Ruch na rzecz wolnego dostępu do publikacji naukowych

Maria Zając

Czy wdrażanie koncepcji Otwartych Zasobów Edukacyjnych obejmuje również swobodny dostęp do artykułów naukowych publikowanych w prestiżowych czasopismach? Ich wydawcy, tacy jak holenderski gigant Elsevier nie akceptują postulatów środowiska naukowego, którego przedstawiciele twierdzą, że pobieranie opłat za dostęp do publikacji naukowych jest nieuczciwe. Argumentują tym, że to właśnie uczelnie na ogół finansują prowadzenie badań naukowych, następnie autorzy publikacji opisujących badania i ich wyniki ponoszą koszty wydania artykułu, a i tak później uczelnia musi zapłacić wydawnictwu za dostęp do już opublikowanych badań. Takie praktyki, możliwe dzięki przejmowaniu praw autorskich do publikacji przez wydawców, są zdaniem akademików niedopuszczalne i znacznie ograniczają swobodną wymianę informacji naukowej.  Zainicjowany w 2014 roku projekt DEAL stanowi obecnie konsorcjum kilkuset uczelni i bibliotek niemieckich, które podjęły wspólną inicjatywę, mającą na celu wynegocjowanie otwartego dostępu do artykułów publikowanych w czasopismach naukowych Elseviera. Potentat wydawniczy skutecznie opiera się naciskom, co oznacza, że od początku 2017 roku spora rzesza niemieckich naukowców nie będzie miała dostępu do publikacji tego wydawcy. Partnerzy konsorcjum konsekwentnie odmawiają uiszczenia opłat za dostęp do czasopism, postulując przyjęcie nowego modelu wydawniczego, który zakłada, że biblioteki uniwersyteckie będą kupować roczne licencje u wydawcy, w ramach których autorzy z danej uczelni będą mogli już bez dodatkowych opłat publikować swoje prace i udostępniać je na zasadach otwartych. W tym modelu zasadniczo zmienia się rola wydawcy, który przestaje być właścicielem praw autorskich, czerpiącym z tego tytułu profity, a staje się dostawcą pakietu usług, takich jak przygotowanie publikacji do druku (w tym proces recenzji) oraz usługa udostępniania i dystrybucji publikowanych treści.

 

Niemieckie konsorcjum nie jest jedyną inicjatywą, która w imieniu środowiska akademickiego negocjuje z wydawcami warunki otwartego dostępu do publikacji naukowych. Podobne działania są prowadzone również w Finlandii przez konsorcjum FinELib, i przez brytyjską grupę JISC Collections, aczkolwiek postulaty zgłaszane przez konsorcjum DEAL są najbardziej radykalne i jak na razie (grudzień 2016) są odrzucane przez wydawcę, który jednakże deklaruje możliwość dalszych negocjacji na początku 2017 roku. Trudno obecnie przewidzieć jak zakończą się te negocjacje, jednak z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że podobne postulaty będą zgłaszane także przez inne ośrodki i konsorcja akademickie, jako że swobodny przepływ informacji wydaje się być jednym z podstawowych wymagań współczesnej nauki.

 

Opracowano na podstawie artykułu: Thousands of German researchers set to lose access to Elsevier journals, opublikowanego na łamach magazynu Science przez Gretchen Vogel w dniu 22.12.2016 r. Pełny tekst dostępny jest na stronie: Sciencemag.org

data dodania: 28.12.2016, komentarzy: 0

Świąteczny MOOC

Maria Zając

W świąteczno-noworocznym nastroju chciałabym zaproponować czytelnikom tego bloga przyjrzenie się bliżej inicjatywie, która wydaje się tylko zabawą, jednak w rzeczywistości ma całkiem konkretny i poważny cel: wspieranie rozwoju kompetencji dydaktycznychi kadry akademickiej.

