Kiedyś to będzie wybitny menedżer, ale póki co woziwoda - małe i duże dylematy startu zawodowego

Komentarze do artykułu:

W jednym z akapitów felietonu autorzy poruszyli kwestię praktyk studenckich. Bezpłatnych niestety, cytując za nimi. Akurat pracuję w firmie, która bardzo chętnie wykorzystuje pomoc studentów różnych uczelni - praktykantów. I nie brakuje nam chętnych młodych ludzi, którzy przychodzą do nas na praktyki. Bezpłatne praktyki. Przyciąga ich renoma naszej firmy, chęć nauczenia się czegoś nowego, zobaczenia namiastki tego, jak to jest w pracy w dużym przedsiębiorstwie. Wiele osób, także moich współpracowników, uważa, że to wszystko nie jest tak do końca w porządku. Uważają, że praktykanci powinni także dostawać za swoją pracę pewne pieniądze. Tak jak inni pracownicy firmy. W końcu często wykonują pracę podobną, równie ważną, o tej samej jakości i wartości dla firmy, co inni. W felietonie został przedstawiony młody człowiek, jeden z wielu takich, których mieliśmy w firmie także i my. Jeden z wielu tych, którzy po miesiącu albo dwóch odchodzili od nas z referencjami i zaświadczeniem o odbyciu praktyki studenckiej w działach marketingu, reklamy, finansów, logistyki i kilku innych. Człowiekowi z artykułu proponowano bezpłatne praktyki, on wybrał płatną pracę za granicą. Kto wie, czy to nie był dobry wybór. Osobiście widziałem wielu praktykantów, w swoim dziale i w wielu innych. Niejednokrotnie miałem okazję także z nimi współpracować. Wielu z nich, być może jeśli to wszystko zależałoby ode mnie, zostawiłbym w firmie. Ci ludzie wiele potrafili przychodząc do nas. Wiele nauczyliśmy ich także i my. I co najważniejsze – ci ludzie dalej chcieli się uczyć. Osobiście zostawiłbym ich w firmie, ale zapytam: właściwie po co? Na ich miejsce przychodzili nowi, także zdolni, chętni do pracy i do nauki (nawet jeśli na kilka tygodni) i co dla nas najważniejsze – za darmo. Dopóki będzie jeszcze wielu takich ludzi, nie będzie potrzeby w dłuższej perspektywie zatrudniać nowych pracowników. Przynajmniej do prac nie wymagających bardzo dużych kwalifikacji, często specjalistycznych. Do tych, do których przeszkolenie i zaadaptowanie potencjalnego pracownika zajmuje nie więcej niż dwa dni. A potem pozwala już tylko uzyskać wykonanie danego zadania przez praktykanta, przez wspomniane 1 – 2 miesiące. Za zaświadczenie o odbyciu praktyki + referencje + dobre słowo na dalszą drogę kariery. A nie wynagrodzenie pracownika + wszystkie inne koszty związane z zatrudnieniem takiej osoby, które musi ponieść pracodawca. Być może to wszystko zabrzmi bardzo brutalnie dla wielu młodych ludzi, ale taka jest dzisiejsza rzeczywistość rynkowa. Ze swojej strony zachęcam młodych ludzi do odbywania praktyk, ponieważ zawsze możecie się czegoś nauczyć. Mimo to praca (praktyka), nawet dająca duże zadowolenie i satysfakcję zawodową, bez adekwatnego wynagrodzenia na dłuższą metę zaowocuje tym, że po góra dwóch miesiącach musimy przeszkolić nową osobę. A dawnemu praktykantowi życzymy powodzenia w życiu zawodowym. Nawet, jeśli to powodzenie i sukces będzie miało miejsce za granicą.

Wzniosłe słowa to przykrywka dla ordynarnego "dojenia" praktykantów, to "jesień średniowiecza" i "mroki antyku" jednocześnie. Praktykanci wszystkich ...łączcie się przeciw uciskowi żałosnych przedsiębiorców!

