E-learning ponad granicami

Marcin Dąbrowski

Kilka lat temu można było zauważyć, że chęci polskich uczelni, aby organizować studia e-learningowe oraz prowadzić ekspansję zagraniczną z e-edukacją w tle, są całkiem duże. Niewiele z nich pozostało dzisiaj. Dość łatwo możemy wskazać „głównego winowajcę”, tj. zbiór regulacji prawnych, jaki w 2007 roku zafundowało nam Ministerstwo. Resort, dla wypełnienia zobowiązania wynikającego z Prawa o szkolnictwie wyższym, wprowadził rozporządzenie regulujące zasady organizacji e-learningu. Rozporządzenie to od lat, w różnych swych zaktualizowanych wersjach, utrzymuje ograniczenie procentowe w wymiarze godzin online na studiach oraz przymus przeprowadzania egzaminów w siedzibie uczelni. Na nic się zdały wielokrotnie wyrażane przez środowisko eksperckie postulaty zniesienia tych barier. Dziwi jednak fakt, iż w obliczu niżu demograficznego, spadku dochodów ze studiów niestacjonarnych oraz pesymistycznych prognoz co do finansowej kondycji szkolnictwa MNiSW, „w czynie autopoprawy”, nie próbuje tego stanu prawnego zmienić. Trudno też zrozumieć brak wyraźnych starań w tym zakresie ze strony władz uczelni – być może okres dobiegających końca kadencji rektorskich nie skłania do takich działań.

Można poniekąd nawet zrozumieć, dlaczego tak niewiele ośrodków akademickich upatruje swoich szans w rozwoju e-learningu na rynku krajowym. Zbyt rzadko jeszcze e-edukacja uchodzi u nas za atrakcyjną i porównywalną jakościowo formę do kształcenia stacjonarnego*. Dodatkowo być może grupa osób w szczególnej sytuacji, tj. kandydatów, którym sytuacja zdrowotna, zawodowa czy po prostu życiowa (osoby z regionów słabiej rozwiniętych, nieakademickich, samotnie wychowujące dzieci itd.) uniemożliwia podjęcie tradycyjnych studiów, jest za mała, by czynić znaczące inwestycje.
Trudno jednak doszukać się racjonalnych przesłanek dla zaniechania działań w innych obszarach potencjalnego wykorzystania e-learningu na szeroką skalę – dodajmy – działań z wymiernym zyskiem dla uczelni. Mowa tu nie tylko o zatroszczeniu się o Polonię, w tym przede wszystkim o młodą emigrację, dla której oferta rodzimej zdalnej edukacji mogłaby być atrakcyjna, podtrzymywać więzi z krajem i stwarzać lepsze warunki do powrotu w niedalekiej przyszłości na polski rynek pracy. Mowa tu przede wszystkim o ekspansji zagranicznej. Przykładem może służyć rynek azjatycki. Aby nie wskazywać oczywistego przykładu jakim są Chiny, można dla odmiany posłużyć się sąsiednim rynkiem - w Indiach**. W kraju tym co roku przybywa kilkanaście milionów nowych studentów, a w odpowiedzi na lawinowo rosnące potrzeby edukacyjne powstają – wręcz hurtowo – kolejne szkoły. Mają one wspomóc przeszło czterysta dotychczas funkcjonujących uniwersytetów. Przy tej skali rozwoju Indie borykają się z problemem poziomu usług edukacyjnych, a to stwarza pole do oferowania na tamtejszym rynku studiów (np. blended learning) przez zagraniczne ośrodki akademickie, które mogą zapewnić odpowiednią jakość kształcenia. Zachętą może być fakt, że Hindusi niezwykle ochoczo korzystają z ofert obcych uczelni – co roku z Indii na studia wyjeżdża prawie pół miliona osób (według najnowszych danych Stowarzyszenia Indyjskich Izb Handlowych i Przemysłowych na ten cel mieszkańcy Indii wydają rocznie 13 mld dolarów). W „torcie” tym – zarówno w zakresie przyciągania studentów do macierzystych placówek, jak i oferowania studiów na azjatyckim rynku – jak największy udział chcą mieć kraje europejskie. Z tego też względu rok 2012 został ogłoszony Azjatycko-Europejskim Rokiem Nauki, Technologii i Innowacji, i dobrze by było, aby nasze krajowe ośrodki wykorzystały tę szansę.

Dla zilustrowania tytułowego hasła o e-learningu przekraczającym granice i aby zachęcić  polskie uczelnie do ekspansji zagranicznej – na zakończenie przykład pokazujący, że można :) W SGH z oferty przeszło 50 przedmiotów e-learningowych co semestr prowadzonych jest kilkadziesiąt. Czasem wykładowcy realizują swoje obowiązki z odległych miejsc – będąc na zagranicznych stażach, konferencjach czy też na krótkich urlopach. Ostatnio jeden z nauczycieli miał okazję doświadczyć pracy ze studentami za pośrednictwem platformy e-learningowej przebywając z ekspedycją polarną na Antarktydzie. Jak donosi dr Wojciech Budzyński, platforma wzbudziła również zainteresowanie wśród... pingwinów :)

dr Wojciech Budzyński i pingwiny

* Jednocześnie warto podkreślić, iż sytuacja ta może ulec poprawie w najbliższych latach. Dobre praktyki w e-edukacji często przychodzą do nas ze Stanów Zjednoczonych. O trendach na amerykańskim rynku edukacyjnym można poczytać w „New York Times” – w tekście autorstwa Davida Brooksa pt. „The Campus Tsunami”: http://www.nytimes.com/2012/05/04/opinion/brooks-the-campus-tsunami.html
** Na temat indyjskiego rynku edukacyjnego pisaliśmy w „e-mentorze” już w 2007 roku. Zachęcam do lektury: http://www.e-mentor.edu.pl/artykul/index/numer/20/id/439

Data dodania: 9.05.2012

Marcin Dąbrowski

Prezes Zarządu Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego. Kieruje Działem Rozwoju Edukacji w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, jak również jest dyrektorem zarządzającym Fundacji Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych. W swojej pracy zajmuje się problematyką kształcenia w szkołach wyższych, w tym przede wszystkim e-edukacji. Prowadzi projekty edukacyjne dla środowiska szkolnego i akademickiego, jak również związane z kształceniem zawodowym. W opracowaniach i prowadzonych badaniach koncentruje się na zagadnieniach związanych z modelem uczelni wyższej.