniemania niewinności.

Pozostaje jeszcze zastanowic się nad podstawą prawną dzialania serwisu plagiat.pl. - http://blaszyk-jarosinski.pl/?p=47 - http://prawo.vagla.pl/node/7687 - http://prawo.vagla.pl/node/7849 Według art. 17 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych plagiat.pl i uczelnia łamią prawo, ponieważ: - Uczelnia nie ma prawa bez zgody studenta wydawac jego dzieł podmiotom trzecim - Plagiat.pl nie ma prawa korzystać z utworów studenta i czerpac z nich korzyści majatkowych bez jego zgody. Po analizie przepisów prawa można uznać, że to wlaśnie plagiat.pl jest firma która najbardziej łamie prawo wlasności intelektualnej w Polsce, bo nielegalnie przejeła kilkaset trysięcy prac dyplomowych na których bezprawnie zarabia.

Serwis Plagiat.pl wykorzystuje do porównań teksty prac studentów wyłącznie w sytuacji, w której odbiorcami generowanych przez system raportów podobieństwa są pracownicy uczelni. Osoby, które korzystają z naszych usług indywidualnie, płacąc za sprawdzenie tekstu przelewem internetowym, bądź SMSem, mogą porównywać sprawdzane teksty wyłącznie z zasobami internetu. Nie jest więc tak, jak suponuje p. Waglowski et consortes, że bezprawnie zarabiamy na przetwarzaniu tekstów prac, do których nie mamy praw. Teksty będące pracami pisanymi „na stopień” mają swoją specyfikę, którą powinno się uwzględniać traktując je jako utwory z punktu widzenia prawa autorskiego. Na takim stanowisku, sprzecznym z przedstawionym w „Opinii...”, stoją wybitni znawcy problematyki prawnoautorskiej, prof. prof. Janusz Barta i Ryszard Markiewicz: „(…) nie budzi zastrzeżeń legalność samego obowiązku udostępniania pracy dla celów archiwizacji (łącznie z uprawnieniem do jej digitalizacji). Jako skuteczną należy także uznać klauzulę zezwalającą na korzystanie z pracy w zakresie uzasadnionym potrzebą zbadania, czy nie zawiera ona nieoznaczonych zapożyczeń. Jest to bowiem konieczne dla dokonania oceny, czy spełnia ona wymogi stawiane tego rodzaju pracom.” Autorzy ci uważają również, że stworzenie elektronicznej bazy prac tego typu, służącej dokonywaniu kontroli antyplagiatowej, jest nie tylko – co wynika z kontekstu – zgodne z prawem, lecz także „zrozumiałe i celowe” (http://www.cyf-kr.edu.pl/serwis_akademicki/plagiat.pdf). Uzasadniając swoje poglądy w tej kwestii autorzy ci przywołują odpowiednią uchwałę KRUP, w której czytamy: „Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich zaleca także, aby: prace licencjackie, magisterskie, doktorskie i habilitacyjne były przedstawione również w postaci elektronicznej, pozwalającej na ich automatyczna weryfikację pod kątem możliwych powtórzeń o charakterze plagiatu. Wersje elektroniczne prac w jednolitym standardzie powinny być dostępne dla upoważnionych osób ze wszystkich uczelni” (http://www.forumakad.pl/archiwum/2003/06/artykuly/02-kronika.htm). Jeśli w myśl obowiązującego prawa kiedykolwiek w przyszłości będzie tak, że uczelnie nie będą miały prawa do posługiwania się tekstami obronionych na nich prac do tego, żeby sprawdzać, czy nie są one wykorzystywane w kolejnych latach, z całą pewnością będzie to luka w prawie. Ratio legis ochrony prawnoautorskiej utworu, jakim jest praca studenta, z pewnością nie jest takie, żeby uniemożliwić uczelniom egzekwowanie samodzielności pisania prac i weryfikację spełniania tego wymagania. Kompilowanie magisterek i licencjatów z tekstów prac, które zostały obronione wcześniej, jest dziś bardzo częste. Jedynym potencjalnie skutecznym sposobem na poradzenie z tym problemem jest sprawdzanie, czy oddawane przez studentów prace nie zawierają fragmentów tekstów powstałych wcześniej. Gdyby okazało się to niezgodne z prawem, uczelnie straciłyby szansę na skuteczne egzekwowanie stawianych przez siebie wymagań, a osoby zarabiające na pomaganiu studentom w oszukiwaniu systemu edukacyjnego zacierałyby ręce z radości. Sprawa wymaga więc z całą pewnością wyjaśnienia i jednoznacznego rozstrzygnięcia.

Interpretacja przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie budzi wątpliwości, że SGH udostępniając prace dyplomowe jakiejkolwiek firmie (np. Plagiat.pl) w celach komercyjnych ŁAMIE PRAWO. Prawo własności w Polsce i UE szczególną ochroną otacza autora dzieła - czyli w tym wypadku studenta i wlaściwie wszelkie utwory intelektualne chroni według tych samych podstawowych zasad - niezależnie od tego czy są to np. prace magisterskie, artykuły, projekty, filmy czy utwory muzyczne. Zgodnie z art. 17 polskiej ustawy o prawie autorskim student jako twórca pracy magisterskiej ma bardzo szerokie uprawnienia wobec swojego utworu - których na podstawie art. 41 ust. 3 ustawy nie może się nawet zrzec przed ukończenie samej pracy. Przede wszystkim: - Tylko student moze rozporzadzać swoja pracą na "wszystkich polach eksploatacji" - SGH nie może więc przekazać tej pracy zadnej firmie bez wyraźnej zgody studenta na piśmie - Tylko student ma "wyłączne prawo do korzystania z utworu" - Plagiat.pl po otrzymaniu pracy powinna więc uzyskac zgodę studenta, jeżeli chce z niej korzystać - Tylko student ma prawo do WYNAGRODZENIA za korzystanie z utworu - jeżeli więc plagiat.pl w wyniku korzystania z pracy magisterskiej osiagnie jakikolwiek zysk - powinna go przekazać studentowi. Mam nadzieję, że wyjaśnilem swoim postem pewne wątpliwości dotyczące statusu prawnego utworów studenta i jego praw jako autora dzieł. jeżeli kogoś bliżej zainteresuje ten problem to pelecam artykuł: http://blaszyk-jarosinski.pl/?p=47. POWODZENIA studenci - pamiętajcie, że wam jako autorom prac przysługują pewne prawa i uczelnia nie może robić co jej sie podoba z waszą własnością intelektualną.

Sebastian Kawczyński 22 marca 2009 skawczynski@antyplagiat.pl Jeśli rzeczywiście tak jest, co moim zdaniem nie jest wcale takie oczywiste (vide: mój poprzedni post), jest to ewidentna luka w prawie, którą należy jak najszybciej załatać. Gdyby tak było, rozwiązanie takie chroniłoby wyłącznie interesy ludzi zarabiających na pisaniu prac na zamówienie. BTW. To, co dzieje się na blogach stróży prawa autorskiego, może świadczyć o tym, że to środowisko (CZYLI OSOBY ZARABIAJĄCE NA PISANIU PRAC NA ZAMÓWIENIE) broni ich bardzo aktywnie. Wielu anonimowych "specjalistów od spraw prawa autorskiego" przekonuje tam na wiele sposobów, także podając w oczywisty sposób nieprawdziwe informacje, że kontrola antyplagiatowa jest nie tylko bezprawna, ale i bezsensowna ("po co to robić dla tych KILKU studentów?"). Duża liczba takich wpisów potwierdza, że problem jest poważny, także jeśli chodzi o skalę zjawiska. Polecam wyszukanie w internecie ofert pisania prac na zamówienie. Ich liczba poraża, zwłaszcza w okresie sesji letniej (proszę to sprawdzić). Nie możliwe, że dziesiątki (a w czasie, w którym większość studentów przygotowuje prace - wręcz setki) tysięcy stron z ofertami tego typu powstaje, by zaspokoić potrzeby "kilku" studentów. Warto zwrócić uwagę, że "specjaliści od spraw prawa autorskiego" uaktywniają się właśnie w tym okresie - ciekawe, prawda? Zastanawiające, że "specjaliści od spraw prawa autorskiego" nie dostrzegają tego problemu, którego szkodliwość jest oczywista, a upominają się o prawa studentów, którymi sami studenci nie są jak widać zainteresowani. Nic dziwnego - nie chcą walczyć w sądach o interesy grup wykorzystujących niedoskonałości systemu edukacyjnego i luki w prawie. Dziwi natomiast, że chcą o nie walczyć "specjaliści od praw autorskich". Pojawia się pytanie - dlaczego to robią? Czy tylko z poczucia praworządności i wynikającej z niego troski o przestrzeganie prawa? Qui bono?

Student - autor pracy magisterskiej - ma takie same prawa do swojego utworu - jak np. - muzyk, - producent filmowy, - autor książki lub artykułu albo - twórca programu komputerowego. Rożnica jest taka, że student jest jeszcze młody, naiwny i boi się głośno protestować lub wystąpić na drogę sądową w obronie swoich praw. Na przyklad w USA, gdzie kultura prawna jest duzo wyzsza - sytuacja, gdzie szkola wyzsza wydaje prace naukowe własnych studentów obcej firmie, żeby ta na nich zarabiała - spotkalaby się zaraz z pozwem do sądu i gigantycznymi odszkodowaniami. Czy ktoś wyobraża sobie sytuację, że np. muzyk albo nauczyciel akademickie odda dobrowolnie i za darmo wlasne dzielo - jakiejkolwiek firmie, żeby ta wykorzystywał je w celach komercyjnych i pozbawiala go w ten sposób należnego mu dochodu. Na pewno nie. Student tez na pewno by tego nie zrobil - ale jest do tego BEZPRAWNIE ZMUSZANY przez wladze SGH. Uczelnia ma obowiazek promować uczciwość i chronić wlasność swoich podopiecznych - a nie wydawać je innym podmiotom. Ponieważ dochodzi wówczas do sytuacji patologicznej, że wlaściwie autor dziela traci pełną kontrolę nad swoim utworem. W pracach magisterskich często bowiem znajdują się cenne treści, dane osobowe i naukowe - ktore nie moga byc udostępniane osobom do tego niepowołanym. Zgodnie z prawem jedynie uczelnia ma prawo archiwizowac i kontrolować obronione na niej prace i nie może tego prawa, jak i praw swoich studentow przelac na inne osoby. W przypadku oddawania tych prac firmie prywatnej - nastawionej na zysk - SGH postępuje według bezsensownej zasady: WOLNO NAM DOKONAĆ PRZESTĘPSTWA DLATEGO, ŻE W TEN SPOSÓB JEST MAŁA SZANSA, ŻE W TEN SPOSÓB ODKRYJEMY RZEKOME PRZESTĘPSTWA INNYCH. Czyli SGH i Plagiat.pl KRADNĄ PRACE TYSIĘCY STUDENTÓW - UZASADNIAJĄC TO TYM, ŻE W TEN SPOSÓB JEST MOŻLIWE, ŻE ODKRYJĄ, ŻE JAKIŚ STUDENT COŚ UKRADŁ - CO WCALE NIE JEST PEWNE. Równie dobrze można powiedzieć: Wolno nam kogoś zabić, bo jest jakaś możliwość, że osoba zamordowana mogla wcześniej zabić kogoś innego. Bezsensu. Swoją wypowiedzią chciałem zwrocić tylko uwagę, że: - Studenci też mają swoje prawa i nie muszą zgadzać się na to, że ich wlasność jest oddawana firmie Plagiat.pl oraz mają prawo sprzeciwic się temu, że ta firma na ich pracach zarabia - Władze uczelni tez moga łamac prawo i mylic sie w swoim postępowaniu - Władze SGH muszą sobie zadać 1 pytanie - na jakiej podstwie prawnej wydaja prace magisterskie obcej firmie? Ja tylko sugeruję, że moim zdaniem jest to przestępstwo, za ktore osoby odpowiedzialne moga kiedyś stanąć przed sądem. Pozdrawiam

Anonimowy "Specjalista z zakresu prawa autorskiego" zdaje się nie zauważać przedstawionych przeze mnie argumentów i nie odnosi się do nich. Problem w tym, że w przypadku prac studenckich sytuacja jest jednak inna, niż w przypadku utworów muzycznych i innych, zwłaszcza tych, na których się zarabia. Intencją ustawodawcy było chronienie praw majątkowych twórców. Na tej zasadzie opiera się prawo autorskie. Dokonując kontroli antyplagiatowej ani uczelnie, ani inne podmioty, w żaden sposób nie uszczuplają możliwości studentów czerpania legalnych korzyści majątkowych z ich utworów. Interpretacja, jaką przedstawił anonimowy "Specjalista z zakresu prawa autorskiego", jest absurdalna, bo uniemożliwia uczelniom skuteczne ocenianie studentów. Pisanie prac na zamówienie to wielki, konkurencyjny rynek, na którym działa kilkaset podmiotów, korzystających z płatnej reklamy w internecie i ofensywnie walczących o klienta. O ich interesy upominają się blogerzy i zaskakująco wielu piszących na forach internautów. To wszystko dowodzi, jak poważny jest ten problem. Skala "pisania" prac metodą "kopiuj-wklej" też jest ogromna. Bez narzędzi takich jak Plagiat.pl zadawanie studentom prac i przyznawanie na ich podstawie dyplomów, to działania sztuczne. Studenci udają, że się uczą, a uczelnia udaje, że ocenia. Obowiązkiem uczelni jest dbać o jakość kształcenia i zapewnić studentom sprawiedliwe zasady oceniania. Bez stosowania systemu antyplagiatowego jest to bardzo często niemożliwe (trudno odróżnić pracę napisaną samodzielnie od sklejonej z tekstów znalezionych w internecie lub zamówionej). Z tego punktu widzenia SGH (i inne uczelnie stosujące system) mogą być wzorem dla innych. Powstające na nich procedury staną się niebawem ogólnopolskim standardem. Studenci w żaden sposób nie tracą na tym, że ich prace są chronione przez system antyplagiatowy. Wszyscy, którzy piszą prace samodzielnie cierpią natomiast w sytuacji, w której są traktowani tak samo, jak ci, którzy kupili albo skompilowali swoje prace. Przymykanie oczu na taką sytuację jest demoralizujące, a głosy takie, jak przedstawiony przez anonimowego "Specjalistę w zakresie prawa autorskiego", tak naprawdę deprawują. Warto powtórzyć pytanie - czyim interesom służy interpretacja przedstawiona przez anonimowego "Specjalistę w zakresie prawa autorskiego"? Komu, poza osobom zarabiającym na pisaniu prac na zamówienie, zależy na takiej interpretacji?