 

Co to za inicjatywa? Z pozoru nic szczególnego, można ją streścić w jednym zdaniu: Poznaj 12 aplikacji w 12 dni. Chodzi o pomysł kursu online, otwartego dla każdego, chyba jeszcze nie masowego, choć niektórzy nazywają go MOOC. Aby brzmiało bardziej zachęcająco nazwano go: The 12 Apps of Christmas nawiązując do popularnej w kulturze anglosaskiej bożonarodzeniowej piosenki dla dzieci The 12 days of Christmas. Opowiada ona o 12 prezentach, otrzymywanych przez bohaterkę piosenki przez 12 kolejnych dni okresu Bożego Narodzenia[1]. Analogicznie omawiany kurs trwa przez 12 kolejnych dni roboczych i każdego dnia uczestnikom kursu prezentowana jest jedna aplikacja, którą warto wykorzystać w uczeniu się lub nauczaniu. Kurs adresowany jest zarówno do studentów, jak i do nauczycieli.

 

W sieci można znaleźć informacje o dwóch takich kursach z 2014 roku – jeden oferowany przez Regent’s University London, a drugi w tym samym czasie został udostępniony przez Dublin Institute of Technology.  W roku 2015 nie tylko obie instytucje kontynuowały pomysł, oferując nowe zestawy aplikacji, ale znaleźli się też naśladowcy z innych uczelni, a konkretnie z University of West London oraz Anglia Ruskin University. Każda z uczelni przyjęła nieco inną koncepcję realizacji kursu, ale cechą wspólną każdego z wydań jest ułatwienie kadrze dydaktycznej uczelni poznania w szybki i prosty sposób użytecznych aplikacji edukacyjnych.

 

Zwykle autorzy kursów reklamują, że poznanie danej aplikacji nie zajmie więcej niż 10 minut w ciągu dnia. Wszystko zależy oczywiście od tego co będziemy rozumieć pod pojęciem „poznanie”, ale faktem jest, że większość z tych kursów to stosunkowo łatwy sposób na to, aby nie tylko dowiedzieć się o nowych aplikacjach, ale też uzyskać cenne wskazówki jak efektywnie wykorzystać daną aplikację podczas zajęć ze studentami lub w ramach pracy własnej.  Oczywiście, jak to w życiu, gusty są różne i nie każda niespodzianka będzie jednakowo atrakcyjna dla wszystkich, ale spośród 12 propozycji na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Oto kilka niespodzianek, które dla mnie były szczególnie interesujące: Slack, RefMe, Periscope, Aurasma, Cogi oraz Thinglink. Wśród nich nowinką z 2015 roku jest Periscope (aplikacja nr 5 wśród prezentowanych przez zespoł z University of West London) – aplikacja, która łączy w sobie możliwości mediów społecznościowych i streamingu na żywo. Jej użytkownicy mogą udostępniać w czasie rzeczywistym nagrywany przez siebie obraz wideo każdemu, kto jest w danym momencie zalogowany do aplikacji.

 

To tyle tytułem zachęty – po więcej informacji odsyłam do mojej interaktywnej ilustracji :) Powstała przy użyciu kolejnej aplikacji, o której dowiedziałam się z kursu 12 Apps of Christmas w wydaniu University of West London. Jest nią Thinglink. Do czego służy? Zapraszam do obejrzenia. Ujawnię tylko, że podany link umożliwi dotarcie do wszystkich źródeł wymienionych w tym poście.

 

A swój post zakończę pytaniem/propozycją: może warto pomyśleć o przeszczepieniu tego pomysłu na polski grunt? Nie ma zapewne nic odkrywczego w stwierdzeniu, że nauczyciele akademiccy w Polsce również potrzebują podpowiedzi i pomocy w zakresie ciekawych rozwiązań wspomagających dydaktykę.

 

Zapraszam zatem do współtworzenia polskiej wersji kursu 12 Apps – propozycje aplikacji można zgłaszać na adres mailowy kontakt@eduaplikacje.eu. Autorzy najciekawszych propozycji zostaną zaproszeni do współpracy przy tworzeniu polskiego gwiazdkowego MOOC w 2016 roku.

