Nauczyciel = inżynier sytuacji (?)

Andrzej Wodecki

19 listopada, na II Kongresie Rozwoju Edukacji w Warszawie, będę miał przyjemność porozmawiać z zainteresowanymi osobami o tym jak zmieniać system kształcenia tak, by najlepiej przygotować społeczeństwo do funkcjonowania w przyszłości?

W szczególności, wspólnie zastanowimy się nad tym:
- jakie są kluczowe obszary zmian w nauce, technologii i społeczeństwie, które należy wziąć pod uwagę projektując nowy system edukacji?
- jakie będą kluczowe kompetencje w przyszłości?
- jakie cechy powinien mieć system edukacji, aby nie tylko nadążyć za, ale też kreować pozytywne zmiany?

Konteksty najbardziej istotne dla powyższych pytań to m.in.:
- coraz szybsze zmiany w różnych dziedzinach wiedzy i różnych technologiach
- otaczające nas coraz większe ilości informacji, i coraz bardziej inteligentne maszyny karmiące się tymi danymi,
- zmieniające się nie tylko metody pracy, ale też struktury organizacji.
- aby utrzymać tempo rozwoju człowiek musi rozwijać zupełnie nowe umiejętności
(np. zarządzanie obciążeniem poznawczym, inteligencja społeczna czy zmysł projektowania, por. np. http://www.iftf.org/futureworkskills/)

Wielu mędrców zastanawia się nad miejscem człowieka w ekosystemie przyszłości. W naszej rozmowie skupimy się jednak na tym,
jak zmienić system kształcenia, by pomóc społeczeństwu nie tylko nadążyć za zmianami, ale też je kreować.
Nie wiem, jak potoczy się dyskusja. Sam mam kilka obserwacji, którymi z chęcią się podzielę - jedną z nich przedstawiam poniżej.

Jest wiele interesujących książek nt sztucznej inteligencji i jej miejsca na świecie w niedalekiej przyszłości. W jednej z nich Jerry Kaplan („Humans Need Not Apply: A Guide to Wealth and Work in the Age of Artificial Intelligence”, http://www.amazon.com/Humans-Need-Not-Apply-Intelligence/dp/0300213557), przedstawia dość intrygującą (w swojej prostocie) wizję systemu edukacji. Poniżej idea w dużym skrócie.


1. Pracodawcy poszukiwać będą pracowników o ściśle określonych kompetencjach: wiedzy, umiejętnościach, również postawach. Będą ich szukać już wśród młodych, zdolnych studentów.
2. Umowy o pracę podpisywane będą „warunkowo”: ze studentami, którzy nie mają jeszcze kompetencji, ale decydują się podjąć „ryzyko” i w okresie przejściowym pozyskać wymagane kompetencje
3. W efekcie:
- pracodawca podpisze umowę na zatrudnienie młodej osoby na określonych warunkach finansowych pod warunkiem, że osiągnie ona określone w kontrakcie umiejętności. Dodatkową korzyść, jaką odniesie, to ulgi podatkowe (stymulacja sektora publicznego)
- student na konto tej umowy pozyska kredyt edukacyjny
- kredyt ten pozwoli mu pozyskać wymagane kompetencje na rynku edukacyjnym. Tu też pojawi się umowa: student będzie "kupował" ściśle określone umiejętności.

Wizja ta, jeśli się ziści, może mieć ciekawe konsekwencje dla sektora edukacji. Konieczne będzie wypracowanie metod wiarygodnego określania i weryfikacji efektów nauczania, ponieważ będą one przedmiotem finansowego kontraktu trzech stron: pracodawcy, studenta i instytucji edukacyjnej. Zmieni się też w naturalny sposób rola działu kontroli jakości kształcenia: będzie on odpowiadał przede wszystkim za potwierdzenie realizacji tej serii umów.

A jaka będzie w tym wszystkim rola nauczyciela? W jaki sposób będzie musiał „nauczać”, by spełnić wysokie wymagania wszystkich stron? Trudno teraz powiedzieć: w przyszłości pojawi się z pewnością wiele nowych metod nauczania, o których nam się teraz nawet nie śni. Mam tu jednak pewne nowe doświadczenie, które może być pewną wskazówką.

Od jakiegoś czasu uczę się na jednym z „nanodegrees” w udacity.com. Program jest dla mnie na tyle interesujący, że regularnie opłacam „czesne”. W pierwszych dniach mojej nauki przeżyłem jednak lekki wstrząs: okazało się, że praktycznie wszystkie źródła wiedzy, z których korzystam są darmowe. Za co więc płacę? Nauka w programie, w którym uczestniczę, polega na realizacji rozłożonego na kilka miesięcy projektu. Do każdego z etapów mam bardzo precyzyjne wytyczne, w tym kryteria oceny. Mogę też korzystać z (bardzo wartościowych swoją drogą) indywidualnych sesji z „coach’em”. Tylko tyle (kilka kartek MS Word, forum i telekonferencja). I aż tyle (nauka przez praktykę i regularna odpowiedź zwrotna, nie tylko od nauczyciela, ale też od społeczności kursu). Na razie sprawdza się świetnie.

Jaki z tego wniosek dla edukacji? Być może w przyszłości nauczyciel stanie się „inżynierem sytuacji”: jego zadaniem będzie takie zaprojektowanie wyzwania dla studenta i zanurzenie go w takiej sytuacji, która w najlepszy możliwy sposób doprowadzi go do osiągnięcia zamierzonych celów dydaktycznych. Przy założeniu, że wiedza jest ogólnie dostępna. I (zdecydowanie trudniejszym), że dana sytuacja spowoduje wykształcenie u niego oczekiwanych umiejętności.

Serdecznie zapraszam do dyskusji: on-line i w Warszawie

Data dodania: 12.10.2015

Andrzej Wodecki

Dr nauk fizycznych (fizyka teoretyczna), absolwent MBA (University of Central Lancashire, UK). Dyrektor Polskiego Uniwersytetu Wirtualnego oraz Uniwersyteckiego Centrum Zdalnego Nauczania i Kursów Otwartych Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Członek Zarządu Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego. Inicjator i koordynator wielu polskich i międzynarodowych projektów z zakresu społeczeństwa informacyjnego. Konsultant w zakresie wdrożeń systemów informacyjnych biznesu w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi i e-learning. Wieloletnia praktyka szkoleniowa w zakresie systemów IT w zarządzaniu, e-biznesu i marketingu internetowego.