E-learning potrafi!

Marcin Dąbrowski

W dniu 2 lipca, podczas konferencji Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich PRom (www.prom.edu.pl), wyłoniono zwycięzców konkursu wyróżniającego projekty działające na rzecz promocji edukacji. Stowarzyszenie od trzech lat przyznaje nagrody projektom i działaniom przyczyniającym się do promocji nauki i uczelni.

 

W kategorii dotyczącej nauki (edukacji) za najlepszy uznano projekt SGH pt. „Kafeteria Edukacyjna dla Licealistów – Akademia Edukacji Menedżerskiej” (www.kafeteria.edu.pl) – najbardziej e-learningowy spośród  14 nominowanych! Tym samym o jego walorach usłyszało ponad 120 zgromadzonych na sali przedstawicieli szkół wyższych z całej Polski – pracowników działów PR i promocji uczelni publicznych i niepublicznych oraz ich rzeczników prasowych, a także pracowników biur prasowych. Można żywić nadzieję, iż projekt jako dobra praktyka będzie inspiracją do rozwijania podobnych przedsięwzięć w kolejnych ośrodkach akademickich.

 

Kafeteria skierowana jest do uczniów z całej Polski i rozwijana wspólnie z NBP. Obejmuje 50 różnych wydarzeń edukacyjnych w ramach 5 bloków tematycznych i 14 form edukacyjnych. Głównym celem projektu jest budowanie kluczowych kompetencji uczniów (1000 osób rocznie) w zakresie przedsiębiorczości oraz nowoczesnych technologii. Jest to możliwe dzięki specjalnie skonstruowanej ofercie programowej obejmującej wydarzenia edukacyjne z różnorodnych obszarów tematycznych oraz zastosowaniu narzędzi doboru ścieżki edukacyjnej adekwatnej do indywidualnych zainteresowań licealistów. Zajęcia prowadzone są w formie wykładów e-learningowych, forów, czatów, zajęć w Second Life, a także filmów edukacyjnych zakończonych dyskusją online. Uczeń może również wziąć udział w wieloetapowych konkursach, w których oceniana jest jego aktywność społeczno-ekonomiczna oraz ma do wyboru sześć sesji doradztwa biznesowego. Każdy licealista, wybierając indywidualnie swój program edukacji w Kafeterii, może – poprzez zaliczenie wybranych zestawów zajęć – uzyskać specjalny dyplom z danej ścieżki kształcenia (a na najaktywniejszych uczestników zajęć czekają dyplomy z wyróżnieniem, zatytułowane "Profesjonalny Menedżer").

 

Za nami cztery edycje projektu, które objęły ponad cztery tysiące licealistów. Część uczestników, obecnie będąc już na studiach, z powodzeniem korzysta z oferty wykładów e-learningowych w SGH.

data dodania: 5.07.2013, komentarzy: 2

Nieoczekiwana zmiana miejsc?

Maria Zając

W znanym filmie Johna Landisa[1], od którego zapożyczyłam tytuł niniejszego wpisu zmiana miejsc jest wynikiem kaprysu dwóch znudzonych multimilionerów, którzy kłócą się o to czy środowisko dorastania determinuje przyszłość człowieka. W wyniku podjętej przez nich intrygi Billy Ray Valentine  – złodziejaszek ze slumsów oraz Louis Winthorpe III – dobrze zapowiadający się młody biznesmen nieoczekiwanie zamieniają się miejscami, co naturalnie wywołuje w ich życiu sporo zawirowań. Z czasem obaj odnajdują się w nowej roli i wspólnie opracowują plan zemsty. I znów następuje zmiana ról – autorzy intrygi nieoczekiwanie stają się jej głównymi adresatami.

 Dlaczego na blogu o edukacji przywołuję ten właśnie film? Bynajmniej nie dlatego, że chcę tutaj analizować związki pomiędzy życiowym sukcesem a środowiskiem i wychowaniem. Skojarzenie pojawiło się w związku z zamianą ról, o której przeczytałam na stronie internetowej poświęconej iSchool Initiative.