 

[1] Okres Bożego Narodzenia to w kulturze anglosaskiej 12 dni poczynając od 25 grudnia do wigilii święta Trzech Króli czyli do 5 stycznia. W Polsce zwyczajowo ten okres trwa aż do 2 lutego.

data dodania: 2.01.2016, komentarzy: 1

Cykl życia e-learningu

Marcin Dąbrowski

Przed nami kolejny rok akademicki, kolejne wykłady online i wykłady stacjonarne obudowane materiałami e-learningowymi. Na wielu uczelniach z każdym rokiem coraz więcej studentów korzysta z e-edukacji, są też takie ośrodki, w których można zauważyć spowolnienie dynamiki rozwoju oferty bądź zainteresowania nią studentów. Warto zastanowić się, w jakim stadium rozwoju jest e-learning w Polsce – zarówno z perspektywy całego szkolnictwa wyższego, tj. wszystkich uczelni, które stosują metody i techniki kształcenia na odległość, jak i z perspektywy indywidualnych ośrodków akademickich. W ocenie tej pomocne mogą być koncepcje cyklu życia produktu i technologii, a dokładnie próba ich przełożenia na fazy rozwoju działalności e-learningowej. Możemy przyjąć następujący kształt cyklu:

  • Faza I (wprowadzenie): rozpoczęcie działalności e-learningowej. Okres stosunkowo dużych nakładów pracy, wysokich kosztów i małej skali działalności, dominuje praca koncepcyjna oraz popularyzacyjna.
  • Faza II (wzrost): wzrost działalności e-learningowej. Tempo rozwoju działalności jest wysokie. Ponoszone są duże nakłady na przygotowanie i realizację zajęć e-learningowych, jak również na popularyzację e-edukacji (w przypadku tych ostatnich ocena skuteczności jest coraz trudniejsza). Wzrasta liczba użytkowników, a wraz ze skalą działalności rosną koszty utrzymania.
  • Faza III (dojrzałość): dojrzałość i nasycenie rynku. Na rynku pojawiają się pierwsze sygnały nasycenia, dynamika rozwoju działalności zmniejsza się. Zakres i skala działalności osiągają maksimum i stabilizują się.
  • Faza IV (schyłek): zmniejszenie działalności e-learningowej i schodzenie z rynku. Skala działalności zmniejsza się. Zmniejsza się również efektywność kosztowa. Czynione są starania, aby zminimalizować koszty utrzymania działalności. Uwaga skupia się na najistotniejszych jej obszarach. Rozważane jest minimalizowanie aktywności e-learningowej lub wycofanie się z niej.

Warto podkreślić, iż cykl ten może być powtarzany lub rozpoczynany ponownie, zależnie od przyjętej strategii rozwoju uczelni bądź całego sektora oraz takich bodźców, jak zmiana przepisów prawnych czy obszarów priorytetowych w unijnych programach operacyjnych. Ocenę, w jakim stadium rozwoju jesteśmy – zarówno z perspektywy uczelni, jak i całego środowiska oraz w jakim stadium chcielibyśmy być – pozostawiam Czytelnikom :)

data dodania: 4.09.2015, komentarzy: 0

Magia technologii?