Zgodnie z art. 17 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych studentowi jako twórcy przysługuje wyłączne prawo do: - korzystania z utworu i - rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do - wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Moim zdaniem SGH łamie te przepisy, ponieważ wydaje (rozporzadza) pracę magisterskie firmie Plagiat.pl, która bezprawnie z nich korzysta i czerpie z nich korzyści majątkowe. Złamanie art. 17 jest zaś przestępstwem z art. 115. ust. 3 ustawy który stanowi, że: "Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (..) narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne określone w (...) art. 17 (..) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Poza tym wyjaśniam, że - te przepisy nie są zadną "ewidentna luką w prawie" - podobne rozwiazania obowiazuja we wszystkich krajach UE - praca magisterska to według prawa taki sam utwor wlasności intelektualnej, jak np. muzyka, film, projekt techniczny - absolutnie żaden przepis nie traktuje prac studentów inaczej niż inne dzieła - problem plagiatu występuje we wszystkich typach wlasności intelektualnej. Tak samo łatwo splagiatowac utwor muzyczny jak pracę doktorską. Nie ma więc żadnego uzasadnienia tego dlaczego niby dziela studentów miałyby podlegać jakiejś szczególnej kontroli - w porównaniu z innymi utworami - Kontrola musi odbywać się zgodnie z prawem i określoną w prawie jasną procedurą i kompetencjami kontrolującego - to, ze np. jakas firma jest podejrzana o nieplacenie podatkow absolutnie nie uzasadnia tego, że inny podmiot (pierwsza lepsza firma z ulicy) niż urząd skarbowy ma prawo skontrolować zasadność tych zarzutów. W ustawie jest wyraźnie napisane, że uprawnienia autora z art. 17 mogą być zmniejszone tylko w drodze wyjątku przewidzianego w ustawie, a żadna ustawa nie daje prawa firmie plagiat.pl na sprawdzanie cudzych prac. - nie mam nic wspolnego z ludżmi ktorzy piszą prace na zlecenie - to wymysł Pana Kawczyńskiego, ktory w inny sposob nie jest w stanie mi odpowiedzieć i merytorycznie obalić moja interpretację. Od początku podkreślam, że napisałem swoje posty w celu ochrony własności intelektualnej studentów i zależy mi na dobrym imieniu SGH, która przez swoja współpracę z plagiat.pl łatwo może byc oskarżona o nieetyczne zachowanie i jawne łamanie przepisów prawa autorskiego. Przestrzegam tylko, że w USA taka sprawa wywołałaby wielki skandal i serię procesów sądowych o odszkodowania.

Sebastian Kawczyński 23 marca 2009 skawczynski@antyplagiat.pl Anonimowy "Specjalista z zakresu prawa autorskiego" po raz kolejny powtarza te same argumenty, ignorując moje wypowiedzi. Przykro mi, że nie udało mi się go przekonać, nie będę jednak z nim dłużej polemizował - nie widzę sensu kontynuowania jednostronnej wymiany zdań. Różnica pomiędzy plagiatami utworów muzycznych i pracami studentów, wykorzystywanymi jako baza porównawcza w systemie antyplagiatowym jest taka, że jeśli ktoś kopiuje czyjś utwór (niekoniecznie muzyczny) i go rozpowszechnia, pozbawia twórcę możliwości zarabiania na nim. Odbiera mu to, co prawo autorskie ma chronić - korzyści, jakie mu się słusznie należą. Prace studenckie oczywiście też powinny podlegać takiej ochronie. Jeśli ktoś je wykorzystuje we własnych publikacjach, odbierając w ten sposób studentom-autorom ich dorobek i zarabiając na ich pracy, odwoływanie się do przepisów prawa autorskiego jest jak najbardziej zasadne. NB. w takich sytuacjach system antyplagiatowy okazuje się pomocny - zdarzało się nam już generować raporty informujące o skali zapożyczeń, jakich z prac studentów dokonywali ich opiekunowie naukowi. W tej sytuacji staraliśmy się wspierać studentów w obronie ich praw, właśnie dlatego, że, jak pisze anonimowy "Specjalista w zakresie prawa autorskiego", "student jest jeszcze młody, naiwny i boi się głośno protestować". Wypowiedzi anonimowego "Specjalisty w zakresie prawa autorskiego" świadczą o tym, że nie odróżnia on takiej sytuacji, od wprowadzania prac dyplomowych do bazy porównawczej systemu antyplagiatowego. Wydaje się jednak oczywiste, że różnica jest i to bardzo istotna: WYKORZYSTYWANIE PRAC STUDENTÓW PRZEZ SYSTEM ANTYPLAGIATOWY NIE POZBAWIA ICH ŻADNYCH DOCHODÓW ANI KORZYŚCI (np. prestiżu) - ich prace nie są przecież w żaden sposób rozpowszechniane. Wbrew temu, co pisze anonimowy "Specjalista w zakresie prawa autorskiego", w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych stosowanie systemów antyplagiatwych działających na identycznej zasadzie, jak Plagiat, szybko staje się (w przypadku Europy) lub jest już (w przypadku Stanów Zjednoczonych) edukacyjnym standardem. Z nielicznymi i nieznaczącymi wyjątkami, jeśli wziąć pod uwagę powodzenie tego typu przedsięwzięć, podmiotami tworzącymi i udostępniającymi uczelniom systemy antyplagiatowe są prywatne firmy. Prywatnych właścicieli mają m. in.: amerykański Turnitin, szwedzki Urkund i holenderski Ephorus. Mimo, że nie jestem specjalistą w zakresie prawa autorskiego, wiem, że w Stanach Zjednoczonych dochodziło do procesów wytaczanych przez amerykańskich studentów właścicielom systemu antyplagiatowego Turnitin (z tekst anonimowego "Specjalisty w zakresie prawa autorskiego" wynika, że on, mimo, że jest "specjalstą" i pierwszy przywołał w swojej wypowiedzi Stany Zjednoczone, nie ma tych informacji). Z tego, co mi wiadomo, właściciele Turnitin wychodzili z nich obronną ręką. Jeśli chodzi o dobre imię SGH wszystko wskazuje na to, że Władze Uczelni uważają, że zależy ono raczej od dbałości o jakość kształcenia i związaną z nią egzekwowalność stawianych studentom wymagań (w przypaku prac dyplomowych możliwą dzięki stosowaniu systemu antyplagiatowego), niż o stosowanie się do interpretacji prawa autorskiego, które jakkolwiek nie są same w sobie nielogiczne, prowadzą jednak do absurdu. Moim zdaniem troska anonimowego "Specjalisty w zakresie prawa autorskiego" jest tutaj zbyteczna. Nie oskarżam personalnie anonimowego "Specjalisty w zakresie prawa autorskiego" o konszachty z osobami piszącymi prace na zamówienie. Nie ujawnia on zresztą swojego nazwiska - polemizując z anonimową postacią ocenia się poglądy, a nie osobę. Twierdzę natomiast, że głoszone przez niego poglądy wcale nie służą obronie studentów (wyjaśnieniu tego poświęciłem większą część mojej polemiki, zarówno tej, jak i poprzednich). Tak naprawdę służą wyłącznie interesom grupy osób zarabiających na pisaniu prac na zamówienie, żerującej na niedoskonałościach systemu edukacyjnego i korzystającej na wspieraniu zachowań szkodliwych społecznie - nieuczciwości, kombinatorstwa i niesprawiedliwości. Nie znam wartości rynku prac na zamówienie w Polsce, ale z całą pewnością jest ona wielokrotonie wyższa, niż wartość rynku systemów antyplagiatowych. Co jest groźniejsze dla życia społecznego - stosowanie systemu antyplagiatowego, przed którym przestrzega nas anonimowy "Specjalista w zakresie prawa autorskiego", czy patologie związane z kopiowaniem prac i handlem tekstami - odpowiedź na to pytanie pozostawiam Czytelnikom tych słów.

http://www.e-mentor.edu.pl/artykul_v2.php?numer=8&id=125 Ciekawy artykuł. Sami naukowcy z SGH wymieniają główne wady programu i przyznają, że plagiat.pl jest systemem bardzo niedoskonałym i łatwym do obejścia. Dziwne jest w tym to, że władze uczelni nadal "grzęzną" w ten system mimo tego, że jest bardzo kosztowny, mało skuteczny, wątpliwa jest jest jego legalność i przysparza dużo niepotrzebnej pracy promotorom oraz stresów studentom? Wystarczy tylko przeczytać posty na tym forum. Każdy wpisujący krytykuje sposob działania tego systemu. Kiedy wladze SGH wreszcie przyjmą do wiadomości argumenty studentów i specjalistów - a nie speców od marketingu?

JA mam kilka pytan do Pana Sebastiana Kawczynskiego 1 Gdy sprawdzam swoja prace(pod swoim nazwiskiem) lub rodzial, a pozniej modyfikuje, dodaje , poprawiam ten rozdzial i znowu sprawdzam, czy w tedy nie bedzia ta druga praca plagiatem. 2 gdy nie zapisze swojej pracy w systemie plagiat.pl przy sprawdzaniu, to wtedy ona nie bedzie nigdzie zanotowana i wykorzystywana przez wasz system? czy jednak jest jakies automatyczne zapisywanie?

1 Sprawdź sam. Można za darmo sprawdzić do 500 znaków. Sprawdź 2 razy ten sam fragment. Ja tak robiłem i przy 2 sprawdzeniu wynik był taki sam. 2 Ale pamiętaj, że system dla studentow sprawdza tylko zasoby internetu. Nie wiadomo czy twoja praca zostala zapisana w systemie i zostanie użyta przy sprawdzaniu dla uczelnii. Plagiat.pl to system zamknięty i wiadomo nikt nie wie na jakiej zasadzie działa i co się dzieje z dzielami, które tam trafiły. Zastanów się wieć 10 razy zanim wprowadzisz swoją pracę - bo tracisz wtedy nad nią kontrolę i z poprzednich postów wynika, że ta firma bedzie na niej póżniej nielegalnie zarabiać.

Dziękuję za pytania - oto odpowiedź: ad. 1. Nie. Prace sprawdzane przez Użytkowników indywidualnych porównywane są wyłącznie z internetem ad. 2. Prace sprawdzane przez Użytkowników indywidualnych są wykorzystywane wyłącznie do wygenerowania raportu podobieństwa przeznaczonego dla Użytkownika dokonującego sprawdzenia. Nie są dodawane do bazy porównawczej, ani wykorzystywane przez Plagiat.pl w żaden inny sposób. Dodam jeszcze, że z poprzednich postów nie wynika nic innego. Ktoś, kto wypowiedział się przede mną, liczy na to, że czytelnikom nie będzie się chciało przekopywać przez tą dyskusję i dezinformuje - pytanie, w jakim celu?

To co napisałem jest prawdą: ad. 1 Plagiat.pl jest poza wszelką kontrolą uczelni, urzedów i autorów prac które się w nim znajdują. Nie wiadomo, w jaki sposób teksty skopiowane do systemu są wykorzystywane przez firmę i jej pracowników. ad. 2 Coraz częściej na forach i w artykułach w internecie jest napisane, że wydawanie przez uczelnie prac studentów bez ich zgody jest nielegalne: - http://blaszyk-jarosinski.pl/?p=47 - http://prawo.vagla.pl/node/7687 - http://prawo.vagla.pl/node/7849 - http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6408612,Zacy_musza_podpisac_kwit__ze_nie_plagiatuja.html Mam prawo wyrazić swoją opinię.

