AAA

W krzywym zwierciadle:
Polska drugim Harvardem

czy też kolejny, niespełniony sen podstarzałego Tygrysa Europy Środkowej i Wschodniej z bagażem doświadczeń? Polemika.

Grzegorz Myśliwiec, Paweł Garczyński

POLSKA 2013. 9 tysięcy euro produktu krajowego brutto na głowę, 13-procentowe bezrobocie, milion nowych mieszkań. Jaka będzie Polska za osiem lat? - to light motive Raportu "BusinessWeeka"1.

W poszukiwaniu źródła myśli

W kraju gdzie na każdym kroku zazwyczaj każdy na coś narzeka2, pewnego rodzaju panaceum, "miodem na skołatane serce" jest znalezienie czegoś mającego wydźwięk pozytywny, budujący, radosny, nawet jeśli trochę przejaskrawiony i przesadzony. Tak też przedstawia się potencjalnemu czytelnikowi wspomniany Raport "BusinessWeeka".

Już pobieżne spojrzenie na stronę 14 wspomnianego materiału napawa optymizmem. Pod samym tytułem raportu czytamy o wspomnianym PKB na głowę - 9 tys. euro, bezrobociu na poziomie 13 proc. oraz krytym basenie w każdym powiecie. Jest to wstęp, pewnego rodzaju preludium do dalszych rozważań. Rozważań związanych m. in. z demografią, duszeniem bezrobocia, inwestycjami, kwestiami walutowymi, infrastrukturą, energetyką, rolnictwem i - oczywiście obszarem najważniejszym dla nas3 - edukacją.

Przyszłość edukacji

Dla przyszłej edukacji obszerny Raport wskazuje na obiecujące perspektywy rozwoju. W każdym razie, mimo niżu demograficznego, fala likwidacji szkołom nie grozi. Prywatny sektor edukacyjny będzie się rozwijał - powołując się na stwierdzenie w Raporcie prof. Ryszarda Domańskiego, rektora Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych. Ten sam profesor, na stronie 18 cytowanego czasopisma i raportu, stawia inną tezę o następującej treści: Jeśli okazałoby się, że polskich studentów jest za mało, uczelnie będą importowały studentów ze Wschodu, zwłaszcza z Indii i Pakistanu.

I tutaj rodzi się jedno, podstawowe pytanie, na którym skupimy się w dalszej części felietonu: czy rzeczywiście możliwe jest, aby w przyszłości zabrakło polskich studentów i czy jesteśmy aż tak atrakcyjnym krajem pod względem edukacji dla studentów zagranicznych?

Gdzie studiujemy?

Aby odpowiedzieć sobie na powyższe pytanie (jak i wiele innych, mogących pojawić się w trakcie naszych dalszych rozważań), posłużmy się niektórymi opracowaniami statystycznymi GUS-u4.
Zastanówmy się nad kwestią: ile placówek naukowych funkcjonuje na terenie naszego kraju i ilu studentów tam studiuje. Odpowiedzią na to pytanie niech będzie poniższy wykres:

Zobacz wykres - Szkolnictwo wyższe według województw w roku szkolnym 2003/04

Posługując się w miarę aktualnymi danymi (za rok 2003/2004) w Polsce mamy 390 szkół wyższych i 105 filii, wydziałów i instytutów zamiejscowych. Zdaniem wielu osób: niemało. Poza tym, rokrocznie powstają kolejne, nowe szkoły5, zwłaszcza prywatne. Mówiąc krótko i na temat: kto jest chętny, zawsze gdzieś znajdzie miejsce do nauki.

Kto studiuje?

Korzystając z innego opracowania statystycznego GUS-u, liczbę osób studiujących w Polsce można przedstawić - przykładowo - w sposób następujący6:


Źródło: http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1190956&MP=2

Analizując powyższe zestawienie, czysto teoretycznie, na dzień dzisiejszy typowa uczelnia wyższa w Polsce nie powinna się martwić o to, że zabraknie jej studentów. Ponieważ Raport jednak wybiega w przyszłość i pewne prognozy stawia się na jutro, a nie na dziś, w związku - przykładowo - z niżem demograficznym, kto wie, czy w przyszłości rzeczywiście nie będziemy "importować studentów z zagranicy" (wg. nomenklatury Raportu). Kto wie, co się wydarzy. Zastanówmy się w takim razie, ilu cudzoziemców studiuje w Polsce już dzisiaj i jak, ewentualnie, zmieni się ta liczba w przyszłości.

"Sami swoi"

Liczbę cudzoziemców studiujących w Polsce oraz ich kraje pochodzenia można spróbować zobrazować przy pomocy kolejnych dwóch wykresów.

