Nowy podział cyfrowy

Wojciech Zieliński

Dzisiaj więcej o e-commerce a e-learning zostawię na deser. Uczestniczyłem ostatnio w mini-konferencji o technologiach semantycznych i ich wykorzystaniu w biznesie. Jeden z ciekawszych wątków dotyczył „podziału cyfrowego” (digital divide). Powszechnie kojarzy się on z brakiem możliwości korzystania z internetu i jego dobrodziejstw z powodu braku dostępu do sieci, braku umiejętności lub innych przyczyn.
Okazuje się jednak, że zaczynamy doświadczać nowego podziału cyfrowego. Zasoby internetu są z punktu widzenia jego użytkownika nieograniczone, bo któż jest w stanie znaleźć i odwiedzić wszystkie dostępne w nim portale, witryny czy strony. Z pomocą przychodzą wyszukiwarki, porównywarki i inne aplikacje – agenci, których odpytujemy, po to by znaleźli nam w sieci to, czego poszukujemy. Jaka jest jednak odpowiedź dostarczana przez agentów? Czy jest nią najlepsza oferta, zasób, kontakt, który moglibyśmy znaleźć w sieci? Wiemy, że nie. Agenci są odpowiedzialni za nowy podział cyfrowy. Stają się barierą dla dostawców, którzy mimo najlepszego produktu czy najbardziej atrakcyjnego sklepu internetowego, mogą nigdy nie znaleźć nabywcy. Bo kto zajrzy na choćby dziesiąty ekran z odpowiedziami Googla. To trochę tak jakby zbudować sklep z piękną wystawą, do którego nikt nigdy nie zajrzy, bo nie wie, że jest i gdzie jest. Agenci są także barierą dla nabywców, którym mogą nigdy nie wskazać linku do najlepszego produktu, zasobu czy kontaktu. Przywołując analogię ze sklepem, agent może nawet wiedzieć, że ten najlepszy sklep jest i gdzie jest, ale nie ma sposobu, aby poszukujący o niego skutecznie zapytał. Co ciekawe, agenci to „maszyny” - ułożone przez człowieka algorytmy, które różnymi technikami uczą się jak odpowiadać na pytania, a wykluczające bariery tworzą najczęściej bez żadnej celowej intencji. Jedną z przyczyn jest to, że opierają się na czytaniu informacji, a nie na jej rozumieniu. Google pytany o hotel Hilton Paris zwraca linki do hoteli Hilton w Paryżu i do znanej celebrytki.
Co można z tym zrobić? Czy jesteśmy na taki podział skazani? Oczywiście nie. Powszechne są działania mające na celu przebicie się przez bariery tworzone przez agentów. Związany z tym biznes np. pozycjonowanie rozwija się bardzo dynamicznie. Trzeba jednak pamiętać, że służy on przede wszystkim dostawcom. Prowadzone działania mają na celu „wciskanie” (push) oferty i nierzadko opierają się na kłamstwie. Nabywca nadal nie trafia do najlepszego sklepu, może nawet być wykluczony z dostępu do oferty wielu dobrych sklepów na rzecz tych, które najskuteczniej „wciskają”.
Sytuacja nie jest jednak beznadziejna, a jedną z odpowiedzi są techniki semantyczne. Dzięki nim agenci otrzymują ze stron internetowych informację, która pozwala im nie tylko odczytać, ale także poznać znaczenie zawartych na nich danych. Korzyści odnoszą dostawcy i nabywcy. Pierwsi mogą precyzyjnie opisywać swoje produkty, podając szereg parametrów, które są zrozumiałe dla agentów a przez to trudniej ich oszukać. To zrozumienie mogą wykorzystać klienci i zadać złożone pytania, na które z dużym prawdopodobieństwem poprawnie odpowie agent. Wyszukiwarkę można zapytać o cenę hotelu na „one night in Paris” i znajdzie ona oferty hoteli, a nie popularnego niegdyś filmiku ze wspomnianą celebrytką . Od „wciskania” przechodzimy do „wyciągania” (pull) informacji o ofercie, a stroną aktywną przestaje być dostawca i staje się nią klient precyzyjnie pytający, o to czego dokładnie potrzebuje.
Czy to rozwiąże problem nowego podziału cyfrowego? Pewnie zmieni go, bo istotne stanie się, czyje opisy znaczeń (słowniki a bardziej naukowo ontologie) staną się standardami i jak one podzielą cyfrowy świat „wyciągania”. Na dziś ważne jest to, że najpopularniejszy internetowy agent – Google a z nim inne wyszukiwarki już wprowadzają techniki semantyczne do swoich silników.
Co to może mieć wspólnego z e-learningiem? Wiele, i to z całą edukacją. Nikt już nie neguje faktów, że w edukacji mamy do czynienia z rynkiem, uczący się jest klientem i konkuruje o niego szereg instytucji edukacyjnych i szkoleniowych. Obu tych grup dotyczy wspomniany wyżej nowy podział cyfrowy. Edukacyjny e-commerce wkrótce zetknie się z technikami semantycznymi.
Ciekawszy może być jednak inny temat. W e-learningu często stykamy się z personalizacją, a przekładając to na język tego wpisu, z agentem, który decyduje, jakich treści, zadań, testów dostarczyć uczącemu się. Czy jest z tym związany jakiś podział cyfrowy? Pisał on tym w nieco innym kontekście Andrzej Wodecki we wpisie o „bańkach”. Może ktoś ma jakieś doświadczenia lub przemyślenia?

Data dodania: 13.07.2012