Jak wynagradzać e-nauczycieli?

Marcin Dąbrowski

Ostatnio na forum Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego pojawił się apel reprezentantki jednego z polskich uniwersytetów o podzielenie się doświadczeniami innych uczelni dotyczącymi wynagradzania nauczycieli za prowadzenie zajęć e-learningowych oraz blended learning. Spłynęły przykłady „aż” z trzech ośrodków akademickich… Brak rozwiązań czy chęci dzielenia się nimi? A może brak rozwiązań godnych podzielenia się? Trudno oczekiwać powszechności e-edukacji w kształceniu akademickim jeśli – po przeszło dekadzie „zaprzyjaźniania się” z e-learningiem – brakuje w tym zakresie dobrych standardów na uczelniach. Daleki jestem od twierdzenia, iż każda aktywność powinna być wyceniania i specjalnie wynagradzana, niemniej jednak jest wiele obszarów, w których trudno oczekiwać rezultatów bez odpowiedniego finansowania. Jeśli uczelnia ma ambicje prowadzenia pełnych wykładów e-learningowych bądź blended, powinna zainwestować w przygotowanie treści dydaktycznych oraz odpowiedni system prowadzenia e-zajęć. W obu przypadkach, wyznaczając kadrze standardy dla zapewnienia odpowiedniej jakości kształcenia, powinna równocześnie wprowadzić adekwatny system wynagradzania. To, co wydaje się oczywistością, w praktyce wielu uczelni uchodzi jeszcze za pieśń przyszłości.

 

Tym, którzy myślą o konstrukcji uczelnianych systemów wynagradzania, warto życzyć, aby nie obawiali się innowacyjnych rozwiązań, bo w końcu o oczekiwaniach innowacyjnej dydaktyki tu mowa. A tym, którzy są zwolennikami drobnych kroków, można polecić kilka dobrych praktyk, tj. wspomniane już wynagradzanie zarówno za przygotowanie treści, jak i prowadzenie zajęć, elastyczne podchodzenie do zasady zrównywania godziny dydaktycznej z godziną do pensum, różnicowanie stawek za przygotowane materiały w zależności od tego, jak bardzo są one złożone, a nawet w zależności od stopnia spełniania wyznaczonych standardów. Godne rekomendacji jest też różnicowanie przeliczników za prowadzenie zajęć – zależnie od liczby studentów, przyjętego scenariusza aktywności online, wykorzystywanych narzędzi oraz – jeśli jest taka potrzeba – zależnie od trybu studiów, na których zajęcia są realizowane. To jedynie podstawowe wskazówki, które być może będą pomocne przy tworzeniu indywidualnych, dostosowanych do potrzeb danej uczelni, systemów wynagradzania.

 

Czy system taki powinien obejmować wszelką e-aktywność na uczelni? Wydaje się, że już nie pora na takie rozwiązania. Musi on określać i zapewniać finansowanie najbardziej złożonych produktów dydaktycznych, które przecież wcale nie muszą dominować w e-learningowej ofercie uczelni. Różne formy dobrowolnego uzupełniania i wspierania zajęć przez indywidualnych wykładowców mogą z powodzeniem obyć się bez specjalnych gratyfikacji. W tym przypadku uczelnia może skupić się na zapewnieniu odpowiedniego wsparcia i środowiska technicznego oraz dążeniu do stworzenia takiego klimatu dla e-edukacji (m.in. z pomocą wyróżnień najlepszych praktyk, okresowych nagród itp.), aby ta stała się dobrem powszechnym, na co dzień towarzyszącym tradycyjnej dydaktyce, chętnie wykorzystywanym przez nauczycieli i jeszcze chętniej przyjmowanym przez studentów :)

