MOOC – czy możemy konkurować?

Wojciech Zieliński

Ostatnio uczestniczyłem w dwóch wydarzeniach, na których omawiane były MOOC. We wrześniu mieliśmy w SEA seminarium poświęcone temu tematowi. Jego konkluzje były raczej optymistyczne. MOOC w naszych uczelniach jest możliwe. Co prawda nadal występują przeszkody biurokratyczne i niechęć dużej części kadry akademickiej do e-learningu, ale obniżają się bariery technologiczne przygotowania dobrych materiałów dla MOOC. Coraz szersza dostępność profesjonalnego sprzętu i oprogramowania audio-video, łatwość ich użycia przez nieprofesjonalistów oraz malejący koszt sprawiają, że przeciętny nauczyciel już dziś jest w stanie samodzielnie przygotować materiały do MOOC o niezłej jakości. Doświadczenia osób biorących udział w takich kursach pokazują także, że w MOOC następuje odwrót powszechnego jeszcze niedawno sposobu tworzenia e-kursów. Akcent zdecydowanie zostaje położony na treść, która ma być ciekawa, inspirująca i dobrze przedstawiona, e-learningowe aspekty metodyczne schodzą na dalszy plan.

W odmienny, pesymistyczny nastrój, wprawiły mnie konkluzje z dwóch sesji X Konferencji „Rozwój e-edukacji w ekonomicznym szkolnictwie wyższym” w Poznaniu. Występujący jako pierwszy prof. Witold Abramowicz zakończył swój wykład przygnębiającymi tezami:

  • „uczelnie nie uwzględniając w kryteriach awansowych skuteczności dydaktycznej, nie działają w swoim żywotnym interesie”,
  • „skuteczne tworzenie i wykorzystywanie nowoczesnych technologii dydaktycznych nie sprzyja awansowi akademickiemu”.

W efekcie e-learning i MOOC w Polsce praktykują jedynie pasjonaci niemający z tego żadnych zawodowych korzyści.

Konferencję zamykała sesja „100 pytań do Dominika Batorskiego” a jej tematem również były MOOC. Uczestnicy dyskusji w zasadzie nie znaleźli odpowiedzi na pytanie czy i czym polskie uczelnie mogą konkurować na globalnym rynku MOOC. W projekcjach przyszłości przeważał pogląd, że należy ona do najbardziej rozpoznawanych marek – Stanford, Harvard czy MIT, a lokalne uczelnie, w tym polskie, zostaną sprowadzone do roli ośrodków dydaktycznych pomagających studentom zdobywać tam dyplomy. Taki model przyszłego szkolnictwa wyższego dotyczy, zdaniem dr. Batorskiego, przede wszystkim tych dziedzin, w których dominuje standardowa, powszechnie uznawana wiedza.

Pisząc o MOOC, zazwyczaj przywołuję własne doświadczenie uczestnictwa w kursie „Introduction to databases” na Stanford University. Na YouTube znalazłem nagrania twórczyni kursu - prof. Jennifer Widom pochodzące z jego edycji z 2011 roku, na których odpowiada na pytania słuchaczy i komentuje przebieg kursu. W pierwszym nagraniu Widom opisuje historię kursu. Jego początki są zupełnie niezwiązane z kursami otwartymi, ale ze zmianami w nauczaniu na Stanfordzie. Po latach prowadzenia wykładów, które w dodatku były na tej uczelni nagrywane i udostępniane później studentom, zdecydowano je zlikwidować i zastąpić nagraniami w sieci. Zajęcia w uczelni mają odtąd bardziej aktywne i angażujące formy. Powstałe na potrzeby wewnętrzne nagrania Widom postanowiła uzupełnić o materiały do ćwiczeń i udostępnić w otwartym dla każdego repozytorium w internecie. Jak twierdzi, opracowanie całości – nagrań i materiałów dodatkowych zajęło jej ok. 6 miesięcy. Zainteresowanie repozytorium nie było jednak wielkie, dlatego zdecydowano się na kolejny krok – wykorzystanie materiałów w MOOC. Wymagało to stworzenia całej organizacji kursu oraz oprogramowania do udostępniania materiałów, prowadzenia prac sprawdzających a także dyskusji uczestników. MOOC stał się punktem przełomowym. Podczas gdy z otwartego repozytorium skorzystało ok. 1200 osób, to na edycję kursu w 2011 roku zapisało się ich 80.000. Z ciekawostek można przytoczyć fakt, że portal, na którym prowadzona była ta edycja, ze wszystkim koniecznymi narzędziami, stworzyło od podstaw 4-5 studentów w ciągu jednego miesiąca. Do prowadzenia kursu nie użyto żadnych komercyjnych rozwiązań.

Ten przykład potwierdza przytoczone wyżej tezy z seminarium SEA i konferencji w Poznaniu. Jeden profesor z kilkuosobowym zespołem, w większości składającym się ze studentów, jest w stanie opracować kurs dla kilkudziesięciu tysięcy słuchaczy. Ale punktem wyjścia dla MOOC Widom była skuteczność dydaktyczna. Po to by ją uzyskać na tradycyjnych studiach powstał produkt cyfrowy – nagrania wykładów, dla którego następnie zaczęto poszukiwać różnych nowych zastosować, aż znaleziono model MOOC, który okazał się „strzałem w 10” w skali globalnej. Zapewne Widom nie spotkał żaden awans akademicki w związku z jej MOOC, ale jest on rozpoznawalny globalnie. Pewnie wkrótce dowiemy się o kolejnym kroku zmierzającym do monetyzacji zdobytej pozycji.

Czy „Introduction to databases” polskiej uczelni mogłoby konkurować z kursem Widom? Uważam, że skoro studenci informatyki UW czy UJ pokonują swoich kolegów ze Stanfordu w światowych konkursach informatycznych, to chyba jest coś unikalnego w naszym nauczaniu informatyki, co można „sprzedać”. Jak wykazałem powyżej, nie jest do tego potrzebny żaden specyficzny „MOOC-owy” know-how.

Data dodania: 23.12.2013

Komentarze do wpisu:

Witam,

i dzięki za optymizm. Tylko jedna uwaga: istotnym czynnikiem w globalizacji MOOC'a jest język: amerykanom z ich angielskim jest pod tym względem łatwiej. Ale z drugiej strony Polska to kraj o ponad 30 mln populacji > z pewnością jest więc miejsce na MOOC po Polsku.

Wesołych Świąt :)

Andrzej

Wojciech Zieliński

Członek Zarządu Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego, członek Komitetów Doradczych eLearning Papers oraz Online Educa w Berlinie. Prezes Zarządu MakoLab S.A. Zarządzał wieloma projektami e-learningowymi, w tym studiami online na platformie Polskiego Uniwersytetu Wirtualnego oraz E-egzaminem 2008. Jego zainteresowania koncentrują się wokół wykorzystania technik informacyjnych w uczelniach. Prowadzi działalność doradczą i jest autorem wielu publikacji z tego zakresu.