Cudzoziemcy studiujący w Polsce według krajów pochodzenia w latach 2002/2003

Źródło: dane Departamentu Statystyki Usług GUS.

Cudzoziemcy studiujący w Polsce według krajów pochodzenia w latach 2003/2004

Źródło: dane Departamentu Statystyki Usług GUS.

Cudzoziemcy studiujący w Polsce według krajów pochodzenia w latach 1993-2003

Źródło: dane Departamentu Statystyki Usług GUS.

Uwaga grupa! Idziemy na Wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja, powiedział kiedyś Jerzy Stuhr w Seksmisji, klasyce gatunku komedii polskiej, w reżyserii Juliusza Machulskiego. Trzeba przyznać uczciwie, że znany i uznany polski aktor miał rację. Stwierdzenie to ma nawet wartość ponadczasową, biorąc pod uwagę, że największy udział w liczbie cudzoziemców studiujących w Polsce wciąż mają studenci z Ukrainy, Białorusi, Litwy, Kazachstanu, Rosji. Wzrósł także odsetek studentów ze Stanów Zjednoczonych (porównując dane za okres 2002/2003 oraz 2003/2004). Ale czy rokroczny wzrost liczby studiujących w latach akademickich 1993/1994 - 2003/2004 jest aż tak imponujący, aby zaraz mówić o możliwości zastępowania w przyszłości polskiego studenta studentem zagranicznym?

Zagraniczni studenci

Wiadrem zimnej wody na głowy optymistów wyobrażających sobie przyszłą Polskę jako Eldorado Światowej Edukacji czy też Drugi Harvard dla dużej liczby studentów z zagranicy może być pewien komentarz PAP-u, datowany na dzień 31 maja 2004 r., zawarty na stronach Wirtualnej Polski7. Wątpliwe jest, aby do dnia dzisiejszego coś diametralnie się zmieniło w pewnych kwestiach, w związku z tym faktem pozwolimy sobie na przytoczenie kilku wniosków z tego właśnie źródła w postaci niezmienionej.

Średnio w krajach OECD obcokrajowcy stanowią 5,3% ogółu studentów. W naszym kraju liczba ta stanowi 0,4%. W Niemczech co dziesiąty student to obcokrajowiec. W Polsce jest to zaledwie co 250.

W ubiegłym roku na podstawie umów międzyrządowych przyjechało do nas prawie 7 tys. osób - mówi Andrzej Śliwka z Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu. Ponad połowę z nich stanowiły osoby polskiego pochodzenia. Pozostali to głównie przybysze z państw Trzeciego Świata(...)8.

I już więcej komentować nic nie trzeba.

Pół serio

Dylematy zagranicznego studenta przez pryzmat studenckiego humoru

Kochani rodzice. Polska to piękny, ale i egzotyczny kraj... Tak rozpoczął swój list do rodziców syn szejka Arabii Saudyjskiej, który zaczął studiować w Polsce, w Warszawie. Kiedy jadę swoją limuzyną na zajęcia zawsze z szoferem spoglądamy na autobusy, tramwaje, poszczególne stacje metra. Tak dojeżdżają na uczelnię moi wykładowcy i koledzy ze studiów... Polska to piękny, ale i egzotyczny kraj. Pozdrawiam . Po tygodniu młody student otrzymał odpowiedź od swoich rodziców: Kochane dziecko. Powiedz szoferowi, że autobus będzie miał lada dzień i ma cię nim wozić na uczelnię, zamiast limuzyną. Poza tym - do nowego semestru zdążymy pociągnąć nitkę metra na uczelnię z twojej willi w Konstancinie. Będziesz jeździł do szkoły tak, jak twoi wykładowcy i koledzy ze studiów. Gorszy nie będziesz. A pieniądze - jak wiesz - nie grają roli... ty się tylko ucz!!!!!

Aż łza się kręci w oku osoby wrażliwej, niczym po obejrzeniu rasowego melodramatu, kiedy człowiek widzi rodzica starającego się dać swojemu dziecku "wszystko to, co najlepsze". Podobnie jak w powyższym przypadku. Nieważne, czy osiągnie się ten efekt przy pomocy euro, jena, juana, petrodolara, rubla, funta szterlinga, peso, czy też innej waluty, którą ktoś kiedyś będzie musiał zamienić na "silną złotówkę" w banku lub w kantorze. Jak widać, Polska może na tym tylko zyskać, a nie stracić. Może przykład nie jest zbyt poważny - ale czytelnicy powinni się zgodzić ze stwierdzeniem, że każdy, kto przyjeżdża do nas studiować, zostawia w Polsce pewien kapitał - w większej lub mniejszej wysokości. A to jest rzecz cenna dla danego kraju. Wprawdzie małego i biednego na tle wielu innych, jak to ma miejsce w naszym przypadku, ale - jak widać - mającego pewne ambicje. I starającego się przede wszystkim je realizować.
Zwożenie drewna do lasu czy też realna potrzeba regularnego "importu" studentów z zagranicy (o ile to w ogóle jest możliwe) w przyszłości?