Maria Zając

Wprawdzie za oknem dopiero od niedawna wiosna ale od czego jest wyobraźnia? Z jej pomocą łatwo przeniesiemy się na słoneczną Florydę, gdzie właśnie zamierzamy spędzić urlop, a jego istotnym elementem będzie wizyta w Disneylandzie. Pójdźmy o krok dalej i wyobraźmy sobie, że jesteśmy w posiadaniu magicznej różdżki, która zaczyna działać gdy tylko dotrzemy do Orlando. Po zaparkowaniu naszego samochodu możemy przesiąść się do specjalnego pojazdu, który zawiezie nas prosto do hotelu, nie trzeba nawet troszczyć się o bagaż, który dotrze tam w ślad za nami, do naszego pokoju. Bez zbytecznej zwłoki kierujemy się do bramy prowadzącej do świata marzeń. Po długiej podróży warto się posilić – wybieramy stolik i jak za dotknięciem magicznej różdżki za chwilę staje przy nas uśmiechnięta hostessa z tacą pełną smakowitych dań. Przez moment zastanawiamy się skąd wiedziała, przy którym stoliku siedzimy – owszem, ulubione dania zamówiliśmy jeszcze z domu, wraz z zakupem biletów ale przecież nikomu nie zgłaszaliśmy numeru wybranego stolika, nie było też przy nas kelnera … zatem magia? Oczywiście twórcom i projektantom tego idealnego (?) świata zależało abyśmy tak właśnie myśleli, ale w rzeczywistości za całą tę magię odpowiadają setki serwerów i tysiące czujników, które przekształcają teren parku w gigantyczny komputer – przetwarzający wielkie ilości danych na temat tego, w którym miejscu parku jesteśmy, co robimy i czego pragniemy. Ten skomplikowany system zbudowano wyłącznie po to, aby spełniać nasze życzenia i uczynić nasze życie przyjemniejszym. Tylko czy aby na pewno?

 

Twórcy tego magicznego imperium [1] długo i dokładnie analizowali różne aspekty wykorzystania zarówno tzw. wearable technologies, jak i popularnych serwisów z Facebookiem i Google Maps na czele. W szczególności zauważyli oni, że technologie bardzo szybko stają się dla nas niezauważalne jeżeli spełniają nasze oczekiwania i zaspokajają nasze potrzeby. To jedno z podstawowych założeń leżących o podstaw koncepcji Magicband – magicznej opaski, której zadaniem jest maksymalnie sprawne poprowadzenie nas przez świat atrakcji Disneylandu. Nie musimy się o nic martwić, nigdzie czekać, nawet (przez chwilę!) możemy zapomnieć o kosztach tej niezwykłej wyprawy, gdyż z opaską skojarzony jest także numer naszej karty kredytowej ….

 

Przenieśmy się teraz do Londynu, gdzie w dniach 10-11 marca odbywał się Wearable Technology Show 2015. Jeremy Cowan w relacji z imprezy [2] opisuje liczne przykłady rozwiązań technologicznych, których zadaniem jest wspieranie zarówno osób prowadzących aktywny tryb życia i uprawiających różnorodne sporty, jak i chorych wymagających ciągłego monitorowania czynności życiowych oraz precyzyjnego i regularnego podawania leków. Autor artykułu przytacza prezentowane podczas londyńskich targów wyniki analiz rynkowych, z których wynika, że rynek „wearables” rośnie bardzo dynamicznie i przewiduje się, że do roku 2019 może on osiągnąć wartość 53,2 miliarda dolarów, co oznacza ponad dziesięciokrotny wzrost w stosunku do kwoty 4,5 miliarda w 2014 roku. Cowan idzie nawet o krok dalej i zapowiada, że nadchodzi epoka, którą nazywa „Internet of the senses” i podaje liczne przykłady rozwiązań opartych na najróżniejszych czujnikach i miernikach. Czyżby rzeczywistość zaprojektowana przez twórców Star Treka miała wkrótce stać się naszym udziałem?

 

Wydaje się, że nowoczesne technologie otwierają przed ludzkością możliwości, jakich nie było nigdy dotąd. Są tworzone po to by służyć człowiekowi, zaspokajać jego potrzeby a nawet pragnienia. Niewątpliwie skala osiągnięć współczesnego człowieka jest imponująca.