Witam. Mam to szczęście, że pracuje już od kilku lat - studiowałem zaocznie i dziś spoglądam na kolegów i koleżanki z mojej uczelni z perspektywy osoby, która jest po stronie zatrudniających na praktyki i nie tylko. Mi udało sie zdobyć pracę, z której jestem bardzo zadowolony "z ulicy"- ale to znalezienie "z ulicy" było 6 lat temu - wtedy to było jeszcze możliwe. Kilka słów prawdy o rynku pracy w Polsce. Podstawa to układy i znajomości. W polsce istnieje MEGA nepotyzm. W mojej firmie od 3 lat nie przyjmuje się nikogo innego jak synów i córki dobrze sytuowanych pracowników, plus ich znajomych i kogo się da z grona "uprzywilejowanych". Często lub powinienem napisać ZAWSZE ich kwalifikacje są śmieszne w porównaniu z wymaganiami. Bezpłatne praktyki to "lipa" dla studentów wierzących, że zapisane miejsce w CV pozwoli im znaleźć pracę. Owszem warto mieć praktyki, ale podobnie do tytułu magistra, można powiesić je sobie tuż obok papieru toaletowego jeżeli się nie ma znajomości. Taka jest prawda. Wszyscy którzy wyjeżdzają z naszego kraju robią dobrze. Jest to przykre ale niestety prawdziwe. Lepiej zaczynać od stacji benzynowej na obczyźnie niż od statusu "wykształcony bezrobotny". Pamiętajcie że wyjazdy wzbogacają, a jeżeli jesteście kreatywni i chętni pracy, to tylko kwestia czasu by żyć normalnie. Ja jeżeli stracę prace też stąd wyjeżdżam. I nie będę miał żadnych skrupułów.... tak jak państwo nie ma dla nas skrupułów.

Patryk, ty masz absolutną rację, zgadzam się z tobą w każdym słowie, wiem z własnego doświadczenia, a raczej z własnych obserwacji. Pierwsza moja praktyka to był E&Y, i aż mnie uderzył ten NEPOTYZM, jakby jakaś firma rodzinna, siostry bracia, kuzynki itp., mało kto nie miał kogoś z rodziny, nie wiem skąd się moja osoba się tam znalazła, musieli się chyba pomylić.

To dziwne - czytam o nepotyźmie, układach i podobnych sprawach. A ja pytam - dlaczego na ogłoszenie typu Dam Prace, umieszczone w najbardziej poczytnej gazecie w Polsce odpowiada tylko kilka osób??? Przeciez mój pracodawca chce płacić! Przychodzi mi tylko jedna myśl do głowy: Polacy mają przerost ambicji nad możliwościami. W naszej firmie zatrudniamy osoby, które muszą mieć określone umiejętności - a nie tylko dyplom magistra. Takie umiejętności jak wymagamy można zdobyć samodzielnie już w szkole średniej i wcześniej. Wymaga to jednak wkładu pracy własnej. Wymaga również szerszego spojrzenia na życie - nie tylko z perspektywy wykładowców na studiach, ale też z własnych przemyśleń. A propos nepotyzmu - często łatwiej i bezpieczniej jest zatrudnić osoby znajome nie dlatego, że firma chce wesprzeć rodziny pracowników, ale dlatego, że są to osoby, za które ktoś ręczy, ktoś je poleca jako godne zaufania. Wcale nie jest tak, że pracując w jakiejś firmie polecamy szefowi byle kogo i bez kwalifikacji, a tylko z powodu pokrewieństwa z tą osobą. Sami przecież dajemy za taką osobę swoje poręczenie! A szef chętniej ją zatrudnia - bo ma do nas zaufanie. Czy lepiej jest zatrudnić kogoś, kogo nie znamy? Kogoś z ulicy, kto może wynieść tajemnice poza firmę? Kogo nikt nie zna w prywatnych sytuacjach? Łatwo jest napisać świetne CV. A pracodawca to nie jasnowidz. Dopiero w praktyce sprawdza kogo zatrudnił. I jeszcze jedna sprawa - może studenci wolą darmowe praktyki w dużych firmach, zamiast płatnej - choćby na zlecenie, pracy w mniejszych firmach. Może to ambicje, a może komunistyczne przyzwyczajenia? Dla wyjaśnienia - pracuję w niewielkiej firmie programistycznej, gdzie zatrudniamy programistów, którzy umieją więcej niż to, co modne i co wyuczone na studiach. Być może niepotrzebnie oczekujemy, że polski student wykaże się własną inicjatywą w zdobywaniu wiedzy, a może ludzie nie lubią pracować dla mniejszych firm?