 Zacznijmy jednak od początku czyli od … gwiazdkowego prezentu. Travis Allen, wówczas siedemnastolatek, dostał od rodziców w prezencie iPhone i chciał go wykorzystać w szkole do robienia notatek ale nauczyciel zabronił mu, uważając że jest to zabawa i marnowanie czasu. „Zabawka” została zarekwirowana przez nauczyciela i rodzice musieli zgłosić się po nią do szkoły. Rozgoryczony nastolatek postanowił udowodnić nauczycielom, że urządzenia mobilne takie jak smartfony i tablety mogą być efektywnie wykorzystywane w szkole. A nawet więcej - że są – jak jest przekonany – niezbędnym elementem współczesnej edukacji. Opublikowane przez Travisa na YouTube[2] nagranie video, w którym opowiada jak zamierza zrewolucjonizować amerykańską edukację przy pomocy technologii mobilnych, wywołało duże zainteresowanie, szczególnie wśród uczniów. Autor pomysłu otrzymał od rówieśników wiele maili potwierdzających, że uczniowie faktycznie oczekują od nauczycieli istotnych zmian w podejściu do sposobu kształcenia. Poparcie to zachęciło Travisa Allena do utworzenia uczniowskiej inicjatywy typu non-profit, której misją jest ukazywanie jak technologie mobilne mogą pomóc lepiej przystosować edukację XXI wieku do potrzeb współczesnych uczniów. Nie bez racji Allen (obecnie już student Kennesaw State University) założył, że w pierwszej kolejności działania „uświadamiające” należy skierować do nauczycieli. Zaczął więc organizować warsztaty, podczas których członkowie jego zespołu, studenci tej samej uczelni, pokazywali nie tylko jak posługiwać się tabletem czy smartfonem ale przede wszystkim, w jaki sposób wykorzystać te urządzenia do zdobywania nowej wiedzy i umiejętności, czyli po prostu do uczenia się, a także do uczenia innych. Tak powstała inicjatywa o nazwie iSchool, jej oficjalny początek odnotowano w 2011 roku, a już w roku kolejnym zespół ogłosił Digital Learning Revolution i wyruszył w trasę po Stanach Zjednoczonych, proponując edukację mobilną w dosłownym znaczeniu. Specjalnie przystosowany autobus służy równocześnie za mieszkanie dla zespołu, jak i za salę, w której przeprowadzane są warsztaty, poświęcone edukacyjnym zastosowaniom technologii mobilnych. O skali popularności tego przedsięwzięcia może świadczyć mapa trasy jaką pokonali pasjonaci z iSchool podczas tegorocznej DLR Tour [3], a opublikowane nagrania wideo[4]  z  warsztatów potwierdzają zaangażowanie uczestników.

 

Co ma wspólnego wspomniany film z inicjatywą iSchool? Niekoniecznie chodzi tutaj bezpośrednio o „chłopaka ze slumsów” i „dobrze zapowiadającego się biznesmena” (choć Travis pewnie ma szanse nim zostać ;-)). Ważna jest natomiast analogia do tych, „którzy decydują” i tych, którzy „muszą słuchać”. Współczesny uczeń coraz częściej jest zainteresowany decydowaniem o własnej edukacji – o tym czego i jak się uczy. A inicjatywa iSchool pokazuje, że uczeń może także skutecznie uczyć nauczyciela ;-)

 

Zmiana ról może się pojawić w sposób nieoczekiwany jeżeli nie będziemy starać się na nią przygotować. Studenci wcale nierzadko mają w wybranym obszarze wiedzę większą niż nauczyciel. To dość naturalne zjawisko jeżeli wziąć pod uwagę, że na ogół każdy z nas chętniej zgłębia problem, który go fascynuje. Praktyka dowiodła niejednokrotnie, że studenci potrafią przeprowadzić ciekawe zajęcia dla koleżanek i kolegów, jeżeli tylko wiedzą że zostanie to odpowiednio docenione. Warto zatem pozwolić im podzielić się wiedzą, którą zdobyli samodzielnie  – zaistnieć, a nawet zabłysnąć na tle grupy. Nie bójmy się „zamiany miejsc” – lepiej dać na nią świadome przyzwolenie wtedy gdy jeszcze możemy decydować o warunkach, w jakich się odbywa, niż pozwolić na to, aby nas zaskoczyła – wtedy możemy już zupełnie nie mieć wpływu na rozwój sytuacji.

