Czesne, reforma i liberalizacja rynku szkolnictwa wyższego

Komentarze do artykułu:

Bardzo dobry artykuł. Jedno zastrzeżenie: Deregulacja rozumiana jako "zróżnicowanie się uczelni pod względem struktury wewnętrznej, modelu zarządzania, programów kształcenia, modelu rekrutacji, wynagradzania kadry naukowej, itp.", a zwłaszcza struktury wewnętrznej i modelu zarządzania, w krótkim czasie doprowadzi do całkowitej zapaści największych uczelni publicznych, a w konsekwencji upadku szkolnictwa wyższego w Polsce, któremu nie będą w stanie przeciwdziałać prężne uczelnie w małych ośrodkach. Duże, państwowe molochy panicznie boją się wszelkich, nawet najdrobniejszych zmian, a wszelkie przystosowania są w ich przypadku najczęściej próbą obejścia niekorzystnych regulacji, vide wszelkiego rodzaju konkursy. Te uczelnie doskonale wiedzą, że będą miały studentów zawsze, a przynajmniej tak długo, jak długo koszt studiowania za granicą będzie wyższy od kosztów studiowania w kraju. Żeby to wszystko zadziałało, muszą zostać spełnione dodatkowo dwa warunki. Po pierwsze, ustawowo wymuszona zmiana modelu zarządzania i oddanie zarządu w ręce specjalistów od zarządzania edukacją, nawet jeżeli trzeba by ich było szukać za granicą, ogłaszając otwarte konkursy. Po drugie, otwarcie całego systemu na świat, co również bez odpowiednich uregulowań prawnych nie nastąpi. Zacząć by trzeba od powołania zagranicznych ekspertów-konsultantów przez sejmową komisję edukacji i ministerstwo, obowiązek powoływania zagranicznych recenzentów przez Radę Nauki i komisje do spraw stopni naukowych. Nie ma się co czarować, że my sobie tu na polskim podwórku odkryjemy koło i polskim sposobem dogonimy świat. Diabeł siedzi w szczegółach, a szczegółowe rozwiązania w postaci obowiązujących praw będzie dyktować polska profesura tytularna o kiepskim często dorobku naukowym. Liberalizacja na podanych warunkach doprowadzi do wzmocnienia wpływu tych gremiów ze szkodą dla całego systemu. Jedynym sposobem na zneutralizowanie ich wpływu są właśnie uregulowania prawne wymuszające przyjęcie stosowanych w innych częściach świata kryteriów.

Bardzo dobry artykuł diagnozujący rzeczywisty stan polskiego szkolnictwa wyższego. Wspomniane reformy są niezbędne dla uczynienia naszych uczelni i studentów konkurencyjnymi. Co więcej reforma taka powinna obejmować już szkoły średnie, a system rekrutacji na studia wyższe winien być poddany rewizji. Niemniej zgadzam się z autorami, iż konieczne reformy mogą zostać wprowadzone jedynie poprzez mechanizmy rynkowe.

Niestety uczelnie państwowe w obecnej sytuacji, nawet po "reformie" nowej ustawy o szkolnictwie wyższym to są dalej molochy obojętne na studenta i jego potrzeby. Można się zastanowić w takim razie po co nam Uczelnie. Skoro student zdolny może nauczyć się bez ich pomocy, a studentowi, który idzie do nich po naukę mogą delikatnie ujmując raczej zaszkodzić. Fajnie, że ilość pieniędzy na szkolnictwo wyższe rośnie. Niestety, dystrybucja ich jest do tego stopnia dziwna, że czasami trudno te pieniądze odnaleźć np. w bilansach, których uczelnie nie publikują. No i jeszcze jedno. Kwestia studiów wieczorowych i zaocznych. Jaki jest cel prowadzenia studiów tego typu. Jakość jest niska, wykłady byle jakie - czasu mało, wykładowcy często nieprzygotowani, przemęczeni, sfrustrowani. Taki stan rzeczy ogranicza się do zaliczania egzaminów i wydawania dyplomów (od strony studenta - wyszarpania z dziekanatu, bo JM nie raczy uroczyście wręczyć ich do ręki, podobnie jest z indeksem), czysta machina produkcyjna. No i niestety ilość dyplomów na rynku przewyższa popyt na nie. Trzeba podkreślić, że za to się płaci. Nie chcę abyście Państwo źle zrozumieli. Nie płaci się za wiedzę, naukę, czy w gruncie rzeczy kontakt z człowiekiem, lecz za WARTOŚĆ MARKI DYPLOMU. No tak, ale to środowisko o zgrozo jest najbardziej wrażliwe na krytykę i zmiany. I tym można podsumować wartość polskiego naukowca i systemu, w którym on pracuje.