Po przeczytaniu komentarzy musze stwierdzić, że wszystkie są niezwykle interesujace.Ja natomiast przylaczam sie do tych, którzy krytykują obecną sytuacje na rynku pracy.Niemoge się zgodzić z panią Dorotą choć bardzo bym chcial.Prawda jest taka, że obecnie aby coś osiągnąc trzeba mieć spore znajomości.Czasy, kiedy to studenci sgh dostawali po 12 tys/mieś skonczyly sie bezpowrotnie.Kiedys pracodawcy wchodzili na uczelnie i potrafili zgarniać ludzi nawet z drugiego roku.Wszyscy Ci, którzy się dorobili i naprawde niezle ustawili zaczynali wlasnie w okresie transformacji ustrojowej i chwile potem ( 1989-1997).To byl naprawde piekny okres.Teraz juz tak nie ma i nie bedzie!!!Ludzie, którzy wtedy zaczynali i się dorobili maja teraz po okolo 35 lat i przed nimi jeszcze daleka droga do emerytury.Prawda jest taka,że owi ludzie ( menagerowie ) wcale nie są lepsi od swoich modszych kolegów ze studiów.Mają natomiast jedną przewage- zaczynali we wlasciwym miejscu i we wlasciwym czasie.Obecnie ich mlodszym kolegom jest 100 razy trudniej osiagnąć to co dla nich samych nie bylo niczym wielkim. Taka jest niestety rzeczywistość i choć ciężko to trzeba się z nią pogodzić.

Fajna dyskusja

Początkowo byłam zaintresowana darmowymi praktykami. Zaczęłam wysyłać cv i byłam na kilku spotkaniach. Pracodawcy mają bardzo duże wymagania: doświadczenie w podobnej branży, najlepiej odbyte już praktyki w tym samym charakterze, dyspozycyjnośc (pełen etat) na okres dwóch, trzech miesięcy. W zamian oferują: refernecje, bo na nowe stanowisko pracy firma nie ma pieniędzy. Jest to obrzydliwe. Przez pewnien czas pracowałam jako hostessa na imprezach integracyjnych dla pracowników. Widziałam, jak dorośli ludzie przeganiają się wokół drzewa, pokonują przeszkody w postaci rowu z błotem i wykrzykują idiotyzmy w postaci: gdzie jest duch ibo? Zamiast tego można by zapłacić praktykantom chociaż kieszonkowe. Niedawno wróciłam z Anglii. Poznałam tam bardzo dużo fajnych i wartościowych ludzi, Polaków z różnych regionów Polski. Boli mnie, że nie ma dla nich miejsca w naszym kraju. Są chętnie zatrudniani, częściej niż inne nacje. Anglicy wiedzą, że jesteśmy bardzo dobrymi pracownikami. Potrafią to też wykorzystywać. Czasmi traktują cię jak "gówno". Szok jest tym większy, że ludzie po studiach pracują często na budowie, wśród prostych robotników. Możliwośc awansu jest ale organiczona i nie dla wszystkich. Nie po to Anglicy sie na nas "otworzyli", żebyśmy zajmowali miejsca w bankach czy dobrych firmach. Wypełniamy luki na rynku pracy. Co się stanie z tymi ludźmi, kiedy luki znikną, kiedy pojawi się bezrobocie. Za kilka lat nie będą mieli po co wracać do kraju, ani po co zostawać w Anglii. Rząd tyle mówi o przyroście i "becikowym". Może warto się zastanowić jak zatrzymać młodych ludzi, którzy już są i nie wiedzą co mają zrobić?