Oczywiście - każdy ma prawo wyrazić swoją opinię. Równie oczywiste jest to, że nie wszystkie opinie zawierają tezy zgodne z prawdą. W poście, który skomentowałem poprzednio, chodziło o "nielegalne zarabianie" na tekstach sprawdzanych w Plagiacie przez internautów. Nic takiego nie ma miejsca - zarówno ten post, jak i strony przytoczone w poście powyżej zawierają nieprawdziwe informacje na ten temat. Polemizowanie z nimi nie ma sensu, bo nie przyjmują do wiadomości argumentów i nie liczą się z rzeczywistym stanem rzeczy. Jeśli chodzi o sposób, w jaki wykorzystywane są teksty prac sprawdzanych w Plagiacie, jest on opisany w sekcji pomoc na naszej stronie: www.plagiat.pl. Zapraszam do lektury. Jeśli chodzi o "wydawanie" prac studentów przez uczelnie (chociaż jest to dość nieszczęśliwe sformułowanie - chodzi chyba o umieszczanie ich w bazie porównawczej systemu antyplagiatowego) - pisałem o tym wyżej. Kwestia rzeczywiście wymaga doprecyzowania.

Przedstawiłem tylko tezy innych ludzi, którzy piszą swoje artykuły w internecie. W moim poście przecież wyraźnie jest napisane z argumentacji tych postów "wynika" owa nielegalność. "Zarabianie" zaś związane jest z tym, że w art. 115 jest wyraźnie określone, że nielegalne jest otrzymywanie "korzyści majątkowych". O tym czy te twierdzenia są prawdziwe może ostateczne zdecydować tylko sąd lub jakiś urząd. Są natomiast moim zdaniem sensowne , jasne, zgodne ratio legis prawa autorskiego w Polsce i UE. Nawet Pan Kawczyński przyznaje przecież, że są logicznie i rzetelnie sformulowane. Natomiast Pan Kawczyński (moim zdaniem) nie może tym interpretacjom przeciwstawić żadnych merytorycznych i prawnych argumentow. Cała jego "obrona" skupia się na tym, że taka interpretacja przepisów pomaga tylko osobom piszacym na zamówienie prace...ale nie wyjaśnia w jaki sposob im to przeszkadza - skoro na forach piszą, że ten system jest dziecinnie łatwo obejść - wystarczy pozmieniać kilka słów lub literek w tekście. Niepokoi mnie to, że ja i moi koledzy piszemy prace, rozwiazujemy różne problemy i tworzymy projekty - a potem uczelnia może wydać nasze utwory komukolwiek - bez pytania nas o zgodę, bez słowa wyjaśnień, bez szacunku dla tworcy i jego praw autorskich. Zwykle bowiem jest tak, że jeżeli firma chce otrzymać od studenta licencje na komercyjne korzystanie z jego projektu to musi mu za to zaplacić. A firma otrzymuje te dziela od uczelnii calkowicie za darmo - a póżniej na nich bezpośrednio zarabia - bo bez nich system plagiat.pl byłby tylko mało wartą wyszukiwarką.

Nie ma co zajmować dłużej się tą sprawą. I tak nikt tu nikogo nie przekona. Jestem pewien, że za kilka miesięcy lub lat sprawa przekazywania przez uczelnie firmie plagiat.pl prac swoich studentów i legalności funkcjonowania takiego serwisu znajdzie się w sądzie. I on wtedy zdecyduje czy Plagiat.pl łamie prawo.

To prawda, że nikt tu nikogo nie przekona i że dalsza polemika nie ma sensu. Tym bardziej, że nie wiem, czy polemizuję wciąż z tą samą osobą ("specjalistą od spraw prawa autorskiego"), czy też z kimś innym. Nie podpisując się pod postami można np. wciąż przytaczać te same argumenty i twierdzić, że nie zostały odparte (pytanie - czy dlatego, że niedokładnie przeczytało się to, co wyżej, czy dlatego, że udaje się, że się tego nie zrobiło). Jeśli chodzi o argumenty "specjalisty od spraw prawa autorskiego" nie uważam, że są logiczne i rzetelnie sformułowane, wręcz przeciwnie, sądzę, że posługuje się dezinformacją, jest nierzetelny i ma braki w wykształceniu. Pytanie, czemu jest tak zaciekłym polemistą? Przyznaję, że nie podejrzewam, żeby robił to z troski o prawa studentów. Jeśli natomiast chodzi o przywoływane przez niego blogi - podane tam argumenty są częściowo chybione, bo dotyczą sytuacji, która nie ma miejsca, a którą opisano w jednym z poprzednich postów, czyli o wykorzystywanie tekstów sprawdzonych w Plagiacie przez osoby indywidualne w bazie porównawczej. Jeszcze raz powtarzam - nic takiego nie ma miejsca. Teksty sprawdzane przez osoby indywidualne NIE SĄ WYKORZYSTYWANE W ŻADEN SPOSÓB, poza generowaniem raportów dotyczących tych tekstów. Jeśli natomiast chodzi o prawo uczelni do sprawdzania oryginalności tekstów prac studentów, sprawa rzeczywiście wymaga doprecyzowania. Właśnie dlatego, że takie właśnie, kuriozalne z punktu widzenia ratio legis, interpretacje ustawy o paipp, wydają się logiczne.

Mam zapytanie Piszę prace o firmie w której pracuję - nie używam żadnych informacji ponad te które znajdują się na stronie internetowej- czy powinnam mieć zgodę dyrektora firmy jeśli promotor jej nie wymaga ??

1. Jeżeli informacje są jawne to zgoda dyrektora nie jest wymagana. 2. Inna sprawa jeżeli chce Pani umieścić w pracy w pracy tzw. tajemnice przedsiębiorcy, czyli zgodnie z art. 11 ust. 4 Ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. (Dz. U. z 2003 r. Nr 153, poz. 1503, nieujawnione do wiadomości publicznej informacje o charakterze technicznym, technologicznym, organizacyjne lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą. co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności. Tajemnica przedsiębiorcy jest wymieniana w kodeksie cywilnym w art. 55 ¹ jako jeden ze składników majątkowych przedsiębiorstwa, obok innych licznych praw m.in. prawa własności nieruchomości lub ruchomości, prawa wynikającego z umowy najmu, wierzytelności, koncesji itp. Właściciel firmy może zgodzić się na umieszczenie tych informacji w pracy magisterskiej - ale na ich przekazanie przez uczelnię firmie plagiat.pl również musi być jego wyraźna zgoda na piśmie. Jeżeli uczelnia wyda pracę bez tej zgody - dochodzi do przestępstwa, ponieważ jeden przedsiębiorstwa (plagiat.pl) uzyskuje tajne informacje o drugim przedsiębiorstwie - co zabrania prawo. W takim wypadku proponuję złożyć pozew do sądu po obronie - sprawa jest jak najbardziej do wygrania, ponieważ ujawnienie informacji przedsiębiorcy jest możliwe tylko w ściśle określonych przypadkach.

Pani Ewelino, przepraszam, że odpowiadam z opóźnieniem. Z punktu widzenia prawa umieszczenie w pracy informacji ze strony internetowej Firmy jest legalne i nie wymaga niczyjej zgody. Z punktu widzenia warsztatu naukowego, powinna Pani oczywiście każdorazowo powoływać się na źródło informacji, a w przypadku wykorzystywania tekstów, oznaczać je cudzysłowami i robić przypisy. z poważaniem, Sebastian Kawczyński

Mówię stanowcze NIE wyrażaniu zgody na umieszczanie prac studentów w programie plagiat.pl. Dlaczego aktor, pisarz, muzyk otrzymuje tantiemy za to, że np 30 kilka lat temu nagrał jakąś piosenkę, napisał książkę, zagrał rolę w jakimś filmie, który obecnie jest np. emitowany w telewizji? Dlaczego w związku z tym my, jako studenci udostępniający firmie plagiat.pl kawałek swojej własnej twórczości mamy być poszkodowani? Traktujmy wszystkich tak samo. Jeżeli firmie plagiat.pl wolno zarabiać na pracach studentów, które otrzymuje za darmo od uczelni bez zgody studentów - to dlaczego mi nie byłoby wolno sprzedawać na ulicy płyt z filmami, które za darmo ściągnąłem z internetu?

Na UMCS - pierwszym uniwersytecie króry zaczął plagiat.pl stosować, zrezygnowano na koniec z powszechnego sprawdzania prac do 5%, bo władze uczelni, promotorzy i studenci dość mieli: - ciągłych kłopotów technicznych - klasyfikowania jako plagiat fragmentow tekstu prac, które znajdowały się w nich najzupełniej legalnie - olbrzymich kosztów tego systemu (30 - 40 tys zl rocznie !!!) http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,85592,5423700,Nowe_zasady_stosowania_programu_plagiat_pl.html http://www.miastostudentow.pl/content/view/3806/94/

Zmiana zasad funkcjonowania systemu Plagiat.pl miała inne przyczyny. Nie wiem, jakie były jej właściwe przyczyny, bo nie konsultowano się z nami w tej sprawie. Nie były nimi kłopoty techniczne, bo zostały one rozwiązane w sesji, która poprzedzał wprowadzenie (chodziło o dłuższy niż zwykle czas oczekiwania na otrzymanie raportu w czasie sesji). System Plagiat.pl nie "klasyfikuje" żadnych fragmentów, "jako plagiat". Robi to promotor, który ocenia raport. Wymaganie, żeby system zastępował promotora, jest nieporozumieniem i odróżniał "plagiat" od "nie-plagiatu", jest nieporozumieniem. Każdy, kto korzystał z systemu wie, na czym to polega, wielokrotnie tłumaczyliśmy w różnych miejscach i na różnych forach, dlaczego nie można inaczej. Oskarżanie systemu o tego rodzaju wadę to fałszywy argument, przypominający zarzut czyniony uniwersytetowi z tego powodu, że poza dostawaniem dyplomu trzeba się tam jeszcze uczyć (czyli czytać, zdawać egzaminy etc.). Rzekomo "olbrzymie koszty" stanowią promil rocznego budżetu uczelni. 30 tys. uczelnia wydaje rocznie na pensję jednego pracownika - i to nie najwyżej wynagradzanego. Nie jest to duży wydatek w skali uczelni, jeśli weźmiemy pod uwagę, że pracuje tam kilka tysięcy osób. Poza tym, po zmianie zakresu wykonywania usługi są niewiele niższe (sprawdzanie wszystkich prac jest w przeliczeniu "na sztukę" wielokrotnie tańsze, niż niewielkiej ich części). Wkrótce mamy nadzieję wrócić do rozmów z UMCS i przekonać uczelnię do powrotu do starej procedury.

Jakie inne powody? Co Pan Kawczyński stara się nam znowu wmówić? Dlaczego próbuje nami tak nieudolnie manipulować? W tekście artykułów jest przecież wyraźnie napisane, że: - rektor cieszy się, bo uczelnia zaoszczędziła pieniądze na rezygnacji z plagiat.pl - dziekan Gmiterek narzeka, że właściwie napisane prace miały według systemu po 60% zapożyczeń, mimo, że nie były to plagiaty - prorektor ds. kształcenia wyjaśnia, że dziekani skarżyli się, że na wyniki sprawdzenia trzeba było tak długo czekać, że były dostępne dopiero po obronie Kawczyński twierdzi natomiast, że "Zmiana zasad funkcjonowania systemu Plagiat.pl miała inne przyczyny." Ale potem stwierdza, że nawet nie wie jakie to były te przyczyny. Ale musimy mu oczywiście wierzyć "na słowo", że rektor, prorektor i dziekani UMCS KŁAMIĄ - wymieniając oczywiste wady i powody rezygnacji z plagiat.pl? Zaprzecza oczywistym faktom? W jakim celu?

Jak to "znowu"? Czy Mój Anonimowy Polemista jest "Specjalistą w zakresie prawa autorskiego", który nie słyszał o procesach przeciw turnitin i nieudolnie promuje tutaj swoje usługi, którymi nikt nie jest zainteresowany? Szkoda, że przestał się podpisywać, bo łatwiej byłoby mu odpisywać. Albo rezygnować z bezsensownych polemik. UMCS nie zrezygnował z Plagiat.pl. Słowa JM. Rektora zostały wyrwane z kontekstu. To, co napisałem o sprawach finansowych jest napisane równie wyraźnie, jak to, do czego odnosi się Anonim. W tym wypadku, w przeciwieństwie do przywoływanego przez niego tekstu, jestem źródłem pierwotnym, bo osobiście podpisałem umowę z UMCSem. Można sobie wyobrazić pracę, w przypadku której współczynnik podobieństwa wynosi 60% i która nie jest plagiatem. Np. analiza porównawcza dwu wersji jakiejś ustawy, zawierająca obszerne cytaty, może być taką pracą. Nie jest to w żaden sposób sprzeczne z tym, co napisałem w poprzednim poście. Nie śmiałbym zarzucać kłamstwa ani p. Dziekanowi, ani żadnemu z Rektorów - pisząc o tym Anonim popełnia grubą insynuację. Podtrzymuję natomiast swoje wcześniejsze twierdzenie, że oczekiwanie, że system antyplagiatowy będzie zastępował promotora i samodzielnie wykrywał plagiaty, jest nieracjonalne. Zaprzeczam fałszywym twierdzeniom Anonima, bo jestem przekonany, że system Plagiat.pl dobrze służy poprawie jakości kształcenia oferowanego przez polskie uczelnie i zamierzam w dalszym ciągu zajmować się rozwijaniem tego przedsięwzięcia. Moje motywacje są więc zupełnie jasne, nie ukrywam ich. Pytanie, jakie są motywacje Anonima. Przyłapano go kiedyś na plagiacie? Pisze prace na zamówienie i obawia się, że Plagiat.pl zepsuje mu biznes? Moim zdaniem ostatnia hipoteza jest najbardziej prawdopodobna.

