Polskie internetowe serwisy edukacyjne - czy służą edukacji?

Komentarze do artykułu:

Panie Zbigniewie, nie zauważył Pan, że Ośrodek Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów ma serwis edukacyjny Edukus, tworzony przez nauczycieli dla nauczycieli: http://www.oeiizk.edu.pl. Niestety obecnie jest on raczej w stanie hibernacji, podobnie jak serwis dla opiekunów pracowni internetowych: http://sbs.oeiizk.edu.pl. Rozwijamy natomiast platformę e-learningową: http://szkolenia.oeiizk.waw.pl. Z poważaniem Witold Kranas

Na serwis Edukus natrafiłem w trakcie badań, ale zauważyłem, że od 2006 r. nie jest raczej rozwijany. Stąd też pominąłem go w wynikach badań. Z kolei serwis dla opiekunów szkolnych pracowni nie ma charakteru ogólnoedukacyjnego, a tylko takie badałem. Zdaję sobie sprawę z tego, że można by znaleźć jeszcze niejedną stronę www o charakterze edukacyjnym, której nie uwzględniłem. Ale wynika to z faktu, że inne serwisy edukacyjne nie podają linków do tych stron, a Google nie uwzględnia ich w pierwszej setce wyników. Czyli taka strona w praktyce nie istnieje dla internautów.

Duże zdziwienie wywołało u mnie stwierdzenie Autora: "Z kolei witryny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, Krajowego Ośrodka Wspierania Edukacji Zawodowej i Ustawicznej, Ośrodka Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w zasadzie nie zawierają jakichkolwiek materiałów edukacyjnych." W przypisach bowiem przy stronie www.koweziu.edu.pl podano datę "15.03.2009". Trudno powiedzieć, co Autor rozumie pod hasłem "jakiekolwiek materiały edukacyjne" w sytuacji, kiedy na tejże stronie KOWEZiU znajdują się miedzy innymi: - "edukator zawodowy" - czasopismo dla nauczycieli, konsultantów, doradców metodycznych i edukatorów kształcenia zawodowego, funkcjonujące od 2002 roku; - Platforma Edukacyjna KOWEZiU - z ofertą kursów oraz tzw. tematycznych edukacyjnych przestrzeni wirtualnych (będących w istocie próbą wprowadzenia nauczycieli w Web 2.0.) - funkcjonuje od 2006 roku; - wyszukiwarki dotyczące możliwości kształcenia zawodowego i ustawicznego; - programy i pakiety edukacyjne stanowiące obudowę tych programów; - standardy wyposażenia dydaktycznego pracowni kształcenia zawodowego. Weryfikacja tych informacji jest możliwa na stronie www.koweziu.edu.pl Jeśli analiza innych witryn przywoływanych w artykule wyglądała podobnie, trudno traktować całość tego materiału jako wiarygodną, a konkluzje - jako ukazujące rzeczywisty obraz polskich internetowych serwisów edukacyjnych. Z poważaniem Witold Woźniak, wicedyrektor KOWEZiU

Odsyłam do tej części artykułu, w której opisałem zakres badań i wskazałem jakich materiałów poszukuję w serwisach edukacyjnych. Przypomnę tylko, że interesowało mnie na ile te serwisy wspierają edukację ogólnokształcącą a nie specjalistyczną i jaką dają możliwość nabywania kompetencji kluczowych (ogólnokształcących) a nie zawodowych. Nie neguję wartości strony KOWEZiU, ale uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów i liceów, a także ich nauczyciele nie znajdą tam materiałów o których wspomniałem.