Absolwenci pracują na budowach, sprzedają lody itp. Może istotnie lepiej, żeby robił co innego. Ale co własciwie umie absolwent? Przez pięć lat studiów na SGPiSie nauczyłem się "studiować". To znaczy, załatwiać ulgowe numerki do stołówki, waletować itp. Inną wiedzę nabywałem w czasie, a właściwie w wyniku pracy. Dzięki studiom wiedziałem, co w razie potrzeby mogę znaleźć w bibliotekach. Nawet francuski, którego znośnie nauczyłem sie w liceum a zapomniałem na lektoratach - wrócił mi w miarę zawodowych potrzeb. Może z powyższego wynika, że jestem życiowym minimalistą. Nie sądzę. Prace, które wykonywałem dawały mi satysfakcję, gdy przyszła na to pora dorobiłem się doktoratu oraz książkowych publikacji w poważnym wydawnictwie. Dziś wykładam nauki ekonomiczne. I zapewniam was, młodzi ludzie, że wiedza wyniesiona ze studiów to dopiero podstawa podstawy.

Zgadzam sie, ze do niektorych firm mozna dostac sie tylko "po znajomosci". Z naciskiem na niektorych. Ale to nieprawda, ze w kazdej firmie tak jest.Pracuje od czwartego roku studiow(dziennych), czyli ponad 2 lata. Zarowno poprzednia, jak i obecna prace znalazlam bez zadnych znajomosci. Wyslalam cv, przyszlam na rozmowe i tyle. Czyste reguly. Wielu moich znajomych tez zatrudnia ludzi "z ulicy", a nie sugerujac sie znajomosciami. Co wiecej, przyjmowanie "po znajomosci" wiaze sie z duzym ryzykiem, bo jezeli dana osoba sie nie sprawdzi to osoba ja zatrudniajaca moze miec nieprzyjemnosci. Kontakty osobiste moge tez sie zepsuc, gdy np. ktos znajomy zaczyna byc pracownikiem swojego kolegi. Wiare w nepotyzm i znajomosci czesto rozpowrzechniaja osoby malo przedsiebiorcze, ktore nawet nie probuja wysylac swojej aplikacji. Bo z gory zakladaja, ze i tak im sie nie uda. Nie wierza w siebie. A przeciez czesto wiara we wlasne mozliwosci to polowa sukcesu...

przygladam sie dyskusji i zaczynam miec powazne watpliwosci, czy to aby na pewno dobry pomysl studiowanie na SGH. jestem uczniem klasy maturalnej i wlasnie na tej uczelni chcialem od przyszlego riku kontynuowac nauke. mialem nadzieje ze jej ukonczenie jest prawie jednoznaczne ze zdobyciem dobrej pracy, ale jak moge sie domyslec na podstawie przeczytanych wypowiedzi - wcale jednak tak nie jest. jako alternatywe dla SGH rozwazalem politechnike (inzynieria srodowiska/ sanitarka/ budownictwo ladowe), dlatego zwracam sie z pytaniem - jak uwazacie, czy w czasach kiedy podobno inzynierowie pod kazda postacia sa poszukiwani i znajda prace bez problemu, korzystniejszym rozwiazaniem jest wlasnie zostac inzynierem, czy moze ukonczyc elitarna szkole biznesu i liczyc na szczescie w znalezieniu zatrudnienia?

