Bańki, które zabijają

Andrzej Wodecki

Bańki, które zabijają

Brzmi groźnie, i tak ma być :). Tym razem będzie o tym, w jaki sposób Internet zabija naszą innowacyjność.

Wszystkie portale i usługi www chcą dla mnie dobrze:

1. Google: zna mnie doskonale, wie czego szukam i co odwiedzam. Gdy wpiszę np. słowo "kotek" - dostosuje wyniki wyszukiwania do moich potrzeb. Swoją drogą, gdy zrobiłem ten eksperyment na zajęciach, jeden ze studentów spłonął rumieńcem...

2. Facebook: wie, kto jest moim znajomym, co "lubię" i co czytam. Proponuje mi jako potencjalnych znajomych ludzi, którzy są do mnie podobni, myślą jak ja, mają wspólnych ze mną znajomych

3. Amazon: wie, co kupiłem i czym jestem zainteresowany. Proponuje mi rzeczy, które mi się spodobają. Choć z tym akurat ma ostatnio problem: niedawno zamówiłem paczkę dla całej rodziny, w której zmieszały się książki z psychologii, robotyki i sztuki makijażu > zawiesiłem systemy Amazon na kilka godzin ;)

Przykładów można by mnożyć, i wbrew pozorom nie dotyczą one tylko Internetu. Wiele lat temu przeczytałem odpowiedź jednego z przedstawicieli chińskich władz na zarzut ograniczania przestrzeni możliwych wizyt w Chinach turystom zagranicznym:"My tak naprawdę niewiele w tym celu robimy - najlepiej pomagają nam przewodniki LonelyPlanet...".

Silniki rekomendacji (tak nazywają się algorytmy/systemy informatyczne analizujące zachowania internautów, klasyfikujące ich w grupy i dostarczające odpowiednie treści) zamykają nas w coraz mniejszych bańkach (tzw. filter bubble) o coraz grubszych ściankach. Wszystko jest super: czytam to, co mnie interesuje; spotykam ludzi, którzy myślą jak ja; kupuję to, co dla mnie dobre. Nowy, wspaniały świat.

Problem w tym, że historia największych światowych odkryć (i tych mniejszych, np. rzepa do butów, mikrofalówki czy aspartamu) pokazuje jak wielka w ich powstaniu była rola przypadku. Silniki rekomendacji nie dają szansy przypadkom > a to może zabijać innowacje.

Co robić? Powiem trochę o swoich metodach. Swego czasu wiadomości codzienne pozyskiwałem z 3 portali: gazeta.pl, wp.pl, onet.pl. Były dla mnie trochę jak LonelyPlanet dla turysty w Chinach :). Znudzony, przerzuciłem się na śledzenie kilkunastu zwariowanych profili na twitterze (właścicielom iPad'ów rekomenduję genialną aplikację Flipboard). Zaczałem też korzystać z aplikacji posiadających przycisk "surprise me" (np. stumbleupon.com czy "interestingness" na flickr.com). Dużo się zmieniło, w szczególności w mojej percepcji codziennej rzeczywistości. Cóż, jesteśmy tym, co jemy, co czytamy i z kim przebywamy.

Morał: twórzmy, świadomie, szansę przypadkom. Uważajmy na perfekcyjne systemy rekomendacji - mogą zabić naszą fantazję.

Happy browsing :)

Andrzej

PS. Wpadłem niedawno na pomysł silnika "anty-rekomendacji". Idea w skrócie:
1. System profiluje użytkownika w oparciu o jego zachowania (profilowanie behawioralne). Przykładowo stwierdza, że dana osoba to introwertyczny pasjonat informatyki, w szczególności baz danych, lubiący ciężkiego rocka i rzodkiewki

2. Psycholodzy identyfikują obiekty (treści, zdjęcia, filmy, idee etc), które mogą najsilniej zainspirować (pobudzić fantazję?) osobę o danym profilu. Dla naszego informatyka mogą być to np. wiersze Sępa-Szarzyńskiego, ostatni LP Madonny czy fotki zielonych papużek o wschodzie słońca

3. System rekomenduje naszemu bohaterowi odpowiednie treści pisząc: "Wiemy, że z pewnością Cię to nie zainteresuje, ale obejrzyj: dobrze Ci to zrobi..."

Data dodania: 19.03.2012

Komentarze do wpisu:

A propos. Kiedyś czytałem przemyślenia o skutkach tego o czym piszesz dla demokracji. Pewien gość o przekonaniach lewicowych na Facebooku (chyba) subskrybował sobie posty związane w polityką. „Śledził” innych gości, gazety, organizacje itp. zarówno o poglądach lewicowych, bo to lubił, jak prawicowych, bo chciał wiedzieć, co robi konkurencja. W tych pierwszych z oczywistych względów klikał częściej i więcej. W pewnym momencie zauważył, że druga grupa zniknęła, a dokładnie przestały być widoczne powiadomienia o jej działaniach. Cóż, „inteligentny silnik” postanowił pomóc i nie zaprzątać cennej uwagi naszego bohatera informacjami, z których ten mniej korzystał. W dobrej wierze podniósł „efficiency” jego korzystania z netu.
Teraz weźmy przeciętnego użytkownika netu. Coraz częściej jest to dla niego główne źródło informacji. Kierując się nimi, buduje obraz świata, sympatyzuje z określonymi poglądami, wreszcie podejmuje decyzje polityczne, bo wybiera. Tylko kto de facto wybiera - on, czy „inteligentne silniki” decydujące o jego „profilu” i na tej podstawie podające mu wyselekcjonowaną informację.

Andrzej Wodecki

Dr nauk fizycznych (fizyka teoretyczna), absolwent MBA (University of Central Lancashire, UK). Dyrektor Polskiego Uniwersytetu Wirtualnego oraz Uniwersyteckiego Centrum Zdalnego Nauczania i Kursów Otwartych Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Członek Zarządu Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego. Inicjator i koordynator wielu polskich i międzynarodowych projektów z zakresu społeczeństwa informacyjnego. Konsultant w zakresie wdrożeń systemów informacyjnych biznesu w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi i e-learning. Wieloletnia praktyka szkoleniowa w zakresie systemów IT w zarządzaniu, e-biznesu i marketingu internetowego.