1. Autor pisze o badaniach, jednak nie wiemy nic o metodach i narzędziach 2. domniemywać należy, że jedyną zastosowaną metodą była jakościowa analiza dokumentów, jednak nie znamy kryteriów szczegółowych, pytań badawczych i tak dalej 3. Zastosowanie wyłącznie tej metody jest obarczone ogromnym błędem subiektywizmu o czym piszą wszyscy znawcy metodologii badań 4. Wygląda na to, że Autor skupił się na produkcie końcowym nie próbując dotrzeć do autorów witryn i portali, bo dociec ich założeń, idei, celów. 5. "Ocena..." (szeroka) ma się nijak do "Zakresu badania" (wąskiego - wsparcie nauczania umiejętności kluczowych). To tyle. Brońcie nas bogowie przed takimi badaczami i badaniami.

Do dobrego zwyczaju należy ujawnianie swojego imienia i nazwiska, zwłaszcza wtedy gdy wyraża się opinię krytyczną. Rozpisywanie się o szczegółach stosowanych metod w krótkim artykule spowodowałoby powstanie dosyć dziwnego zjawiska - opis rezultatów i wnioski zostałyby zepchnięte do niewiele znaczącego dodatku. Kto by chciał czytać taki artykuł? Popytajcie studentów i nauczycieli co sadzą o takich przeteoretyzowanych artykułach. Potwierdzam, że skupiłem się na produkcie finalnym, bo takowy mnie właśnie interesował. Na ile ten produkt przydatny może być w tym co stanowi istotę (na razie może bardziej w postulatach) nowoczesnej edukacji, kształtowaniu kompetencji kluczowych.

P.s. do mojej poprzedniej wypowiedzi. Nie bardzo lubię polemizować z krytykami, którzy lepiej ode mnie wiedzą co powinienem badać i w jakim zakresie. To ja decyduję, koniec i kropka.

POLSKIE DYSKUSJE NAUKOWE - CZY SŁUŻĄ EDUKACJI? Zacznę od tego, że zaliczam się do grona szczęśliwców wychowanych na podręczniku Zygmunta Ziembińskiego "Logika praktyczna". Jej wydanie czwarte przejrzane (Warszawa 1965, Państwowe Wydawnictwo Naukowe), z rozdziałem XX "Umiejętność przekonywania" włącznie, do dziś mam stale pod ręką. Ponad trzy lata temu, na forum nieistniejącej już pierwszej wersji ACADEMICI, wprowadzając do zagadnień dyskusji jako metody studiowania i rozwiązywania problemów, miałem przyjemność powołać się nawet na anglojęzyczny przekład "Logiki praktycznej" ( http://www.lemant.user.icpnet.pl/tad/sztuka_dyskutowania.htm ). A zatem, do rzeczy. W którym miejscu dyskusji nad artykułem "Polskie internetowe serwisy edukacyjne - czy służą edukacji?" miało miejsce przejście od "delikatnie co do formy, a mocno co do treści" do odwrotności, przed którą nie tylko poznańskich studentów prawa przestrzegał Zygmunt Ziembiński? Wedle mojej oceny, stało się to wraz z wypowiedzeniem pod datą 2009-04-22 08:54:30 przez anonimowego dyskutanta kwestii "To tyle. Brońcie nas bogowie przed takimi badaczami i badaniami." Martwi jednak i to, że autorowi dyskutowanego artykułu też niepotrzebnie "puściły nerwy" i dodał postscriptum, w którym błędnie założył, że to on może zamknąć dyskusję nad swoimi dokonaniami badawczymi. Jego artykuł, z chwilą opublikowania, żyje swoim własnym życiem. I lepiej, żeby dyskusja nad nim toczyła się tutaj, w obecności jego autora, niż w innym, nieznanym autorowi miejscu Internetu. Ta ostatnia uwaga sugeruje mi dodać coś jeszcze. Podzielam zainteresowania Zbigniewa Osińskiego odnośnie blended learningu w szkolnictwie wyższym. Koncentrując się obecnie na rozwijaniu pod adresem http://fedcba.ning.com/ szeregu przedmiotów dla pierwszego i drugiego stopnia kierunku studiów "inżynieria bezpieczeństwa" nie zapominam o przedmiocie wprowadzającym, niezależnie od kierunku studiów. To właśnie w nim ( http://fedcba.ning.com/group/mitkno ), w temacie "Umiejętności komunikowania się" ( http://www.geocities.com/eklezjastka/ester1-9.html ), mam zamiar jeszcze dzisiaj zainaugurować wątek dyskusyjny "Suaviter in modo, fortiter in re" powołujący się na omawiany przez nas przypadek. Niech to rzeczywiście służy edukacji dzisiejszych studentów. Może za czterdzieści parę lat wspomną oni nas równie ciepło, jak ja dzisiaj wspomniałem Profesora Ziembińskiego. Kto wie?