Panie Kawczyński. Odpowiadając na mój post pisze Pan: "Przyłapano go kiedyś na plagiacie? Pisze prace na zamówienie i obawia się, że Plagiat.pl zepsuje mu biznes? Moim zdaniem ostatnia hipoteza jest najbardziej prawdopodobna." Przypominam, że sugerowanie, że ktokolwiek był kiedyś przestępcą lub w tej chwili popełniam przestępstwo samo jest przestępstwem znieważenia z art. 216 KK. Poza tym twierdzi Pan też, że "Zmiana zasad funkcjonowania systemu Plagiat.pl miała inne przyczyny..." niż te wymienione przez JM. Rektora, JM. Prorektora i Dziekanów UMCS - sugeruje Pan w ten sposób, że te osoby wypowiadające się w artykule kłamią. Inaczej tego nie można zinterpretować Bardzo proszę mieć wzgląd na pewne standardy przyzwoitości. Nie chcę już więcej wypowiadać się na tym forum, bo dyskusja z Panem prowadzi tylko do bezzasadnych oskarżeń z Pana strony Ale nie da się podważyć faktów, że system plagiat.pl: - jest krytykowany przez studentów - http://miasta.gazeta.pl/olszty....atuja.html http://www.e-mentor.edu.pl/komentarze.php?numer=19&id=412 - jest krytykowany przez samych wykladowców http://www.e-mentor.edu.pl/art....amp;id=125 http://www.miastostudentow.pl/....w/3806/94/ - jest uznawany za nielegalny - http://prawo.vagla.pl/node/7849 - http://blaszyk-jarosinski.pl/?p=47 - jest udowodnione, ze łatwo go oszukać - http://prawo.vagla.pl/node/7687 Studenci maja prawo znać te "niewygodne fakty" Ale nikt nie ma prawa wyzywać od najgorszych i uznawać za przestępców ludzi, ktorzy tylko je ujawniają. Nie ma tu bowiem , zadnych fałszywych oskarżeń - a jedynie temat do dyskusji. Mamy wolność gosp. i kazdy ma prawo prowadzić swój biznes - ale musi to robic zgodnie z prawem. Ja uważam, że student ma prawo nie zgodzić się na to , że uczelnia oddaje jego wlasność komercyjnym firmom. I ochrona majatkowych i osobistych praw studenta do jego własności intelektualnej jest jedynym celem powyższej wypowiedzi. Ważne jest tu to, że prawo daje autorowi pracy swobodną wolę w korzystaniu z jego utworu. Jeżeli więc student ma wolę, ze nie chce żeby jego praca była sprawdzana - to uczelnia nie powinna mieć żadnej możliwości go do tego zmusić. Poza tym komercyjne porównywanie prac studentów umieszczonych w systemie plagiat.pl nie może odbywać się w ten sposób, że bedzie to wykorzystywanie nieodpłatne - zasadą w prawie jest bowiem, że jeżeli jakakolwiek firma chce osiągać korzyści majątkowe z czyiś dzieł -to musi najpierw wykupić licencje od autora tych utworów

Szanowny Anonimie! stanowczo się nie zgadzam z taką oceną wypowiedzi, zarówno moich, jak i mojego anonimowego polemisty. Fakt, że ktoś coś gdzieś napisał NICZEGO NIE DOWODZI. W postach znajdujących się wyżej dokładnie wyjaśniałem, na czym polegają mylne informacje zawarte w przywołanych przez mojego polemistę tekstach. Mój polemista odpowiada na to jak radziecki marynarz z piosenki Jacka Kaczmarskiego ("A ja na to, Kreml w niebo śle rakiety..."), powtarzając ciągle te same argumenty, mimo, że zostały zdemaskowane jako dezinformacje. Stwierdzenie, że nie zgadza się z czyjąś wypowiedzią nie oznacza zarzucania mu kłamstwa. Mój polemista tego nie rozumie i nie mam nadziei, że zrozumie. Czytelnicy mogą sami ocenić, czy jego zarzut jest słuszny. Pozytywnych publikacji nt. serwisu Plagiat.pl było znacznie więcej, niż krytycznych wypowiedzi przywołanych przez Anonima. Nie mam zamiaru wzorować się na nim i pisać, że są to DOWODY, że Plagiat to idealny system, ale być może mogą one pomóc wyrobić sobie zdanie na temat całej sprawy: https://www.plagiat.pl/webplagiat/main.action?menu=references Jeśli chodzi o rewelacje blogerów, przytaczam wyjaśnienia z swoich poprzednich postów: "w przypadku prac studenckich sytuacja jest jednak inna, niż w przypadku utworów muzycznych i innych, zwłaszcza tych, na których się zarabia. Intencją ustawodawcy było chronienie praw majątkowych twórców. Na tej zasadzie opiera się prawo autorskie. Dokonując kontroli antyplagiatowej ani uczelnie, ani inne podmioty, w żaden sposób nie uszczuplają możliwości studentów czerpania legalnych korzyści majątkowych z ich utworów. Interpretacja, jaką przedstawił anonimowy "Specjalista z zakresu prawa autorskiego", jest absurdalna, bo uniemożliwia uczelniom skuteczne ocenianie studentów. Pisanie prac na zamówienie to wielki, konkurencyjny rynek, na którym działa kilkaset podmiotów, korzystających z płatnej reklamy w internecie i ofensywnie walczących o klienta. O ich interesy upominają się blogerzy i zaskakująco wielu piszących na forach internautów. To wszystko dowodzi, jak poważny jest ten problem. Skala "pisania" prac metodą "kopiuj-wklej" też jest ogromna. Bez narzędzi takich jak Plagiat.pl zadawanie studentom prac i przyznawanie na ich podstawie dyplomów, to działania sztuczne. Studenci udają, że się uczą, a uczelnia udaje, że ocenia. Obowiązkiem uczelni jest dbać o jakość kształcenia i zapewnić studentom sprawiedliwe zasady oceniania. Bez stosowania systemu antyplagiatowego jest to bardzo często niemożliwe (trudno odróżnić pracę napisaną samodzielnie od sklejonej z tekstów znalezionych w internecie lub zamówionej). Z tego punktu widzenia SGH (i inne uczelnie stosujące system) mogą być wzorem dla innych. Powstające na nich procedury staną się niebawem ogólnopolskim standardem. Studenci w żaden sposób nie tracą na tym, że ich prace są chronione przez system antyplagiatowy. Wszyscy, którzy piszą prace samodzielnie cierpią natomiast w sytuacji, w której są traktowani tak samo, jak ci, którzy kupili albo skompilowali swoje prace. Przymykanie oczu na taką sytuację jest demoralizujące, a głosy takie, jak przedstawiony przez anonimowego "Specjalistę w zakresie prawa autorskiego", tak naprawdę deprawują." Jeśli chodzi o "łatwe oszukiwanie" systemu - już dawno pisałem, że w kilka dni po ukazaniu się w serwisie wykop.pl informacji na ten temat, zabezpieczyliśmy system przed tego typu praktykami. Mam w związku z tym propozycję w stylu Anonima - niech studenci, którzy uwierzyli jemu i przywoływanym przez niego blogerom, i zostali przyłapani na oszustwie, za co spotkały ich konsekwencje dyscyplinarne, podadzą ich za to do sądu. To przecież oni wprowadzili ich w błąd! ;) W dodatku Anonim ciągle próbuje to robić (szkoda, że nie podaje prawdziwego nazwiska). A teraz uwaga - koronny argument w stylu Anonima: "W Stanach, gdzie kultura prawna jest znacznie wyższa, niż w Polsce, zarówno Anonim, jak i blogerzy, ponieśli by za to odpowiedzialność przed sądem." Mądra rada, nieprawdaż? Wolno mi dociekać, skąd u Anonima taka zajadłość. Nie ukrywam, że myślę, że wynika to z jakichś osobistych pobudek (napisałem wyżej o swoich przypuszczeniach w tej kwestii). Nie wierzę, żeby robił to po prostu w trosce o prawa studentów. Pytanie "Qui bono?" nasuwa się w tej sytuacji nieodparcie. Na takim stawianiu sprawy nie mają szans skorzystać studenci. Jedynymi potencjalnymi beneficjentami mogą być handlarze pracami. Można się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale nie można zabronić mi wyrażania swojego zdania w tej sprawie. Przyznaję, że ta polemika jest nużąca. Uważam jednak, że demaskowanie kłamliwych twierdzeń nt. systemu Plagiat.pl i Firmy, w której pracuję, to mój obowiązek. Dlatego - i tylko dlatego - zdecydowałem się odpisać.

Dyskusja jest nużąca - i nie będę jej dalej kontynuował, bo nikt tu nikogo nie przekona. Jeżeli Pan Kawczyński - mi, innym studentom lub wykladowcom (zwlaszcza na UMCS) zarzuca kłamstwo lub dokonanie przestępstwa to niech to udowodni - albo zamilknie na wieki. Jakąkolwiek moją tezę lub opinię (do ktorych mam prawo) uzasadniałem - artykułem prasowym lub - przepisem prawnym Cały czas jednak podkreślam, że celem pisania tego postu jest ochrona praw autorskich studentów do ich prac. I nie mam nic wspólnego z osobami, które piszą prace za pieniądze. Absolutnym kłastwem jest to co zajadle pisze Pan Kawczyński, że jestem najprawdopodobniej przestępcą. 1) Moim zdaniem plagiat.pl to olbrzymie ułatwienie dla osób, które piszą prace na zlecenie. System plagiat.pl jest tak prymitywny, ze wystarczy zmienić co 4 słowo na bliskoznaczne albo zmienic szyk zdania, żeby taki system nie wykrył nawet tekstu skopiowanego w 100%, ale potem "przerobionego" w 2-3 dni. To dużo łatwiejsze niż męczyć sie kilka miesiecy z uczciwym pisaniem pracy i stresowaniem sie, że w pracy jest średnio 20 - 40% podobieństwa i trzeba ją znow poprawiać. Proste przerobienie tekstu powoduje, ze ma sie 100% pewność, że plagiat.pl nie wykryje oczywistego plagiatu. Dlatego uważam, że plagiat.pl uderza w tysiące uczciwych studentów, a pomaga cwaniakom i leniom. 2) Uważam, że jakość prac na uczelniach gdzie funkcjonuje plagiat.pl będzie systematycznie spadać, ponieważ promotorzy najbardziej koncentruja się teraz na wielkości procenta zapożyczeń - a nie na wartości merytorycznej pracy. Dobre i wartościowe prace muszą być zmieniane tylko dlatego, że ktoś wcześniej napisał na podobny temat w internecie. 3) Sytuacja prawna prac magisterskich jest dokładnie taka sama jak utworów muzycznych. Żaden przepis prawny nie stanowi, że stosuje się do nich inne reguły. Jeżeli czegoś nie wolno robić z utworem muzycznym to nie wolno też tego robić z pracą naukową. Oto dowód: http://www.efakt.pl/Sad-Wisniewski-musi-zaplacic,artykuly,39281,1.html Jeżeli Wiśniewski nie ma prawa komercyjnie wykorzystywać tekstu kilku wierszy - to dlaczego plagiat.pl może czerpać korzyści majątkowe z czyjejkolwiek pracy magisterskiej!!! 4) Interpretacja prawa jest taka, że tylko plagiat.pl nie moze korzystać z prac studentów. Uczelnia ma prawo kontrolowac prace - ale nie może ona albo jakikolwiek podmiot na nich zarabiać. Uczelnia może więc stworzyć sama system kontroli, ale nie moze korzystać z usług pośredników. 5) Studenci oczywiście tracą na wydawaniu ich prac do systemu plagiat.pl, ponieważ: - nie mogą zgodnie z prawem swobodnie korzystać ze swoich dzieł. Student nie chce być kontrolowany i nie chce oddawać pracy do systemu - ale jest do tego zmuszany przez uczelnie. - jeżeli jakakolwiek firma chce wykorzystywać komercyjnie prace studentów to powinna najpierw wykupić licencję od studenta. Plagiat.pl zarabia na pracy studenta - a student nie ma z tego ani grosza. Argumenty powyższe na pewno nie przekonają Pana Kawczyńskiego, ale mam nadzieję, że przekonają każdego innego człowieka, który przeczyta ten post. Jeżeli nie - to trudno. Nikogo nie zmuszam do przyjęcia swoich poglądów - to uczelnia zmusza studentow do korzystania z plagiat.pl - co wielu ludzi uważa za bezprawie. Walka o poszanowanie praw autorskich studentów dopiero się zaczyna, ale wierzę, że zakończy się ona kiedyś zwycięstwem żaków. Już widać pierwsze tego pozytywne przejawy - wystarczy, że wpisać hasło plagiat.pl w Google, a pojawi się kilkadziesiąt linków do forów i blogów, na których studenci krytykują cały system i wskazują jego wady. Poza tym system plagiat.pl zaczęli krytykowac tez sami wykladowcy i wladze uczelnii: http://www.miastostudentow.pl/content/view/3806/94/ http://www.e-mentor.edu.pl/artykul_v2.php?numer=8&id=125 Zwracam tez uwagę, że http://www.psrp.org.pl/?sub=artykul&id_aktualnosci=1593 MEN planuje upodmiotowić pozycje studenta wobec uczelnii. Oznacza to, że rektor nie bedzie już mógł w upokarzajacy sposób zmuszać studentow do oddawania swoich prac firmie plagiat.pl w trakcie nauki na podstawie zmiany regulaminu. Obowiązki studenta zostana określone w umowie, podpisywanej przed podjeciem nauki - wiażącej w takim samym stopniu uczelnię i studenta.