 

 A może ktoś z czytelników tego bloga zechce się podzielić swoimi doświadczeniami wynikającymi z zamiany ról? Zapraszam :)

 

 I jeszcze jedna refleksja – odwiedzając zagraniczne serwisy internetowe poświęcone edukacji łatwo można zauważyć, że na wielu z nich temat wykorzystania urządzeń mobilnych w pracy z uczniami i studentami poruszany jest bardzo często. Przy czym widać dość istotną zmianę podejścia w toczących się debatach – coraz rzadziej pojawia się pytanie o to, czy warto stosować np. iPady w szkole, jego miejsce zastępuje natomiast pytanie o to jak ich używać (i innych podobnych im urządzeń) aby edukacja faktycznie spełniała oczekiwania uczniów. Pomysłów jest coraz więcej ale … serwisy, o których mowa na ogół są angielskojęzyczne i przez to często mało przydatne dla polskich nauczycieli. Czy potrzebujemy zatem naszego rodzimego Travisa?



[1] Trading places (Nieoczekiwana zmiana miejsc), John Landis, 1983

[3] Więcej o wyprawach organizowanych w ramach DRL oraz o całej inicjatywie można przeczytać na stronie http://ischoolinitiative.org/

data dodania: 15.06.2013, komentarzy: 1

Crowdsourcing i e-learning

Marcin Dąbrowski

Mechanizm crowdsourcingu znany jest od dawna, choć sam termin pojawił się dopiero w 2006 r. – za sprawą artykułu Jeffa Howe’a opublikowanego na łamach magazynu „Wired”*. „Zbiorowa mądrość”  czy też „mądrość tłumu” wykorzystywana jest nie tylko to rozwijania takich inicjatyw jak Wikipedia, ale również do rozwiązywania praktycznych problemów oraz zaspokajania potrzeb przedsiębiorstw i instytucji publicznych. Firmy wykorzystują crowdsourcing, pytając swoich klientów o zdanie i prosząc o podpowiedzi służące doskonaleniu produktów bądź usług. Przykładem może być Starbucks, który poprzez serwis MyStarbucksIdea zbiera opinie w zakresie usprawnień oraz pomysły na nowe produkty kawiarni. Z kolei Dell za pośrednictwem serwisu IdeaStorm gromadzi nie tylko propozycje dotyczące doskonalenia jego produktów, ale i pomysły na nowe rozwiązania technologiczne, oferując zgłaszającym możliwość praktycznego wdrożenia ich idei. Proces wykorzystania crowdsourcingu ma zazwyczaj następujący przebieg: firma diagnozuje problem i komunikuje go online, prosi internautów o propozycje rozwiązań, zgłoszone propozycje weryfikowane są zarówno przez firmę, jak i innych internautów (system rankingowy), a następnie najlepsze pomysły nagradza się i przejmuje dla potrzeb praktycznego wdrożenia. Przedsiębiorstwo zyskuje rozwiązanie problemu szybko i niskim kosztem (czasem nawet element nagradzania jest pomijany, dobrą motywacją jest już świadomość współtworzenia marki, realnego wpływu na produkt bądź usługę, które są bliskie internaucie).

 

Typowy, otwarty crowdsourcing ma też swoje słabsze strony. Najczęściej przyciąga rzesze amatorów, którzy interesują się danym tematem i chcą poczuć się specjalistami – aczkolwiek niekoniecznie nimi są. A firmy, szukając rozwiązania naprawdę specjalistycznych problemów, potrzebują ekspertów, którzy niestety mniej chętnie (szczególnie, jeśli są spoza środowiska ICT) angażują się w takie masowe akcje.