Pan Lemańczyk ma rację - myślmy o edukacji studentów i wypowiadajmy się mocno co do treści. Powrócę więc do zarzutów anonima (ale chyba nie Galla). W naukach społecznych i humanistycznych badania jakościowe są zaliczane do jednej z dwóch strategii (a nie metod) badań – obok strategii ilościowej (anonimowi polecam nowy podręcznik: K. Rubacha, Metodologia badań nad edukacją, Warszawa 2008). Stosuje się ją wtedy gdy interesują nas wyjaśnienia idiograficzne, czyli takie, które zmierzają do wypracowania twierdzeń odnoszących się do konkretnych zjawisk, przedmiotów i osób. Na ich podstawie nie można jednak formułować twierdzeń dotyczących innych, nawet podobnych zjawisk, przedmiotów i osób, nie można uogólniać. Strategia badań jakościowych jest najwłaściwsza dla uzyskania wyjaśnień idiograficznych. W moim przypadku w ramach tej strategii zastosowałem typ badań praktycznych, służących bardziej rozwojowi praktyki edukacyjnej niż teorii dydaktyki. Posłużyłem się metodą badań oceniających, ponieważ interesowała mnie ocena pewnych rozwiązań wdrożonych do praktyki. Nie napisałem tego wszystkiego w artykule, bo nie sadzę, by takie rozważania metodyczne były interesujące dla tej grupy potencjalnych czytelników, dla których przeprowadziłem te badania, czyli dla nauczycieli i studentów wybierających specjalność nauczycielską. Nie dotarłem do twórców badanych serwisów, bo interesował mnie produkt finalny, taki jaki jest dostępny dla uczniów i nauczycieli. Nie badałem założeń, idei i celów twórców tych serwisów, bo uznałem, że jest to nieistotne dla odpowiedzi na moje pytanie badawcze – na ile i w jaki sposób serwisy edukacyjne (lub tak określane) wspomagają ucznia i nauczyciela w kształtowaniu kompetencji kluczowych, czyli najważniejszego celu współczesnej edukacji. Poza tym, czy ktokolwiek odpowiedziałby, że nie wie jak kształtować te kompetencje, że nie zna nowoczesnej dydaktyki, lub, że go to nie obchodzi, że pod pozorem treści edukacyjnych stworzył serwis do zarabiania. W pewnych sytuacjach z doświadczenia wiadomo, że badania nie dadzą obiektywnych i prawdziwych rezultatów. Moja ocena poszczególnych serwisów, dotyczy wyłącznie tych serwisów i jest wystawiona wyłącznie z punktu widzenia ich przydatności do kształtowania kompetencji kluczowych, więc nie rozumiem co anonim chce w punkcie 5. W związku z tym, że dyskusja ma być poważna, nie będę wzywał bogów do obrony czegokolwiek lub kogokolwiek.

Dodaj komentarz

captcha

działanie 2

 
  Weź udział w dyskusjach komentujących inne artykuły:
okladka big pobierz pdf

Data wydania: 14 kwietnia 2009 r.
wersja online: ISSN 1731-7428
wersja drukowana: ISSN 1731-6758

info Artykuły naukowe zawarte w niniejszym czasopiśmie są recenzowane.