Panie Kawczyński Niech się Pan nie dziwi ostrym słowom, które padają na forach pod adresem systemu plagiat. Plagiat.pl sprawdził już setki tysięcy prac studentów - i zapewniam, że żaden z nich nie jest na pewno zadowolony z takiej przymusowej kontroli. Każdy student, który zetknął się z tym programem - miał z tego powodu jakieś nieprzyjemności i złe wspomnienia. Myślę, że jest dziesiątki tysięcy osób, które maja powody żeby nienawidzić Pana z "osobistych pobudek".

Ta dyskusja nie ma dalej sensu - bo nikt tu nikogo nie przekona. Każdy kto przeczyta argumenty za i przeciw takim systemom jak plagiat.pl może sobie wyrobić pogląd, kto ma rację: - Pan Kawczyński - czy jego krytycy. Pozdrawiam

Przeczytałem uważnie całość dyskusji między obydwoma panami i stwierdzam że w 100% jestem za krytykami systemu plagiat.pl. dodam iż nie zamierzam podpisywać zgody na nieodpłatne przekazanie pracy do systemu plagiat.(umowa o naukę z uczelnią nie przewiduje tego obowiązku, jedynie stare warunki uzyskania tytułu po obronie pracy magisterskiej) Czekam na precedensową sprawę w sądzie związaną z zamieszaniem plagiatowym.

Mnie w tym całym systemie plagiat.pl bulwersuje jedna sytuacja. Władze i kadra naukowa uczelni tak chętnie mówi o plagiatach studentów, tak dużo inwestują w różne metody kontroli ich prac, ale jak ognia boją się sprawdzać prace doktorskie, habilitacje i publikacje naukowe!!!! Jestem pewien, ze jakby tak dokładnie sprawdzić dzieła wszystkich pracowników nauki to możnaby wywalić z uniwersytetów po 75% kadry. To tym ciekawsze zagadnienie, że odpowiedzialność dyscyplinarna za plagiaty nauczycieli akademickich NIE PRZEDAWNIA się. Więc za plagiat habilitacji sprzed 30 lat można pozbawić prawa wykonywania zawodu nawet dziś. Więc wspierajcie dalej drodzy nauczyciele takie firmy jak plagiat.pl. Ale pamiętajcie: KTO MECZEM WOJUJE OD MIECZA GINIE. Ta cała HIPOKRYZJA kiedyś się zemści! Bo gdyby kierujący uczelniami były rzeczywiście uczciwe to najpierw powinny same pokazać, że są "czyści". Przecież plagiat pracy naukowej jest bez porównania dużo bardziej szkodliwy dla nauki niż plagiat pracy magisterskiej - która z założenia jest odtwórcza i niesamodzielna.

Moim zdaniem jakiś zdolny i żądny sławy prawnik powinien wytoczyć proces firmie plagiat.pl - bo to idealny cel dla kogoś zajmujacego sie ochroną praw autorskich. Dla mnie system plagiat.pl działa idealnie w ten sam sposób jak serwisy rapidshare lub chomikuj - udostępnia odpłatnie różnym podmiotom pliki, chronione prawem autorskim, bez zgody ich autorów - teksty artykułów, ksiażek i prac studentów.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6825318,Plagiat_pl_zlapal_szesciu_studentow_UWM.html

Tekst ciekawy - zważywszy, że marketingowcy z plagiat.pl szacowali, że splagiatowanych jest 25% magisterek w Polsce - a po analizie na UWM okazało się, że wykryli ok. 1%. Poza tym nie były to jakieś wielkie zapożyczenia skoro prace wystarczało prosto poprawić - te 1% to zapewne zwykłe przeoczenia studentów.

Zarzuty wobec Usenet.com dotyczące łamania praw autorskich zostały podtrzymane przez amerykański sąd. Właściciele serwisu zostali uznani winnymi bezpośredniego naruszania praw, jak i przyczyniania się do jego łamania. Usenet.com pobierał opłaty za dostęp do sieci Usenet i celowo ukierunkowywał swoją działalność na korzyści finansowe związane z udostępnianiem miejsca na swoich serwerach na pliki, które w większości chronione są prawem autorskim. Czy nie wydaje się wam, że plagiat.pl postępuje dokładnie tak samo jak usenet.com? Prace studentów są chronione prawem autorskim, a plagiat.pl udostępnia je uczelnią za opłatą. Czy jest jakaś organizacja broniąca praw autorskich studentów?

- Wykładowcy mogą, ale nie muszą korzystać z systemu. Póki co prace naszych studentów nie stanowią bazy porównawczej, nie są więc archiwizowane w bazie spółki. Takie systemy informatyczne są dobre, ale mogą być też niebezpieczne. Dlatego widzielibyśmy powstanie takiej bazy przy jednostce publicznej, takiej jak na przykład Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego lub uczelni publicznej, a nie jako komercyjną działalność - tłumaczy Anna Korzekwa, rzeczniczka Uniwersytetu Warszawskiego. 5.2.2009 Polska Dziennik Zachodni str. 3 Fakty 24

Każda praca magisterska jest utworem i podlega takiej samej ochronie prawnej jak książka, film czy artykuł. Reguluje to ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dlatego jeżeli ktokolwiek korzysta z takiej pracy bez zgody jej autora - musi liczyć się z ewentualnymi konsekwencjami prawnymi. Zgodnie z prawem, za plagiat grozi nawet do 3 lat pozbawienia wolności.

Witam Mam pytanie dot. systemu plagiat.pl. W swojej pracy wykorzystałem kawałek tekstu artykułu z internetu - z jednego z portali internetowych. Plagiat.pl wykrył tekst tego artykułu. Ale obecnie ten artykuł zostalłusunięty z portalu i plagiat.pl przeszukujacy tylko zasoby internetu nie znalazł go. Czy tekst usunięty z internetu - znajduje się w jakiejś wewnętrznej bazie danych plagiat.pl? Czy uczelnia, która w pełni korzysta z plagiat.pl - otrzyma raport zaznaczony z zaznaczonym fragmentem takiego tekstu?

Są decyzje UOKiK w sprawie wyższych uczelni N, 2009-10-04 01:52 by VaGla VaGla's picture W tekście UOKiK: niewypowiadalne, pięcioletnie umowy z ZAiKS ograniczają konkurencję pisałem: Zastanawiam się, czy UOKiK będzie się również przyglądał praktykom wyższych uczelni, które przed obroną studentów zmuszają ich do podpisywania umów związanych z prawami autorskimi do ich prac magisterskich Warto do tego wrócić, w kontekście ostatnich decyzji UOKiK, o których urząd napisał w tekście Studencie - czytaj umowy: Ponad 270 tys zł będzie musiała zapłacić Szkoła Główna Handlowa w Warszawie za stosowanie klauzul niedozwolonych oraz nieinformowanie konsumentów o istotnych warunkach umowy – uznała Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Jest też informacja, że: 17 września Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził jedną z wcześniejszych decyzji Prezes UOKiK w sprawie Politechniki Warszawskiej. Uczelnia stosowała klauzule niedozwolone a także praktyki polegające na niepełnym uregulowaniu w umowie zawieranej ze studentem warunków odpłatności za studia. Na Politechnikę Warszawską została nałożona także kara w wysokości 53 400 zł. Czy teraz powinien przyjść czas na wyłudzanie oświadczeń dotyczących nieodpłatnego korzystania przez uczelnie z autorskich praw majątkowych do utworów, jakimi są prace magisterskie studentów? http://prawo.vagla.pl/node/7849 Skoro uznali za nielegalne umowy studenta z SGH to czemu nie można uznać za nielegalne zmuszanie studentów do udostępniania swoich prac firmie plagiat.pl?

Witam! Chciałabym uzyskać komentarz do takich faktów: - system podkreślił wyrażenie " Kraków 2009" - imię i nazwisko promotora - literaturę : w całości - sformułowanie : "na podstawie danych urzędu miasta - liczby w tabelach - "Rysunek I rodzaje inwestycji" Panie Sebastianie mam szczerą nadzieję, i jestem prawie pewna, że po milionach takich dowodów rzeczowych, które bezwzględnie obnażają wady tej maszynki do robienia pieniędzy, (dla jej autorów których intencją na pewno nie była poprawa jakości szkolnictwa wyższego) zostanie wycofana z uczelni do momentu jej dopracowania, jestem ciekawa czy Pan ma tytuł magistra, i jaki wynik pokazałby program gdyby go na niej przetestowano, a może właściciele firmy, oraz twórcy programu powinni w ramach reklamy zamieścić wyniki skanowania swoich prac, czy nie jest to idealny pomysł? - uważam że genialny!.

Szanowna Pani, zaznaczenie ("podkreślenie") fraz, które przytoczyła Pani w swoim poście, nie jest wadą systemu, tylko przejawem jego prawidłowego funkcjonowania. Jak już pisałem, zadaniem systemu jest odnalezienie w badanym tekście wszystkich fraz odpowiedniej długości występujących w innych tekstach do których ma dostęp. Oceny, czy są one niedopuszczalnymi zapożyczeniami, czy też nie, powinna dokonać kompetentna osoba. W przypadku fraz, które Pani wymieniła, jeśli są one rzeczywiście jedynymi w przypadku odpowiednich par dokumentów, osoba oceniająca powinna oczywiście stwierdzić, że nie świadczą one o niesamodzielności autora. z poważaniem, dr Sebastian Kawczyński

Podkreślanie takich wyrażeń jak -" Kraków 2009" czy - liczb w tabelach, świadczy o tym, że plagiat.pl jest bezużyteczny dla promotora. System zaznacza mechanicznie i bezsensownie wszystko co znajdzie w internecie i jego bazach danych, firma zainkasuje pieniądze, a promotor musi się potem długo męczyć i sprawdzać co z tej "papki" może być nielegalnym zapożyczeniem. Ale warto zaznaczyć, że system jest tak "skuteczny", że na wielu kierunkach normą jest zaznaczenie nawet 50% tekstu np.: http://etnologia.amu.edu.pl/go.live.php/PL-H430/plagiatpl.html To aż połowa pracy!!! Z drugiej strony tekst niezaznaczony też może być plagiatem, bo student może przepisać całą książkę z biblioteki, której nie ma w internecie - więc promotor musi też dokładnie sprawdzić tekst niezaznaczony. Po co więc to wszystko? Uczelnia traci pieniądze, student niepotrzebnie się denerwuje, a promotor ma dwa razy więcej pracy, bo musi najpierw przeanalizować tekst raportu z plagiat.pl, potem jeszcze raz tekst pracy.

Panie Sebastianie, gorzej jeżeli promotora interesuje wyłącznie procentowy wynik raportu, a tak jest w wielu przypadkach, wtedy sam Pan przyzna że "skanowanie" pracy niema najmniejszego sensu. Jeszce jedna ciekawa rzecz, o której warto wspomnieć, to fakt, że po skorzystaniu przeze mnie z ponad 40 pozycji książkowych, system nie wykazał żadnej..., wykrył natomiast zapożyczenia z innych prac.

Stosowanie systemu plagiat.pl jest bezsensowne z dwóch powodów:

Stosowanie systemu plagiat.pl na SGH jest bezsensowne ponieważ system ten jest jednocześnie: 1) zbyt czuły, zaznacza wszystko co znajdzie w sieci - a w internecie są teraz miliony tekstów i co dzień powstają nowe. Oprócz tego co rok powstaje setki tysięcy nowych prac i niemożliwe jest, żeby tematy magisterek i innych utworów nie powtarzały się oraz nie było w nich używane to samo słownictwo, definicje i materiały. Za kilka lat system kompletnie się "zapcha" - będzie zaznaczał po 90% tekstów w każdej pracy, a ogrom materialu do sprawdzenia spowoduje, ze badanie bedzie trwało chyba z dwa miesiące. 2) pozbawiony utworów, których nie ma i nigdy nie będzię w sieci, ponieważ autorzy książek i podręczników naukowych - po to piszą książki, żeby ich treść nie byla powszechnie dostępna i trzeba kupić wydanie papierowe. Nie wierzę też, że jakikolwiek autor zgodzi się oddać za darmo swoje dzieła do systemu komercyjnej firmy plagiat, która poźniej będzie zarabiać na ich analizie.

"A co do samej zasady działania takiego programu to jest on zupełnie bez sensu i nie ma prawa działać poprawnie niezależnie od tego jak by się go nie napisało. Po pierwsze w miarę dodawania kolejnych prac do bazy będzie on działał coraz wolniej (a musi być dodawane wszystko ze wszystkich uczelni - bo jak nie ktoś sobie pożyczy co trzeba z innej uczelni w innym mieście) Po drugie program nie zna znaczenia słów, sensu zdań itp. Po trzecie takie rzeczy składają się nie tylko z tekstu. Po czwarte (co zostało tutaj wykorzystane) rzeczy identyczne dla ludzi mogą mieć różne reprezentacje binarne." http://www.wykop.pl/link/43182/plagiat-dziurawy

Gdy wartość wskazników podobieństwa nr 1 nie przekroczy 35%, a nr 2 nie przekroczy 3% wówczas praca kierowana jest do recenzji. Pisząc pracę z ekonomi z elementami aktów prawnych Polski i UE - jest absolutnie niemożliwe, żeby tych współczynników nie przekroczyć. Dlaczego studenci maja tak cierpieć i poprawiać dobrze napisane prace? Czy można w sądzie domagać się zadośćuczynienia za wszystkie stresy i niepotrzebną pracę setek tysięcy studentów, którzy musieli zmienić treść lub temat świetnie napisanej pracy - tylko dlatego, że ktoś chce zarobić na jakiś mało wartościowych analizach, które mogą się kiedyś okazać nielegalne?