W kwestii jakości kształcenia na studiach zaocznych. Nie zgadzam się z przedmówcą, że jakość kształcenia na studiach zaocznych jest słaba - to zależy. Z mojego doświadczenia wiem, że takie studia są bardzo potrzebne. Przemęczeni są ci, którzy pracują gdzie się da. Ja pracuję na jednej uczelni (pomimo ofert pracy na innych uczelniach) i dla wszystkich studentów mam czas. Nie wyobrażam sobie, aby wykłady były dobre dla dziennych a dla zaocznych już nie. Wymagania stawiam wszystkim studentom takie same i efekty są. Nie narzekajmy na złe przepisy, brak reformy szkolnictwa etc. Problem polskiego szkolnictwa - jak obserwuję od dobrych paru lat - to upadek etosu pracy wykładowcy, badacza. I tego faktu akurat nie zmienią żadne przepisy.

Bardzo ciekawy artykuł, mam podobne zdanie o systemie szkolnictwa w Polsce. Pomimo, że jestem studentem bezpłatnej uczelni, otrzymuję stypendium socjalne ( 380zł/m-c, akademik kosztuje 260zl/m-c) to jestem za wprowadzeniem płatnego systemu. Już na pierwszym roku zauważyłem, że system przyjmowania na uczelnie publiczne jest chory. Dla uczelni ważniejsi byli studenci, którzy byli w stanie zapłacić 6000zł za wolnego słuchacza( byli daleko pod kreską przyjętych) aniżeli niezamożni, którym zabrakło kilku punktów. Ja osobiście dostałem się z odwołania, tez byłem pod kreską. Po pół roku okazało się, kto jest ile wart, ja byłem w czołówce grupy, wolni słuchacze w ogonie, w którym są do tej pory. Zajmują tylko miejsca ambitnym, lecz niezamożnym studentom. Czas zajmują im tylko imprezy i rozwijanie kontaktów osobistych, bo po co mają się uczyć, skoro na stanowisko wkręcą ich rodzice!!! W Polsce wszystko jest chore, od polityki na szkolnictwie kończąc. Obecnie jestem na etapie pisania pracy magisterskiej u profesora, który bardziej niż przekazaniem jakiejś wiedzy nam studentom, zainteresowany jest zdobyciem kolejnych punkcików z publikacji nikomu nie potrzebnych artykułów i książek. Gdy go pytałem, dlaczego pisze do szuflady i nie chciałby podzielić się swoją wiedzą z nami studentami lub z innymi studentami, choćby nawet przez szerszą publikacje? Stwierdził, że bardziej opłaca się mu pisać do szuflady, bo ma za to punkty, a punkty to ZŁOTÓWKI!!! Ot naukowiec, a wydawałoby się, że autorytet:/ Nie interesuje go, czy jego publikacje będą komuś potrzebne, ot pisanie dla własnej zasobności portfela. Im bardziej przyglądam się zagadnieniom transferu wiedzy do gospodarki z uczelni wyższych, tym bardziej widzę, że to prawie fikcja:/ Dobrze, że na studiach są koła naukowe i organizacje okołouczelniane, gdyby ich nie było nie warto by było w ogóle studiować. Przepaść między oderwaną od rzeczywistości wiedzą wykładaną na uczelniach, a poziomem w firmach jest ogromna i nikt nie ma zamiaru jej zmniejszyć, większość boi się wychylić przed szereg...szkoda gadać:/ Zmniejszony napływ nowych roczników może nic nie zmienić, gdyż z własnego doświadczenia widzę, że oni są jeszcze gorsi niż moje pokolenie. Im się wydaje, że wszystko musi być im podane na tacy, wystarczy chodzić i nic nie robić....jeszcze sami nie wiedzą, jak szybko się rozczarują. Cieszy mnie, że na SGHu poruszacie tak ważne zagadnienia, które inni pomijają, może kiedyś wyniknie z nich coś dobrego:) Tymczasem, czekam na kolejny numer e-mentora, którego jestem wiernym czytelnikiem:) Przepraszam za błedy i literówki:)

Dodaj komentarz

captcha

działanie 2

 
  Weź udział w dyskusjach komentujących inne artykuły:
okladka big pobierz pdf

Data wydania: 10 października 2005 r.
wersja online: ISSN 1731-7428
wersja drukowana: ISSN 1731-6758

info Artykuły naukowe zawarte w niniejszym czasopiśmie są recenzowane.