Lepsza intuicja niż SWOT?

Komentarze do artykułu:

Czy wiadomo, czego konkretnie brakowało słuchaczom w kwestii przydatności zajęć? Czy, być może, wynikało to ze źle dobranego przez samych słuchaczy kierunku studiów, jakiejś przypadkowości w wyborze (i rozminięcia sie oczekiwań i rzeczywistości)? Czy przypadkiem nie oczekiwali za dużo, i czy nie jest to efektem dezinformacji albo nawet przekłamania (promocja studiów podyplomowych jest dosyć intensywna…)? Zdaje się, ze studia podyplomowe (w tym przypadku z dziedziny zarządzania, ale dotyczy to chyba wszystkich innych) są, z definicji, dla osób z wykształceniem innym niż menedżerskie/ekonomiczne (np. lekarz, który chce zostać dyrektorem szpitala), i mają na celu uzupełnienie wiedzy o tę część biznesową i równocześnie zaoszczędzenie czasu na 5 lat regularnych studiów, a zatem, w takim przypadku pominiecie podstaw zarządzania/marketingu byłoby błędem. Czy absolwenci marketingu np. na SGH, mogą się spodziewać czegoś więcej po studiach podyplomowych z dziedziny marketingu na SGH? Czy dogłębna analiza problemów, zapoznanie się z bardziej „niestandardowymi” lekturami nie jest z założenia przedmiotem studiów doktoranckich? A może z innej strony: Z tego artykułu rysuje sie obraz kursantów, jako osób juz posiadających wykształcenie/doświadczenie menedżerskie (kilka razy analiza Swot itd…), a zatem czy nie należałoby oczekiwać od takich specjalistów jakiegoś wkładu własnego w zajęcia (tj.: omawiania własnych doświadczeń, własnych case studies), a od wykładowców stwarzania atmosfery do swobodnej wymiany myśli i ewentualne definiowania rzeczywistości typologią naukową? Czy zaletą najlepszych programów MBA na świecie nie są właśnie kursanci tych studiów i ich osobiste, niepowtarzalne „przypadki biznesowe”? Czy wykładowca powinien (czy napewno chce) dźwigać całą odpowiedzialność za zajęcia? Czy podejscie pt: nauczyciel=guru, nie jest lekko archaiczne (i chyba typowo polskie)? To tyle z "wrażeń na gorąco". Artykuł generalnie ciekawy. Pozdrawiam Gość

Całe badanie to zapewne tylko wycinek opinii o tego typu kursach. Otóż to, czego by słuchacze oczekiwali to, jak odniosłem wrażenie (powtarzam, to tylko moje wrażenie) z wywiadów, to bardzo konkretne rozwiązania, z reguły dające się w bardzo prosty sposób zaimplementować w ich firmach, w zasadzie "od jutra". To oczywiste, że wykładowcy, w znakomitej większości przypadków nie są w stanie im tego zaoferować. Ale może warto się zastanowić, na ile zajęcia odpowiadają na taką potrzebę. Ponadto, kursy skupiają z regułu osoby o rozmaitym poziomie wiedzy na temat zarządzania. A jak twierdził Clausewitz, armia jest tak szybka, jak jej najwolniejszy oddział. Zatem część będzie niezadowolona z powodu zbyt prostych treści, inni, że czegoś nie rozumieją. Pytanie na które trzeba odpowiedzieć za każdym razem, to których jest więcej. Zatem większą uwagę należy zwrócić na odpowiednią selekcję kandydatów i dobór poziomu kursu do uczestników. Co nie jest łatwe, jeśli i bez takiej preselekcji studia podyplomowe i szkolenia sprzedają się słabo. Ponadto, również dzięki środkom z UE, bardzo duża grupa osób przeszła podstawowe szkolenia czy kursy z zarządzania, zatem niełatwo dziś już zaskoczyć treściami, które jeszcze 2-5 lat temu uchodziły za odkrywanie świata. Mam takie niezweryfikowane wrażenie, że rynek zmienił się bardzo, słuchacze mają sporą wiedzę, są po kursach podstawowych, niemało już słyszeli, natomiast prowadzący trzymają się często tego materiału, który realizowali kilka lat temu. to takie szybkie uwagi. pozdrawiam

Pozostaje tylko dodać, że problem ten dotyczy również większości studiów dziennych (a może nawet calego systemu edukacji). Te same treści powielane od kilku(nastu) lat, ogromna rutyna i nauka przede wszystkim "historii nauki". No cóż, daleka droga przed polską szkołą. A póki co, chyba lepiej liczyć na samego siebie. Pozdrawiam

potwierdzam, takie same wnioski udało mi się wyciągnąć z własnych badań przeprowadzonych w mśp, gdzie główny zarzut (pracowników) polegał na tym, iż przeprowadzane są szkolenia zupełnie nie odpowiadające potrzebom pracowników. Są one nawet ciekawe, ale pracownicy woleliby samodzielnie decydować o swoich potrzebach szkoleniowych. Studenci też sugerowali, iż opcja samodzielnego wybierania przedmiotów (znacznie większej ilości niż w tej chwili) byłaby dla nich bardziej atrakcyjna. I niekiedy trudno jest im odmówić racji. :)

Nie wiem czy sama dowolność wyboru przedmiotu rozwiązuje problem. Jeśli większość tych przedmiotów będzie dotyczyła tego samego (np. wszechobecna wspomniana analiza SWOT), a zakres programu będzie się kończył w połowie lat 90-tych, to i tak odbiorca takich studiów może być niezadowolony. A tak z innej strony :) Zastanowiła mnie właśnie pierwotna zasadność niezadowolenia uczestników szkoleń(studentów), którzy swoje zarzuty opierają na analizie historycznej (czyli w oparciu o problemy, potrzeby z którymi zetknęli się w przeszłości) , a nowo zdobytą wiedzę chcą wykorzystywać w przyszłości. Zakładając, że człowiek nie posiada zdolności jasnowidzenia :) oraz że w warunkach ciągle zmieniającego się otoczenia bardziej przydatne okazują się kreatywność i wyobraźnia, być może należałoby wysłać managerów na zajęcia z …… pisania lewą ręką :) Pozdrawiam

Fajnie, że trafiłam na tą stronę, ponieważ mam zmierzyć się z wyzwaniem jako wykładowca, wyciągnę wnioski.

Nauka, to tylko przenoszenie rutyny. Samodzielnie sięganie do źródeł wiedzy może odbywać się poza szkolnymi strukturami. Nie wymagałbym od szkoły (uczelni) zbyt wiele. Uczelnia ma wskazać kierunek, a kroki powinno stawiać się samodzielnie.

Dodaj komentarz

captcha

działanie 2

 
  Weź udział w dyskusjach komentujących inne artykuły:
okladka big pobierz pdf

Data wydania: 16 czerwiec 2008 r.
wersja online: ISSN 1731-7428
wersja drukowana: ISSN 1731-6758

info Artykuły naukowe zawarte w niniejszym czasopiśmie są recenzowane.