 

Rozwiązaniem pośrednim może okazać się zaprezentowanie problemu sprofilowanej grupie osób, budującej swoją specjalizację w danym obszarze. Dobry przykład takiej grupy stanowią studenci – nie tyle nawet wybranego kierunku, ile uczęszczający na konkretne przedmioty specjalizacyjne. Szczególnie cenną grupą mogą okazać się uczestnicy wykładów e-learningowych. Cechy takich zajęć sprzyjają crowdsourcingowi:

  • platforma e-learningowa daje naturalną przestrzeń do pracy ze studentami,
  • kontakt ze studentami jest stały, co umożliwia sprawne przedstawienie problemu i szybkie pozyskanie odpowiedzi,
  • scenariusze zajęć online często bazują na mechanizmach współpracy i współtworzenia, przez co studenci są gotowi do dzielenia się wiedzą, rozwiązywania zadań i studiów przypadku.

By unaocznić potencjał uczelni w tym zakresie, posłużę się przykładem SGH, która w ofercie dydaktycznej ma prawie 50 specjalistycznych przedmiotów e-learningowych, nie licząc setek zajęć uzupełnianych e-learningiem.

 

Warto pokreślić, iż nie tylko środowisko e-edukacyjne jest przyjazne crowdsourcingowi, ale i crowdsourcing niesie ze sobą dużą wartość dodaną dla procesu kształcenia. Zbliża praktykę biznesu do nauki. Wprowadza w dydaktykę praktyczne przypadki i tworzy zasoby wiedzy o najwyższej biznesowej wartości. Wzmacnia ponadto motywację studentów do nauki, ponieważ w ramach realizowanego procesu dydaktycznego mogą oni mieć wpływ na konkretne rozwiązania, usługi i produkty firm.

 

Taka współpraca może przynieść duże korzyści środowisku akademickiemu i praktyce gospodarczej. Nie pozostaje zatem nic innego, jak zachęcać przedsiębiorstwa, aby zgłaszały się do uczelni i rozpoczynały współpracę z nimi, oraz e-nauczycieli, aby nawiązywali indywidualne kontakty z biznesem.

 


* J. Howe, The Rise of Crowdsourcing, http://www.wired.com/wired/archive/14.06/crowds.html.

data dodania: 1.05.2013, komentarzy: 0

3F > 3Z?

Maria Zając

Święta Wielkanocne już tuż tuż, a w drugim dniu świątecznym mamy dodatkowo i Prima Aprilis i Śmigus Dyngus, zatem okazji do żartów i psot pod dostatkiem. Dlatego wyprzedzając nieco kalendarz chciałabym zaproponować czytelnikom tego bloga zmierzenie się z zadaniem matematycznym sformułowanym w tytule niniejszego postu. Można je potraktować jak prima aprilisowy żart ale wbrew pozorom zadaję to pytanie całkiem serio.

 

Ta nierówność ma dwie niewiadome więc pewnie większość z nas pamięta ze szkoły, że takiego zadania rozwiązać się nie da. Mimo to jednak spróbujmy. Dla zachęty dodam dwie wskazówki.

 

Wskazówka 1:

Do rozwiązania zadania należy wykorzystać metodę podstawiania

 

Wskazówka 2:

Z to nie jest tak naprawdę niewiadoma lecz skrócony zapis zasady stosowanej przez wielu uczniów i studentów

 

Co zatem otrzymamy?

3Z to: zakuć, zdać, zapomnieć.

To prawa strona nierówności, a co z lewą?

 

Metodą dedukcji dochodzimy do stwierdzenia, że tu pewnie też należy zastosować podstawienie, ale jakie? Ja jeszcze cztery dni temu nie wiedziałabym jak należy rozumieć te 3 „f”, ale dokształciłam się podczas konferencji, która miała miejsce ostatnio w Krakowie. Jej tematem przewodnim było hasło: Jakość edukacji czy/i jakość ewaluacji? Odpowiedzialni nauczyciele.