Na zakończenie spójrzmy jednak na jeszcze jeden wymiar tej tak powszechnej obecności technologii w naszym życiu. Opisano go w artykule zatytułowanym The brain in your pocket. Evidence that smartphones are used to supplant thinking [3]. Naukowcy z Uniwersytetu Waterloo w Kanadzie zbadali 660 osób pod kątem ich umiejętności w zakresie myślenia analitycznego, dedukcji oraz zdolności skutecznego rozwiązywania problemów w zestawieniu z częstością korzystania przez nich ze smartfonów i za ich pośrednictwem z internetu. Badania wykazały, że osoby które często korzystają z „inteligentych technologii kieszonkowych” wykazują wyraźnie słabszą zdolność myślenia analitycznego i tendencję do poszukiwania gotowych rozwiązań „w telefonie”. Jak sami badacze zaznaczają jest to dopiero początek badań nad wpływem tych technologii na naszą inteligencję i nasze mózgi, jednak jak podkreślają ważne jest dokładne przeanalizowanie obserwowanych zjawisk zanim technologie zintegrują się z naszym życiem na tyle mocno, że nie będziemy w stanie wyobrazić sobie życia bez nich.

 

[1] Disney’s $1 Billion bet in Magical Wristband, Wired (10.03.2015), 

[2] The ‘Internet of the Senses’ is on the horizon at Wearable Technology Show 2015, m2m now (5.03.2015)

[3] http://www.sciencedaily.com/releases/2015/03/150305110546.htm, pełna treść artykułu dostępna jest w serwisie ScienceDirect

 

data dodania: 29.03.2015, komentarzy: 0

Miliard na edukację wyższą

Marcin Dąbrowski

W połowie grudnia Komisja Europejska zatwierdziła długo oczekiwany Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój (PO WER). Długo oczekiwany, ponieważ – zgodnie z planami, o których pisałem w listopadzie 2013 r. – miał zostać wprowadzony już do praktycznej realizacji jesienią ubiegłego roku. Cały Program składa się z sześciu osi priorytetowych i łącznego budżetu w wysokości blisko 4,7 mld złotych. Podział środków na kluczowe obszary prezentuje poniższy wykres.

 

 

Źródło: http://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/media/971/wykres_POWER.jpg

 

 

Choć trudno przecenić wagę całego Programu dla rozwoju społecznego i gospodarczego, warto pokreślić, iż na same cele szkolnictwa wyższego przeznaczono miliard złotych. Środki te podzielone zostaną na cztery cele szczegółowe osi, tj.

  1. podniesienie kompetencji osób uczestniczących w edukacji na poziomie wyższym, odpowiadających potrzebom gospodarki, rynku pracy i społeczeństwa;
  2. zwiększenie jakości i efektywności kształcenia na studiach doktoranckich;
  3. poprawę dostępności międzynarodowych programów kształcenia dla osób uczestniczących w edukacji na poziomie wyższym (z Polski oraz dla cudzoziemców);
  4. wsparcie zmian organizacyjnych i podniesienie kompetencji kadr w systemie szkolnictwa wyższego.

dokumentacji PO WER trudno doszukać się postawienia wprost na rozwój programów kształcenia na odległość (o skutkach czego – zarówno dla tego programu, jak i drugiego z przygotowywanych, tj. Polska Cyfrowa – pisałem we wspomnianym już tekście: http://www.e-mentor.edu.pl/blog/wpis/id/64). Warto jednak zauważyć, iż Ministerstwo w typach projektów dla celu „Wsparcie zmian organizacyjnych i podniesienie kompetencji kadr w systemie szkolnictwa wyższego” wymienia: działania podnoszące kompetencje dydaktyczne kadr uczelni w zakresie innowacyjnych umiejętności dydaktycznych oraz umiejętności informatycznych, w tym posługiwania się profesjonalnymi bazami danych i ich wykorzystania w procesie kształcenia, prowadzenia dydaktyki w języku obcym, zarządzania informacją.

 

Nie pozostaje nic innego, jak czekać na konkursy MNiSW i agencji wykonawczych, przygotowując wnioski poświęcone m.in. doskonaleniu warsztatu nowoczesnej dydaktyki i e-dydaktyki, jak i umiejętnemu wykorzystywaniu big data do optymalizacji procesów kształcenia.

 

data dodania: 7.01.2015, komentarzy: 0