Podziele sie moimi doswiadzczeniami na temat elitarych szkol biznesu, jak nazywasz SGH. Koncze wlasnie studia na SGH, ale w trakcie studiow bylem na wymianach na dobrych uczelniach w Danii i Holandii. Niestety SGH brakuje bardzo duzo do poziomu tych uczelni. Wiekszosc przedmiotow ma zenujaco niski poziom akademicki, a przez cale studia mozna sie przesliznac nie przeczytawszy jednej ksiazki. Wiekszosc wykladowcow jest delikatnie mowiac malo zmotywowana do pracy, a infrastrukktura pozostawia wiele do zyczenia. Co wiec przemawia za SGH? Marka i ludzie, to na pewno. Ludzi zdolnych jest duzo i dzieki temu radzimy sobie wyjezdzajac za granice, dostajemy dobra prace. Uwazam jednak ze lepiej jest swoj talent rozwijac gdzies zagranica.

Jeżeli nikt się nie obrazi dodam coś od siebie. Jestem w klasie maturalnej dokładnie 4 klasa technikum ekonomicznego. Osobiście widze swoją przyszłość na studiach o tym właśnie kierunku czyli ekonomia lecz moim załorzeniem było wg. mnie nadal jest i bedzie załorzenie własnego "biznesu". Zawsze mnie ciekawiła praca na własny rachunek, a co do tego w czasie studiów chciałbym równierz ukończyć kursy dokształceniowe w praktycznych zawodach np: barman, hydraulik itp. po to aby mieć jak co drugą opcje do wyboru a także aby móc zarobić w czasie wakacji :) mam nadzieje że nie wyemigruje za granice w poszukiwaniu pracy. A co do warunków jakie stwarza nasze państwo dla osób chcących pracować lub zakładać firmy niechce się wypowiadać gdyż nie jestem w temacie ale wydaje mi się że osoba uparta i chcąca coś w życiu osiągnąć, osiągnie załorzone cele. P.S. Pozdrowienia dla wszystkich czytających

do HORNET: zanim rozkrecisz wlasny biznes, proponuje jednak prace nad j. polskim. wypada wiedziec, jak pisac "ZALOZYC" i wyrazy pochodne. pozdrawiam.

a ja udanie łączę nihilizm z życiowym minimalizmem, i takim pragnę pozostac ;-)

Jestem jeszcze w liceum w 3 klasie i przymierzam się dopiero do wyboru uczelini. Wielu ludzi mówi, że sgh to świetna szkoła... lecz czy napewno? Niektórzy z absolwentów niczego nie osiągnęli, Może lepiej jednak iśc na politechnike na budownictwo... A sgh zaocznie?

Czesc, to wartosciowe, ze ludzie w roznym wieku, z roznym doswiadczeniem zawodowym i zyciowym wymieniaja swoje poglady na forum. Pracowalem szereg lat w tzw. nizszym zawodzie za granica i za zarobione pieniadze skonczylem jeden z drozszych programow podypl SGH. Dzieki temu m.in., udalo mi sie znalezc niezbyt dobrze platna, ale raczej prestizowa prace. Dalej inwestuje w doksztalcanie sie, chociaz bezposrednie przeliczenie finansowe wypada niekorzystnie (tzn. z rachunku finansowego wychodzi, ze nie oplaca sie w Polsce uczyc). Z mojego punktu widzenia zrobienie dobrej szkoly ma jednak sens. Z drugiej strony oczywiscie jest w Polsce szereg problemow i teskni mi sie za Zachodem. Mam wrazenie, ze bylem tam lepiej traktowany, no i znacznie lepiej zarabialem (bez koniecznosci walki o te "wysoka" kariere.) Zycia nasze ksztaltuja sie jednak dosc zroznicowanie i indywidualnie - pewnie kazdy musi szukac tej wlasnej sciezki, ktora jest bardziej lub mniej przypadkowa.

Pierwsza moja praktyka to był E&Y, i aż mnie uderzył ten NEPOTYZM, jakby jakaś firma rodzinna, siostry bracia, kuzynki itp.

Dodaj komentarz

captcha

działanie 2

 
  Weź udział w dyskusjach komentujących inne artykuły:
okladka big pobierz pdf

Data wydania: 4 października 2004 r.
wersja online: ISSN 1731-7428
wersja drukowana: ISSN 1731-6758

info Artykuły naukowe zawarte w niniejszym czasopiśmie są recenzowane.