Konferencja jest jednym z wydarzeń organizowanych w ramach projektu poświęconego wzmocnieniu efektywności systemu i nadzoru pedagogicznego i oceny jakości pracy szkoły. W trakcie czterodniowych obrad zastanawiano się nad tym, jakie czynniki warunkują dobrą jakość pracy szkoły i jak tę jakość oceniać.

W ramach jednego z wystąpień pojawiło się właśnie owo 3F, które prelegent (Witold Kołodziejczyk[1]) rozwinął w : fun, friends, feedback  czyli zabawa, przyjaciele i (natychmiastowa) informacja zwrotna.  Tak określane jest pokolenie współczesnych uczniów. Podczas sesji, której trzon stanowiło wspomniane wystąpienie próbowaliśmy się zastanowić nad tym, jakie cechy charakteryzują  współczesnego ucznia i w jaki sposób szkoła powinna zareagować na zmianę tych cech. Badania prowadzone przez prof. Barbarę Fatygę [2]wśród uczniów wykazały, że pierwszym źródłem informacji dla nich są właśnie rówieśnicy (koledzy, przyjaciele). Na drugiej pozycji pojawił się Internet. A na którym miejscu jest szkoła? 

 

Nasuwa się zasadnicze pytanie – czy pokolenie 3F zapomni o starej zasadzie 3Z?  Proste zastąpienie  starej zasady przez nową nie jest możliwe, gdyż każda z nich ma inną rolę, dlatego też w tytule pojawił się umownie znak większości, jednakże warto się zastanowić czy zachodzi związek pomiędzy dwiema stronami tej nierówności? Czy to, że młodzi ludzie najchętniej funkcjonują w środowisku rówieśników, licząc na dobrą zabawę i szybką informację zwrotną (poprzez wpis na facebooku, sms czy odpowiedź w komunikatorze) może zostać wykorzystane przez szkołę m.in. po to by straciła na znaczeniu zasada 3Z? Na razie istotnych zmian nie widać. Raczej skłonna jestem twierdzić, że pokolenie 3F stosuje 3Z równie chętnie jak ich starsi koledzy, którzy nie znali „fejsa” i nie używali smartfonów. Niedawno znajoma gimnazjalistka powiedziała mi, że w szkole jest nudno i chodzenie do szkoły to strata czasu. Zapytałam więc podczas konferencji w Krakowie uczestniczących w niej nauczycieli i dyrektorów jak to jest z tą szkołą – gdzie i kiedy znika naturalna ciekawość dziecka i skłonność do poznawania świata, co sprawia że młodzi ludzie zamiast poszukiwać podczas lekcji, w bibliotece, w podręczniku, w Internecie odpowiedzi na nurtujące ich pytania wolą zapytać na Facebooku: Kto już zrobił zadanie? Kto zna odpowiedź? Dlaczego uczeń/student nie interesuje się tym jak należy rozwiązać problem sformułowany w zadaniu tylko ważne jest dla niego aby wynik był poprawny? Ilu nauczycieli przyjmuje z zadowoleniem stwierdzenie ucznia „wyszło mi”, nie drążąc tematu czy uczeń wie dlaczego rozwiązanie jest takie, a nie inne? Gdy powiedziałam niedawno moim studentom, że mnie nie satysfakcjonuje to, iż udało im się przetworzyć prosty dokument w języku XML, ale chciałabym aby potrafili odpowiedzieć na pytanie jakie są konsekwencje takiego a nie innego przekształcenia tegoż dokumentu usłyszałam wtedy stwierdzenie:  ale nikt do tej pory tak nas nie uczył.  

 

Zatem na razie tytułowa nierówność pozostaje nierozwiązana. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak, a nie inaczej uczymy w polskiej szkole pozostawiam czytelnikom tego postu, ale jeżeli ktoś zachce podzielić się swoją opinią na temat tego, co zrobić aby 3F charakteryzujące współczesnych uczniów służyło również uczeniu się to zachęcam do publikowania komentarzy.