"Generalna zasada ujęta w prawie autorskim stanowi, że prawo do korzystania z utworu może być wykonywane jedynie za zgodą twórcy (uprawnionego) i za wynagrodzeniem. W sytuacji, kiedy utwór zostanie zakupiony przez przedsiębiorcę, tj. nabędzie on autorskie prawa majątkowe do niego lub prawo do korzystania z utworu (licencja), to możliwość jego użytku będzie wyznaczona zakresem nabytych uprawnień." "Dozwolony użytek prywatny, o którym mowa w art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach, polega na nieodpłatnym korzystaniu z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego, co obejmuje również osoby pozostające w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub w stosunku towarzyskim. Już na pierwszy rzut oka widać, że użytek taki nie wchodzi w rachubę w stosunku do osób prawnych." http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/340573,kiedy_mozna_korzystac_z_utworu_bez_zgody_wlasciciela_praw_autorskich.html Z tego tekstu wynika, że uczelnie i plagiat.pl łamią prawo. Plagiat.pl jako firma prywatna nie może korzystać z pracy studenta bez jego zgody - ani w sposób komercyjny, ani w ramach dozwolonego użytku prywatnego. Z takimi sprawami trzeba iść do sądu!

Ja chciałem się spytać, czy można korzystać z innych prac mgr, i jak to zaznaczyć w przypisie że z takiej pracy mgr się skorzystało...ta praca z której chciałbym skorzystać była napisana 20 lat temu. dziękuje za odpowiedź

Według prawa prace magisterskie mają taki sam status dzieła autorskiego, jak książki, artykuły prasowe itp. Więc moim zdaniem można legalnie wykorzystać fragment czyjejś pracy magisterskiej - pod warunkiem, jego odpowiedniego oznaczenia. Ale faktycznie myślę, że mogłoby to być źle widziane przez promotora. W pracach magisterskich jest duzo cudzych tekstów, ale tradycyjnie są to teksty bardziej fachowe - z podręczników i prasy, a nie dzieł pisanych przez amatorów.

Ja mam pytanie. Na stronie plagiat.pl firma chwali się, że obsługuje 100 uczelni, a na liście ma 102? Czy to znaczy, że 2 uczelnie z niej zrezygnowały, czy ktoś wie jakie?

Szanowni Państwo, z serwisem Plagiat.pl współpracuje obecnie 102 uczelnie i wydziały (dane z 18 stycznia 2010 r.)

Plagiat.pl to skandal. Uczelnie oddały setki tysięcy prac studentów firmie, która formalnie nie miała prawa za darmo zarabiać na własności intelektualnej absolwentów. Kiedy wreszcie takimi sprawami zajmie się prokuratura, sądy i policja? Kiedy wreszcie uczelnie wyższe zaczną szanować prawo?

Czytałem niedawno w gazecie, że w fabryce w Mławie pracownicy musieli podpisywać zgody na możliwość kontrolowania czasów pracy w zakładzie za pomocą czytnika odcisków palców. I sąd uznał takie zgody na piśmie za nielegalne, ponieważ pracodawca i pracownik to nie są równorzędne podmioty. Student to też nie jest równorzędny podmiot wobec uczelni, więc z łatwością można podważyć przed sądem oświadczenia woli studentów na oddawanie ich prac firmie plagiat.pl, jako nielegalnie wymuszonych przez władze danej uczelni. Z drugiej strony jestem też ciekaw czy razem z pracami magisterskimi uczelnie nie oddają też plagiat.pl danych osobowych ich studentów. Zawartych chociażby w każdej pracy dyplomowej. W każdym razie na takie praktyki żaden student się chyba się jeszcze nie zgadzał.

Słyszałem, że program plagiat.pl wyszukując teksty w internecie, korzysta z działania najpopularniejszych wyszukiwarek jak np. google, bing, yahoo. Czy to legalne wykorzystywać w taki komercyjny sposób algorytmy wyszukujące tych programów?

Czy mogłyby mi ktos dookladnie opiisac co wykrywa plagiat. dokladnie ile słow i o co chodzi z tym stpniem podobienstwa. z gory dzekuje

Mam pytanie do Pana Sebastiana. Czy program antyplagiat stosowany przez Politechnikę Gdańską porównuje pracę magisterską studenta z internetem i pracami tylko Politechniki Gdańskiej czy porównuje ją również z pracami innych uczelni, przykładowo, np. z pracami Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku?

Tak. Zarówno Politechnika Gdańska, jak i Wyższa Szkoła Bankowa w Gdańsku uczestniczą w programie "wymiany baz" między uczelniami. Prace sprawdzane na tych uczelniach są porównywane z bazami wszystkich pozostałych należących do tej grupy. Pozdrawiam serdecznie, Sebastian Kawczyński

Witam a jak to jest na UMCSie, słyszałam że zrezygnował z tego programu?

Witam. Moim zdaniem CAŁKOWICIE NIELEGALNE jest narzucanie przez wyższe uczelnie jakichś ograniczeń, według których praca nie może przekraczać określonego progu (np. 18%) zapożyczeń. Po pierwsze - ustawa o prawie autorskim takich ograniczeń nie przewiduje. Uczelnia wyższa nie wydaje ustaw powszechnie obowiązujących. Akty wydawane przez uczelnię nie mogą być niezgodne z ustawami. JEŚLI USTAWA CZEGOŚ NIE OGRANICZA, TO UCZELNIA NIE MOŻE TEGO SAMEGO OGRANICZAĆ. Ustawa o prawie autorskim reguluje instytucję DOZWOLONEGO UŻYTKU, która nie wprowadza żadnych procentowych ograniczeń. Po prostu zgodnie z art. 34 tej ustawy "Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości". Nie jest nigdzie napisane, że można korzystać np. do 18% z cudzych dzieł. Po prostu MOŻNA korzystać, tylko trzeba robić poprawne i zgodne z prawdą przypisy. Uważam, że ta kwestia w ogóle przesądza o tym, że ograniczenia wprowadzane przez uczelnie są NIELEGALNE. Druga sprawa - ten program w swoich raportach wychwytuje cytowane dosłownie przepisy prawne. Oczywistym jest, że w pracach z dziedziny prawa i administracji cytuje się dużo przepisów. Ba, student nie może sobie tak według własnego widzimisię zmieniać treści przepisów, bo przepisy obowiązują w takim brzmieniu, w jakim zostały uchwalone. Ponadto art. 4 pkt 1 ustawy o prawie autorskim przewiduje, że: :NIE STANOWIĄ przedmiotu prawa autorskiego akty normatywne lub ich urzędowe projekty". Nie można zatem splagiatować treści przepisów prawnych, ponieważ nie stanowią one przedmiotu prawa autorskiego. Sugerowanie się programem "Plagiat" prowadzi do absurdu - program podkreśla przepisy prawne, które nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego. NIGDY cytowanie przepisów prawnych nie jest plagiatem. Moim zdaniem dużo winy ponoszą uczelnie - NIE ZNAJĄ prawa autorskiego (widać, że go nie stosują), sugerują się zwykłym programem komputerowym, a nie powszechnie obowiązującą ustawą, robią kłopot uczciwym studentom, którzy postępują zgodnie z ustawą, choć w tych raportach wychodzi im "przekroczenie progu dopuszczalności". To jest ogromna wada władz uczelni i poszczególnych wykładowców. USTAWA obowiązuje wszystkich - takie w Polsce są zasady. Nie można komuś zabraniać tego, na co pozwala ustawa. Nie można ignorować ustawy, stawiając na pierwszym miejscu zwykły program komputerowy. Uważam, że sprawa by się rozstrzygnęła, gdy trafiła do najwyższych polskich sądów. Ktoś powinien się odważyć i rozpocząć proces z uczelnią, odwołując się do sądu. Sąd musiałby rozpatrzyć, czy stosowanie tego programu jest w ogóle legalne, czy poprawne jest ignorowanie przez uczelnie ustawy o prawie autorskim.

Najważniejsze, że wśród studentów rośnie świadomość, że maja określone prawa i nie muszą godzić się na to, że oddają za darmo teksty swoich prac prywatnej firmie, a sam system plagiat.pl słabo zabezpiecza prace przed plagiatami, bo łatwo go oszukać zmieniając kilka słów w tekście, jest drogi i przysparza bardzo wielu kłopotów uczciwym studentom.

Czy system plagiat wychwytuje również drukowaną literaturę? Mam na myśli po prostu literaturę z księżek.

Chciałam się zapytać co dokładnie wykrywa program plagiat na uczelniach. Czy w sytuacji gdy są skopiowane fragmenty z książki i do tego jest przypis to czy może tak zostac i plagiat tego nie zaznaczy?? Czy może plagiat zaznaczy nam zwroty skopiowane z internetu??

Ten program "Plagiat" bazuje na danych wprowadzonych do całej bazy danych. Jeśli w bazie danych znajdują się jakieś książki, to tylko wówczas program jest w stanie zaznaczyć zwroty z tych książek. Jeśli treści tych książek nie ma w bazie danych, to logiczne jest, że danych fragmentów nie zaznaczy. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, że samo podobieństwo NIE JEST automatycznie plagiatem. Plagiat może stwierdzić tylko i wyłącznie człowiek dobrze obeznany z ustawą o prawie autorskim. Plagiat to jest "przywłaszczenie sobie autorstwa cudzego utworu". Podobieństwo wcale nie musi wynikać z przywłaszczenia. Przywłaszcza ten, kto łamie przepisy ustawy, np. łamie przepisy o dozwolonym użytku. Samo przepisanie tekstu z książki nie jest złe, jeśli się zrobi prawidłowy przypis. Plagiat natomiast jest wtedy, gdy ktoś pisze z książki, ale nie robi przypisu, lecz cudze poglądy przekazuje jako własne. Tu właśnie jest "przywłaszczanie" sobie autorstwa cudzego dzieła. Nie należy rzecz jasna przepisywać dosłownie książek. Gdy się zrobi przypisy, to z prawnego punktu widzenia będzie to prawidłowe, ale poziom pracy będzie taki, że praca się będzie nadawać do kosza. Po prostu od studenta oczekuje się innego poziomu - nie bezmyślnego przepisywania, lecz umiejętności streszczenia poglądów doktryny, porównania poglądów przeciwnych, ustosunkowania się do tych poglądów, opowiedzenia się za jakimś poglądem itp. Z prawnego punktu widzenia praca może być poprawna, ale może być koszmarna merytorycznie, mieć za niski poziom na pracę magisterską czy licencjacką. Odrębną kwestią jest to, czy w ogóle twórcy programu mieliby prawo dodawać do bazy danych cudze książki. Moim zdaniem mogliby z cudzych książek korzystać tylko wtedy, gdyby uzyskali zgodę autora, podpisali z autorem umowę i płacili autorowi odpowiednie honorarium, np. z tytułu licencji. W ogóle dodawanie do bazy tego programu prac pisanych przez studentów to jest lewizna i łamanie prawa tych studentów. Jeśli prace pisane przez studentów są dodawane do całej bazy, potem spółka Plagiat.pl Sp. z o.o. korzysta z tej bazy i zarabia na tym pieniądze, to jest to już klasyczny przykład łamania majątkowych praw autorów tych prac. Nie wolno czegoś takiego robić. Trzeba autorom tych prac wypłacać honorarium. W ogóle najpierw trzeba byłoby z każdym autorem zawrzeć umowę, uzyskać jego zgodę i umówić się na honorarium. Mnie nurtują następujące pytania: - Dlaczego studenci zgadzają się na tak jawne łamanie ich majątkowych praw autorskich? Czy studenci kompletnie przepisów nie znają? Studenci prawa również? To bardzo źle świadczy o wiedzy naszych studentów. Świadczy to też o ich bierności, rezygnacji z walki o swoje prawa. - Dlaczego studenci zgadzają się na to, że uczelnia "przepuszcza" ich prace przez ten program i dodaje prace do bazy? Uczelnia nie ma prawa studenta do tego zmusić. Jest to niezgodne z ustawą, a uczelnia nie może wydawać zarządzeń sprzecznych z ustawą. Ustawa ma wyższą rangę niż np. zarządzenie rektora uczelni. Każde zarządzenie rektora uczelni musi być zgodne z przepisami rangi ustawowej. Uczelnie wydają więc zarządzenia sprzeczne z ustawą, a studenci się na to godzą. Ktoś rozumie to zjawisko ??? Ja skończyłem studia w 1997 roku. Wówczas nikt takich programów nie stosował i autorskie prawa majątkowe studentów nie były łamane. Gdybym dziś był studentem, to wyraziłbym zgodę na dodanie mojej pracy do serwisu Plagiat tylko po podpisaniu umowy i ustaleniu odpowiedniego honorarium za korzystanie z mojej pracy na zasadzie licencji. Jeśli uczelnia by mnie zmuszała do czegoś, co jest sprzeczne z ustawą, to od razu sprawa znalazła by się w sądzie.