data dodania: 23.03.2012, komentarzy: 0

Ja też chcę na Stanford

Maria Zając

Takie pragnienie zrodziło się we mnie po lekturze wpisu na blogu Z AGH na Stanford. Dlaczego? Oczywiście zachęcam do lektury, ale najpierw jednak co nieco wyjaśnię. Pierwszy powód aby poczuć pragnienie wyrażone w tytule to oczywiście chęć nauczenia się czegoś nowego i to w sposób, jaki opisują autorzy bloga. Jest to czwórka młodych naukowców z AGH, którzy wyjechali na Stanford w ramach ministerialnego programu Top 500 Innovators i spędzili tam jeden semestr. W przytoczonym poście (z października 2011 roku) opisali swoje wrażenia związane ze stylem pracy w tej uczelni. Muszę przyznać, że po przeczytaniu tego postu, a później kolejnych zapragnęłam „zobaczyć na własne oczy jak to działa”. To pierwsze pragnienie – przypuszczam, że niestety pozostanie niezaspokojone ;-) Ale jest i drugie – być może bardziej realne :-) Otóż, nie daje mi spokoju myśl na ile w polskich uczelniach (a także w szkołach) dałoby się zastosować takie rozwiązania, jakie funkcjonują w Stanford? Autorzy bloga jednoznacznie wyrazili swoją aprobatę dla takiego podejścia pisząc w jednym z postów (http://zaghnastanford.blogspot.com/2011/10/culture-of-prototyping-czyli-wesoo-i.html): „Czy to w ogóle są studia? Czy to nie jest dziwne? Niewiarygodne? Niedorzeczne? Być może jest to dziwne, ale przede wszystkim SKUTECZNE! Dodajmy, że dostęp do wszystkich pomieszczeń jest bez ograniczeń zarówno dla studentów, wykładowców jak i dla przedstawicieli przemysłu. Okazuje się, że jeżeli stworzymy dobre podłoże do rozwoju to wiedza sama się urodzi! :)”

 

Wszyscy do Stanford wyjechać nie możemy więc może spróbujemy przenieść trochę Stanford do Polski? W kolejnych wpisach na tym blogu będę poszukiwać pomysłów na zmiany w polskiej edukacji, nie na wielkie zmiany systemowe, bo na to raczej wpływu mieć nie możemy, myślę raczej o konkretnych inicjatywach, które pomogą, chociażby drobnymi kroczkami, zmieniać polską edukację. O inicjatywach, które realizowane są bez wielkich nakładów finansowych, regulacji prawnych czy projektów nagłaśnianych w mediach. Oczywiście konieczne są nowe regulacje prawne, potrzebne są ciekawe i mądrze realizowane projekty ale moim zdaniem najważniejszy jest nauczyciel – ten, który pracuje bezpośrednio z uczniami i studentami, to od jego wiedzy, kompetencji ale też i pomysłowości i otwartości na zmianę zależy w dużej mierze sposób kształcenia. Zachęcam do zgłaszania ciekawych przykładów – nauczycieli, którzy wykorzystują nietypowe metody pracy z uczniami lub studentami oraz rozwiązań, które sprawdziły się w szkole lub uczelni i warte są upowszechnienia :-) Sama też będę ich poszukiwać – zresztą trochę już znam :-) – i obiecuję sukcesywnie opisywać na tym blogu.

data dodania: 7.03.2012, komentarzy: 1

Na dobry początek

Marcin Dąbrowski

Ruszamy z blogiem „e-mentora” :) Blog o e-edukacji to miejsce, w którym będziemy dzielić się z Czytelnikami różnorodnymi refleksjami oraz poruszać inspirujące tematy z obszaru szeroko pojętej nowoczesnej edukacji. Wpisy będą dotyczyć zarówno e-learningu, jak i wielu zagadnień mających wpływ na nauczanie i uczenie się. Będziemy omawiać wątki, które odwołują się do wspólnej idei: edukacji XXI wieku.

Blog tworzy zespół osób zbierających doświadczenia zarówno w zakresie organizacji, jak i metodyki. Mam nadzieję, iż prezentowane wypowiedzi spotkają się z zainteresowaniem sympatyków „e-mentora”. Gorąco zachęcam do subskrypcji bloga.

data dodania: 1.03.2012, komentarzy: 0