 

Pozdrawiam Wielkanocnie

Maria Zając



[1] treść prezentacji Witolda Kołodziejczyka, jak również innych prelegentów można znaleźć na stronie konferencji: http://www.npseo.pl/action/subsite/konferencja2013-prezentacje

[2] Informacje te pochodzą z badań pt. Badania stylów życia młodzieży warszawskiej 2008r.”, prowadzonych przez prof. Barbarę Fatygę z Ośrodka Badan Młodzieży UW.

data dodania: 29.03.2013, komentarzy: 0

Cyfrowa szkoła... akademicka

Marcin Dąbrowski

 

Z początkiem stycznia MNiSW upubliczniło projekt rozporządzenia w sprawie dotacji przedmiotowych do podręczników akademickich. Nowa odsłona regulacji w tym obszarze może znacząco wspomóc w rozwoju branżę cyfrowych wydań podręczników. Ministerstwo zakłada możliwość dofinansowania najlepszych pierwszych wydań krajowych podręczników, pierwszych polskich wydań zagranicznych podręczników oraz wznowień wybitnych podręczników akademickich. W przypadku pierwszych wydań dotacja będzie mogła być udzielona zarówno na publikację w formie papierowej, jak i elektronicznej. Co znaczące, Ministerstwo zakłada, iż w przypadku wznowień podręczników dofinansowanie otrzymają jedynie ich wersje elektroniczne!

 

Sektor podręczników akademickich na polskim rynku nie jest szczególnie dochodowy, publikacje wydawane są przeważnie w nakładach kilkuset egzemplarzy. Z tej też przyczyny dotacje MNiSW (łącznie przeszło 8,5 mln rocznie) mają duży wpływ na rentowność takiej działalności. Dofinansowanie może sięgnąć 50 proc. kosztów wyliczonych z 80 proc. kosztów nakładu handlowego (w przedziale 300-1000 egz.), z uwzględnieniem wynagrodzenia autora i ewentualnie tłumacza, oraz 15 proc. bezpośrednich kosztów wydawcy związanych z danym podręcznikiem.

 

Dodatkowo, wspierając cyfryzację, Ministerstwo chce wymusić przekazywanie przez dotowanych nie tylko pliku PDF z treściami podręcznika do zbiorów Biblioteki Narodowej, ale również nakazać dokonywanie konwersji pliku elektronicznego podręcznika do formatów umożliwiających odczyt za pomocą komputera, czytników e-booków lub innych mobilnych urządzeń oraz umieszczanie takich plików na platformach w internecie. MNiSW chce równocześnie zapewnić pokrycie pełnych kosztów takiej konwersji. Na tę chwilę Ministerstwo nie wyjaśnia jednak, jaki byłby cel umieszczania cyfrowych wydań wszystkich dotowanych podręczników akademickich na internetowych platformach typu repozytorium, ani też ewentualnych zasad udostępniania przez wydawnictwa publikacji tego typu. Nie jest również jasne, jak byłyby wykorzystywane pliki PDF kierowane do zbiorów Biblioteki Narodowej. Sytuacja, w której Biblioteka Narodowa dzieliłaby się tymi plikami z innymi publicznymi bibliotekami w Polsce – celem ich udostępniania wszystkim zainteresowanym, mogłaby skutecznie zniechęcić zagranicznych autorów, obawiających się o ochronę swoich praw, do wydawania przekładów na naszym krajowym rynku. Mogłoby to znacząco utrudnić dostęp studentów do najlepszych światowych podręczników – oczywiście dotyczy to tych publikacji, w przypadku których rachunek ekonomiczny wydania wymuszałby starania o dotację Ministerstwa.

 

Trwają konsultacje społeczne dotyczące niniejszego projektu. Pomimo negatywnych opinii wydawców należy trzymać kciuki, aby kierunek proponowanych zmian został utrzymany. Te są konieczne! Obecnie obowiązujące rozporządzenie z 2006 roku zakłada dofinansowywanie podręczników papierowych, a nagradzaną (bonusowymi stawkami dotacji) formą innowacji są... CD-ROMy, również te z treściami statycznymi.

data dodania: 16.01.2013, komentarzy: 0