Jeszcze jedna kwestia, której nie dopisałem: System "Plagiat" stosuje już ponad 100 uczelni. I teraz wyłania się smutny obraz - oto ponad 100 uczelni ma w głębokim poważaniu przepisy ustawy o prawie autorskim. Czy żadna z tych uczelni nie jest w stanie zasięgnąć porady prawnika, który wytłumaczy, że w świetle prawa żaden podmiot gospodarczy nie może ot tak sobie gromadzić cudzych prac magisterskich i zarabiać na tym? Czy żadna z tych uczelni nie zdaje sobie sprawy, że łamane są prawa majątkowe studentów? W ten sposób mamy kpinę z prawa - ustawa wprawdzie sobie obowiązuje, ale uczelnie się tym nie przejmują. To jest tylko smutny obraz tego, jak traktowane jest w Polsce prawo autorskie. Reasumując - mamy obowiązującą od ponad 15 lat ustawę. Uczelnie sobie ją ignorują. Studenci nie mają pojęcia, jakie prawa im przysługują. Znajomość prawa w Polsce stoi na żenująco niskim poziomie. Studenci prawa - może Wy się ockniecie ? Jacy prawnicy z Was będą, skoro nawet swoich praw nie znacie i pokornie zgadzacie się na łamanie waszych praw autorskich? Nie szkoda Wam, że ktoś czerpie pieniądze z Waszej pracy, którą napisaliście? Te pieniądze Wam się należą - zgodnie z ustawą.

a co w sytuacji gdy wszystkie progi mieszczą się w normie ale system wykazał z wykrzyknikiem (i nie wiem o co w tym chodzi) że mogło dojść do oszustwa systemu anty plagiatowego poprzez użycie o ile pamiętam nieznanych znaków lub zmiany czcionki?? (i przez to program nie mógł przeanalizować części fragmentów pracy). jeśli się niby okaże, że doszło do tego OSZUSTWA władze uczelni mogą nie zezwolić na obronę na podstwie tej pracy, trzeba naspisać nową a nawet powtarzać przedmiot.

Nie ma w polskim prawie takiego przestępstwa jak "oszustwo programu antyplagiatowego". W myśl zasady NULLUM CRIMEN SINE LEGE, nie można oskarżać za czyn, który nie figuruje w żadnej ustawie. Żadna szkoła wyższa nie ma prawa wymyślać nowych typów przestępstw. TYLKO ustawodawca może tworzyć nowe typy przestępstw w odpowiedniej procedurze legislacyjnej. Przestępstwem jest PRZYWŁASZCZANIE SOBIE AUTORSTWA CUDZEGO DZIEŁA - art. 115 ust. 1 ustawy o prawie autorskim. Szkoła musiałaby udowodnić właśnie to, natomiast absolutnie szkoła nie ma prawa zarzucać komuś popełnienia czynu, który w myśl polskiego prawa nie jest czynem zabronionym (nie jest nawet wykroczeniem). W ogóle szkoła nie ma też żadnego prawa wprowadzać jakichkolwiek "progów", w których student ma się zmieścić. Ustawa o prawie autorskim nie wprowadza żadnych progów, lecz posługuje się konstrukcją dozwolonego użytku. Ustawa nic nie wspomina o "dopuszczalnych progach" i dlatego szkoła nie ma prawa wprowadzać ograniczeń, które nie mają oparcia w ustawie. Ja zupełnie nie rozumiem, jak można się zgadzać na to, że uczelnia łamie prawo. W tych przypadkach jak najbardziej student powinien skierować sprawę do sądu - uczelnia łamie jego prawa w sposób oczywisty. Sprawa jest łatwa do wygrania, choć niestety sprawy w sądach się ciągną i to ludzi zniechęca. Ale warto walczyć o swoje prawa. Niech to będzie dla uczelni nauczka za kpienie z prawa, kpienie z ustawy o prawie autorskim. Warto też pamiętać o tym, że jeśli ktoś wprowadza prace magisterską (albo licencjacką) do takiej ogólnej bazy danych, a potem ktoś korzysta z tej bazy danych i zarabia na tym pieniądze, to łamie prawa studentów. Zgodnie z art. 17 ustawy o prawie autorskim "Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu". I ustawa nigdzie w odrębnym przepisie nie pozbawia autora pracy magisterskiej albo licencjackiej takiego prawa. Jest wprawdzie art. 15a - "Uczelni w rozumieniu przepisów o szkolnictwie wyższym przysługuje pierwszeństwo w opublikowaniu pracy dyplomowej studenta. Jeżeli uczelnia nie opublikowała pracy dyplomowej w ciągu 6 miesięcy od jej obrony, student, który ją przygotował, może ją opublikować, chyba że praca dyplomowa jest częścią utworu zbiorowego". Ale w tym przepisie jest mowa TYLKO o prawie do pierwszej publikacji. Nie ma mowy o tym, że absolwent traci prawa majątkowe do pracy.

Proponuję prześledzić orzeczenia sądów oraz UOKiK, które poparły skargi studentów na uczelnie (w róznych sprawach). Sądy i UOKiK przychyliły się do poglądu, że uczelnia nie ma prawa wprowadzać ograniczeń, które nie wynikają z ustaw albo są z innych powodów wadliwe. Wyrok NSA z dnia 18 marca 2009 r., I OSK 1485/08 - uczelnia przewidziała w regulaminie skreślenie z listy studentów m.in. z powodu niezłożenia indeksu w przewidzianym terminie. Jednak regulamin nigdzie nie precyzował, co oznacza "w przewidzianym terminie". NSA przyznał rację studentowi i stwierdził, że "Skoro zatem Regulamin Studiów posługujący się pojęciem <> w żaden sposób nie określa jak ten termin należy rozumieć, to nie było podstawy do uznania, iż jest nim data zakończenia semestru. Przyznać zatem należy rację skarżącemu, że termin złożenia indeksu ustalony został w sprawie w sposób dorozumiany, gdyż przyjęto, że jest to data zakończenia semestru, ustalona Zarządzeniem w sprawie organizacji studiów, podczas gdy żaden przepis Regulaminu Studiów podstawy do tego nie dawał". W innych przypadkach UOKiK nakładał kary na uczelnie za stosowanie niedozwolonych klauzul w umowach. UOKiK orzekł m.in., iż ponad 270 tys. zł będzie musiała zapłacić Szkoła Główna Handlowa w Warszawie za stosowanie klauzul niedozwolonych oraz nieinformowanie studentów o istotnych warunkach umowy. UOKiK ukarał bialską Unijną Szkołę Kształcenia Indywidualnego, ponieważ dostrzegł, że w umowach są niedozwolone klauzule - w umowie był paragraf mówiący, że jeśli uczestnik kursu nie rozpocznie nauki lub też ją przerwie, to dalej musi płacić za to, z czego nie korzysta. Podobnie w przypadku skreślenia z listy uczestników kursu. Statut szkoły przewidywał, że skreślonym placówka nie będzie zwracać dokonanych wpłat. UOKiK ukarał Politechnikę Warszawską, ponieważ stwierdził, że UOKiK stwierdził, że szkoła naruszyła prawo nie zamieszczając w umowach zawieranych ze studentami informacji na temat wysokości opłat za powtarzanie zajęć, semestru lub roku, za wydanie legitymacji studenckiej, indeksu oraz dyplomu ukończenia studiów, a także duplikatów tych dokumentów. Zgodnie z przepisami uczelnia powinna poinformować słuchacza jeszcze przed podpisaniem umowy o opłatach, jakie będzie musiał ponosić w trakcie nauki. To są przykłady, które mają uświadomić następującą kwestię - należy walczyć o swoje prawa i skarżyć uczelnię, która łamie czyjeś prawa. Nie można być po prostu biernym i godzić się na łamanie swoich praw. Warto też w ogóle poznawać swoje prawa. Wiele osób ich nawet nie zna.

Witam sprawdziłam sama własną pracę magisterską na stronie plagiat.Czy jak wykładowca sprawdzi tą pracę to już będzie plagiat?

Nie. Prace sprawdzane przez Użytkowników indywidualnych nie są wykorzystywane do sprawdzania kolejnych tekstów. Aby uzyskać więcej informacji nt. usług Plagiat.pl prosimy o odwiedzenie strony www.plagiat.pl (szczególnie polecamy sekcję "pomoc") lub o maila na adres: pomoc (at) antyplagiat.pl

Najciekawsze jest to, że najlepsze uniwersytety na świecie: Princeton, Harvard, Yale i Stanford w USA odmówiły udostępnienia prac swoich studentów Turnitin.com - amerykańskiemu odpowiednikowi plagiat.pl w Polsce. Dlaczego najlepsze uczelnie w Polsce nie idą ich śladem - tylko postępują jak kiepskie wyższe szkoły byle czego, które uważają, że program komputerowy zastąpi promotora. Z Polskich doświadczeń warto wspomnieć, że UMCS - pierwszy uniwersytet, który zaczął stosować w Polsce plagiat.pl po paru latach ograniczył jego stosowanie ze 100% sprawdzanych prac magisterskich do 5%, bo był drogi, mało skuteczny i miał problemy techniczne. To też o czymś świadczy.

omyłkowo puściłem swoją pracę mgr przez konto standard (indywidualne), a nie uczelniane. teraz muszę go puścić raz jeszcze właśnie przez konto uczelniane i jest pytanie: czy system wykryje mi 100% podobieństwa z moją poprzednią pracą (bo to ta sama praca) czy nie jest ona nigdzie zapisana w tym systemie, więc mogę spokojnie puścić przez uczelniane? prosiłbym o bardzo szybką odpowiedź bo zależy mi na czasie.

Ja pisałam pracę sama i na uczelnie puścili t przez atyplagiat. Wyszło że większość pracy to plagiat. Dlaczego? Ponieważ, ktoś umieścił w necie cytaty, które akurat ja cytowałam z książek. I co mam teraz zrobić? jestem załamana i nie wiem co dalej. Dla mnie plagiat to ściągniecie coś z netu albo z innej pracy bez cytowania. Okazuje się jednak, że jest inaczej. jak można napisać definicję np. pracownika socjalnego? niepełnosprawności? Definicja to definicja.

Przyszli inżynierowie będą filtrowani przez Plagiat.pl http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,8968129,Przyszli_inzynierowie_beda_filtrowani_przez_Plagiat_pl.html

Kinga - trudno, parafrazuj. Jesli większość pracy to cytaty to tak czy inaczej nie jest to za dobra praca. Mój promotor z licencjatu cofał rozdział jeśli widział że na każdej stronie był jakiś cytat. Parafrazy + przypisy, i nikt ci się nie przyczepi.

a ja mam takie pytanie: ile można pisać słów pod rząd aby nie były uznane za plagiat? I czy znaki interpunkcyjne też uważane są za plagiat?

POPRAWKA! a ja mam takie pytanie: ile można pisać słów pod rząd aby nie były uznane za plagiat? I czy znaki interpunkcyjne też uważane są za SŁOWA?

Witam. Sprawdziłam prace przez ten program I co dziwne dla wsp. 1 i wsp. 2 wyszło mi 0%!!! Czy to jest mozliwe? Prace pisałam samodzielnie ale wiadomo na podstawie ksiązek i ustaw! i chciałam sie dowiedziec czy taki wynik moze wyjsc?

Wysłałam swoją pracę do sprawdzenia 29.05.2011 późnym wieczorem, raport pojawił się następnego dnia wcześnie rano. Współczynniki 1 i 2 wyniosły 0%. Jednak dzisiaj (31.05.) okazało się, że raport zniknął i praca jest na etapie przetwarzania. Czy to świadczy o awarii systemu?

ooo 0% to jest bardzo dziwne, pewnie w plagiacie coś się "popsuło". ja się martwię bo mam w rozdziałach teoretycznych trochę przypisów i może ten 2 współczynnik wyjść większy niż dopuszczalny na uczelni, wszędzie mam przypisy więc nie powinni mnie oskarżyć.

Ja to mam dopiero problem. Właśnie oddałam pracę do mojego wydziału na antyplagiat. Czekam na wynik, dostanę go w poniedziałek. Jednak dziś dowiedziałam się że współczynniki powinny nie przekraczać 25% i 5%. A gdy sprawdzałam sobie indywidualnie to miałam wyniki 9,6% i 6,1%, heh niewesoło. Gdy spojrzałam we wnikliwą analizę raportu to wywaliło mi na zielono wszystkie cytaty, które są odniesione do źródeł w mojej pracy, tytuł książki o której piszę pracę,niektóre wnioski z mojej własnej dymki, a nawet spójnik "as a matter of fact" po polsku oznacza "właściwie". Czy to niedorzeczne. Co ja teraz powiem promotorowi, przecież zatwierdzał moją pracę i nie miał zastrzeżeń co do ilości cytatów. Zatrważa mnie ten antyplagiat. Czuję, że to będzie najdłuższy weekend w moim życiu.

Aga nie martw się, jeżeli masz przypisy wszędzie i cytaty w "" to Cię nie mogą oskarżyć o plagiat, ten program podkreśla nawet bibliografię więc tutaj już masz kilka dodatkowych %, ja też się boję bo mam dużo cytatów w 1 rozdziale, myślałam, ze promotor każe mi to zmienić, a on nic. On to zatwierdził więc niech się mnie nie czepiają. U mnie jest limit 50% i 15%.

Aga nie stresuj się, u mnie są progi na uczelni 50% i 15% jak u koleżanki wyżej, mnie wyszło 2 współczynnika 19%, w takiej sytuacji promotor sprawdzam sam pracę z tym co podkreśliło w tym programie, jeżeli masz przypisy i cytaty tam gdzie podkreśliło to nie masz się czego bać, mnie podkreślało nazwy dokumentów z którym korzystałem, podpisy pod tabelami, wykresami itp. Promotor sprawdził nie znalazł plagiatu i podpisał i mnie dopuścili do obrony. Jak sprawdzałem sam w tym programie to wyszło mi ok 10%, a na uczelni o 9% więcej.

u mnie na roku 70% ludzi miała więcej % niż dopuszczalny limit i dopuszczali nas do obrony. To wszytko zależy od promotora i dziekana.

koncze pisać swoja pracę dyplomowa i bardzo sie stresuje antyplagiatem, czy moge kazdy rozdział osobno dac do antyplagiatu zeby zobaczyc co mi podkreśla? a może można to zrobić tylko raz przy oddawaniu gotowej pracy?

Witam, ja mam takie pytanie czy z serwisu Plagiat. pl korzystają tylko publiczne uczelnie? czy niepubliczne także? jak np. Wyższa Szkoła Handlowa we Wrocławiu czy Wyższa Szkoła Filologiczna we Wrocławiu?

Witam serdecznie. Właśnie przerzuciłam swoją prace licencjacka przez serwis plagiat.pl. Wynik współczynnik 1: 19,1%, współczynnik 2: 14,7%. Kompletnie się na tym nie znam i mam przeczucie, że to chyba bardzo dużo. Prosze kogoś o opinie bo mam złożyć prace a nie chce spotkać się z żadnymi przykrościami.

Skorzystałem z tego programu, choć u nas na uczelni (Wydział Prawa i Administracji UJ) nie ma takiego wymogu. Temat mojej pracy magisterskiej to "Zabójstwo z zazdrości jako kwalifikowane zabójstwo". Nie ma na ten temat żadnej pracy w Polsce. Pisząc pracę korzystałem z kodeksów karnych, komentarzy do kodeksów, a także orzecznictwa Sądu Najwyższego i wybranych Sądów Apelacyjnych. I co ? wyszło mi blisko 70% "plagiatu" ? Pokazałem to mojemu promotorowi, uznał, że ten program PLAGIAT, to absurd i podtrzymał decyzję, że dobrze iż nie jest stosowany na Wydziałach Prawa.

Jak myślicie czy Uczelnia może cofnąć tytuł mgr? Przedstawię sytuację, mianowicie 1,5 roku temu napisałam SAMA pracę licencjacką w Wyższej Uczelni która nie miała systemu anty plagiatowego. Teraz piszę pracę magisterską na Uniwersytecie, który ma ten system. Jeśli dużą część z pracy licencjackiej powielę do mojej nowej pracy magisterskiej to czy będę miała duży wskaźnik plagiatu? Jeszcze jedno pytanie jeśli np po 3 latach moja Wyższa Uczelnia zakupi ten system i doda wszystkie swoje prace to czy wyskoczy, że jest już taka praca i czy wówczas mogą mi odebrać tytuł mgr? Proszę o opinie.

Może zamiast pisać prace dyplomowe, w przypadku niektórych kierunków warto wprowadzić przynajmniej możliwość napisania jakiegoś państwowego egzaminu czy powszechnie rozpoznawalnego egzaminu, który byłby przydatny także na rynku pracy. Na przykład dla studentów kierunków związanych z finansami, zdobycie tytułu poprzez zaliczenie absolutorium i posiadanie licencji maklera, biegłego rewidenta lub jakiś odpowiedników międzynarodowych itp. Myślę, że byłoby to także bardziej korzystne i przydatne, przede wszystkim przy poszukiwaniu pracy i/lub awansie zawodowym. Tak często dokłada się "cegiełkę wiedzy", która jest mało znacząca dla nauki i jeszcze mniej dla autorów. Oczywiście dla tych co chcą pisać nadal mogłaby istnieć ścieżka absolutorium + praca dyplomowa. P.S Wiem, że nie wszystkie kierunki mogłyby korzystać z takich egzaminów lub byłoby to wręcz niestosowne, ale dla wielu byłoby to możliwe i uważam, że bardziej praktyczne.

Witam, jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej kontynuując moją pracę dyplomową. Proszę o informację czy materiał zawarty w mojej pracy dyplomowej, który będę wykorzystywać również powinnam poprawić pod kontem plagiatu? Czy program plagiat wykaże mi plagiat z mojej pracy?

Czy przepisanie tabelki z internetu w innym języku jest plagiatem? Nawet jeżeli pod tabelką nie ma nazwiska autora?

Pomocy, ile płaci się za lekcje ? nie mam pojęcia o tym i o j. Angielskim ,a bardzo potrzebuję tego języka. jeśli jest tu ktoś taki kto odpowie na me pytanie będę bardzo , bardzo wdzięczny :) serdecznie pozdrawiam , :)

Co w przypadku gdy praca albo znaczna jej czesc jest tlumaczona z jezyka obcego i przedstawiana jako swoja? Slyszalam o takich przypadkach. Jak w takiej sytuacji zachowuje sie system? Czy tego typu dzialalnoc jest nadal bezkarna?? Jaka jest mozliwosc, ze realny autor tekstu zorientuje sie ze ktos poprostu ukradl jego dorobek naukowy aby zyskac tytul naukowy licencjata, mgr czy dr?

Te programy działają na zasadzie że wrzucają zdania w google więc wystarczy zmienić poczatek każdego zdania lub nawet wyrazy albo na lub itp i już program nie wykryje zdania jako plagiat polecam użyć tego programu do sprawdzania plagiatów http://www.antyplagiat.net

Czy jeśli pisze w pracy: np. Zgodnie z art. 10 k.p. to jest to traktowane jako przypis????

Fakt faktem ktoś napisał program komputerowy na którym robi niezłą kasę.. za takie pieniądze mógłbym godzinami siedzieć i pisać jaki mój system jest wspaniały. Gdybym ja był poszkodowany przez ten program sprawa od razu trafiłaby do sądu. Z drugiej strony warto by pomyśleć nad konkurencją dla tego programu, w sumie gdyby napisać program który losowo zaznacza na czerwono zdania w jakiej pracy, twierdzić że sa one plagiatem i brać za to kasę... heheh

U mnie zaznaczyło wszystkie prawidłowo opisane cytaty ( w cudzysłowiu i z przypisem), tabele, mimo, że są ogólno dostępne w aktach prawnych, z których korzystałam, więc i niejedna osoba miała podobną w swojej pracy, bibliografię (sic!), a nawet nazwę firmy (!), przykładem której posłużyłam się w pracy. System zaznaczył też fragmenty, jakie ponoć zaczerpnęłam z jakiegoś tam wyroku sądowego, tylko dlatego, że użyłam takich samych sformułowań i mimo, że tematem pracy była analiza finansowa. Więc jakie wyroki?! A promotor oczywiście ślepo zaufał systemowi, nawet nie wczytując się w zaznaczenia tekstu uznane za zapożyczone i praca skierował do poprawy. Chory system, chory kraj...A promotorom nie chce się nawet przeczytać tekstu, by samemu dojść do wniosku, że ten cały system to pomyłka!

ja się zastanawiam tylko czy na przykład ten program wyłapuje powtórzenia z innych prac dyplomowych ? korzysta z bazy prac podobnych do tych co ma UW ? bo samo np sprawdzenie zapożyczeń z internetu to nie wszystko!

tak więc mam pytanie. Chcę sobie sprawdzić programem pracę na mój koszt, gdyz promotor nam to zasugerował. Czy jeśli tak zrobie to gdy system po raz drugi bedzie ja sprawdzał to czy nie wykryje 100% plagiatu(gdyz 2 raz bedzie sprawdzana). bo praca ma zostac wysłana pozniej do Warszawy. A sprawdzic ja trzeba. Co radzicie? czy da rady wykasować ją z tego programu tak żeby nie został po niej pozniej slad?

Jeżeli sprawdzacie pracę w programie antyplagiatowym ona się nigdzie nie zapisuje. Nie wiem skąd błędne przekonanie że gdy sprawdzicie sobie za pierwszym razem to za drugim będzie już 100% plagiatu bo się gdzieś zapisze. Jeżeli szukacie dobrego programu sprawdzającego zobaczcie ten: www.antyplagiat.biz

Nie tylko poprawiam błędy ortograficzne, interpunkcyjne, gramatyczne, składniowe, stylistyczne, lecz również podkreślam powtórzenia, podpowiadam, czym je zastąpić redaguje tekst i pomagam przy konstrukcji pracy. Ubieram Twoje myśli w słowa, które odpowiadają stylowi prac. zapewniam poprawność, rzetelność, terminowość oraz niską cenę. Nie zwlekaj sprawdź swoją pracę przed oddaniem!!! Kontakt; poprawa-plagiatu@wp.pl

[b]Sprawdzanie prac programem antyplagiatowym[/b] Zapraszam to przetestowania programu antyplagiatowego który służy do sprawdzania różnego rodzaju tekstów i prac dyplomowych. Po znalezieniu przez program plagiatu podkreśla zdania w których wykrył plagiat na czerwono oraz określa procentową wartość plagiatu. Program pobierzesz na stronie [url=http://www.antyplagiat.biz]www.antyplagiat.biz[/url] Filmik instruktażowy http://www.youtube.com/watch?v=TWxQZrZMU2U&feature=youtu.be

mam pytanie, czy po przepuszczeniu pracy przez program antyplagiatowy na uczelni, można poprawić literówki w przypisach i zrobić drobne zmiany estetyczne w pracy, nie zmieniając przy tym treści merytorycznej?

Praca jest zawsze sprawdzana przez Dziekanat wiec wtedy już nie ma Pan mozliwośći poprawa bo ona juz jest oddana definitywnie, chyba żę sprawdza Pan czysto teoretycznie przed oddaniem wtedy tak owszem może Pan zmienić, lecz ostateczną wersję ( tą którą oddanie Pan do dziekanatu i do promotora) musi Pan sprawdzić ponownie bo wynik może się zmienić, jesli poprawai Pan literaówki czy też zdania. Resaumując lepiej jak Pan to poprawi przed ostatecznym oddaniem czy też sprawdzeniem.

Witam potrzebuje się z kimś skonsultować sprawdzałam pracę w systemie plagiat współczynniki wyszły w norie np 2- 1,7% po sprawdzeniu w szkole próg został przekroczony mimo ze uczelnia korzysta też z tego programu próg możliwość 5 % został przekroczony o 3% .Praca jest w tej chwili u promotor d weryfikacji nie rozumiem skąd taka różnica miedzy raportem który ja sprawdzałam a tym z uczelni , czy jeżeli promotor będzie sprawdzał te zapożyczenia i będzie przypis to się odejmuje od tego progu te prawidłowe zapożyczenia bo przecież 5% jest możliwe żeby mieć proszę o pomoc

Mam pytanie. W systemie antyplagiatowym wyszedł mi przekroczony współczynnik 2 o 2 %. Moja promotor nie może podpisać się pod pracą ponieważ jest na zwolnieniu lekarskim. Może zrobić to tylko dyrektorka instytutu, która niestety przy takim współczynniku nie chce tego zrobić. Chciałabym poprawć pracę i prosić by Uczelnia jeszcze raz przepuściła ją przez plagiat. Powiedziano mi jednak ze nie mogę tego zrobić, gdyż wyszedł by 100% plagiat i muszę czekać do września na jakąś weryfikacje systemu. Proszę mi powiedzieć jak naprawdę wygląda ta sprawa. czy nie mogę w najbliższym czasie przepucic pracy ponownie?

Błędy ortograficzne szkodzą również pozycjonowanej stronie, czyniąc tekst mniej wiarygodnym. 

Witam. W mojej pracy próg 5% został na uczelni przekroczony i wyniósł aż 11.5% o dziwo w chwili poinformowania mnie i pokazania raportu zobaczyłam iż to były same tabele i cytaty (tudzież zapożyczenia) z książek pisane nadmieniam własnymi słowami (słowa z tekstu który przeredagowałam na tabele a cytaty wiadomo że oznakowałam we właściwy sposób dokładnie dając przypisy do każdego z nich). Boję się przepuścić sama pracę po poprawie przez program gdyż obawiam się iż jeśli uczelnia przepuści ją ponownie wyjdzie 100% a tego nie chcę. Ponad to dostałam informację na uczelni, że jeżeli ponownie wyjdzie powyżej współczynnika 5% to moja praca zostanie skierowana do komisji dyscyplinarnej, co tym bardziej mnie dobiło. proszę o pomoc i rozwianie moich wątpliwości oraz wyjaśnienie jakim cudem tabele i cytaty podwyższają współczynnik.

Dodaj komentarz

captcha

 
  Weź udział w dyskusjach komentujących inne artykuły:
okladka big pobierz pdf

Data wydania: 10 kwietnia 2007 r.
wersja online: ISSN 1731-7428
wersja drukowana: ISSN 1731-6758

info Artykuły naukowe zawarte w niniejszym czasopiśmie są recenzowane.