Pan profesor Ryszard Domański zasugerował pewne rozwiązanie, mające być receptą na ewentualny niedobór studentów w naszym kraju, w przyszłości. W przypadku, kiedy liczba studentów polskich zaczęłaby się diametralnie zmniejszać. W tym momencie należałoby postawić pytanie, czy naprawdę grozi nam taka ewentualność? Na dzień dzisiejszy - a nawet na bliższą czy też dalszą przyszłość - myślimy, że raczej nie. Oczywiście bardzo miło będzie nam wszystkim9 (i nikt nie wyklucza takiej prognozy), kiedy na uczelniach polskich będzie pojawiało się coraz więcej cudzoziemców studiujących w Polsce. Wzrost liczby polskich studentów, jak i wzrost liczby cudzoziemców studiujących w Polsce - praktycznie jedno nie wyklucza drugiego. A zjawisko to może zaowocować tylko dobrą współpracą, zwłaszcza w dziedzinie kultury. Zwiększająca się liczba zarówno polskich studentów, jak i ich kolegów z zagranicy jest zjawiskiem bardzo pozytywnym, z racji powstawania i rozwoju coraz to innych form kształcenia oraz placówek edukacyjno-oświatowych w dosłownym znaczeniu.

Uważamy jednak, że polskich studentów jeszcze długo nie zabraknie. Naszym zdaniem z jednego, prostego powodu. Niż demograficzny - niżem. Koszty kształcenia - kosztami. Jesteśmy jednak społeczeństwem uczącym się. Co więcej - musimy nim być. Współczesna wiedza ma bowiem jedną, bardzo ważną cechę. Starzeje się. Wolno (np. w przypadku niektórych nauk humanistycznych, takich jak przykładowo negocjacje czy psychologia) lub bardzo, ale to bardzo szybko (np. informatyka i systemy informacyjne, techniki łączności, elektronika). Czytelnik może zgodzić się z poprzednim zdaniem lub nie. Ale starzenie się wiedzy w wielu dziedzinach ma miejsce dzisiaj i będzie miało miejsce także w przyszłości. Ten fakt ma swoje określone konsekwencje. Człowiek musi wciąż uczyć się i podnosić swoje kwalifikacje. Niezależnie od tego, czy jest to wymóg przykładowego pracodawcy, który oddelegowuje go na jakiś kurs (jeden z wielu) o określonej tematyce czy też zmusza go do tego życie codzienne10. I niezależnie od tego, czy będzie realizował ten cel w formie samokształcenia czy też poprzez uczestnictwo w różnych kursach, szkoleniach, treningach, warsztatach, studiach podyplomowych lub kolejnych studiach o charakterze dziennym czy też zaocznym, stacjonarnym lub niestacjonarnym. Jakkolwiek byśmy tego kształcenia nie nazwali - ludzie się uczą i będą się uczyć. Z powodu wymienionego już wcześniej, jak i też innego, równie ważnego, o treści:

Jaka jest najlepsza inwestycja w dzisiejszych czasach? Po prostu w siebie (...)

Najlepiej chyba rozumieją to ludzie młodzi, ponieważ jeśli tak naprawdę chcielibyśmy się czymś wyróżnić i pochwalić na tle innych państw europejskich jako kraj11, to jest taki jeden wykres, który bez dalszego komentarza przytaczamy poniżej:

Zobacz wykres - Liczba absolwentów szkół wyższych w 2001 roku na 1000 osób w wieku 20 - 29 lat w wybranych krajach europejskich

Według raportu OECD dyplom ukończenia wyższej uczelni daje większe szanse na pracę i wyższe zarobki. Być może właśnie dlatego liczba absolwentów wyższych uczelni w Polsce w ostatnich siedmiu latach podwoiła się12.

Dobrobyt, prosperity...

Czas zweryfikuje trafność pewnych prognoz i analiz, zawartych w takim czy też innym raporcie. Lepszym lub gorszym. Bowiem Basen w każdym powiecie - przyznajcie Państwo - brzmi bardzo dumnie. Tylko żeby finalnie nie okazało się, że basen - owszem - jest. Ale przeznaczony jest nie na mieszkańców powiatu... ale pacjentów! Słowo "basen" (nawet kryty) ma bowiem różne znaczenia13. Tak jak różne prognozy i modele pojawiające się w prasie ekonomicznej, mają różny, często diametralnie odmienny stopień sprawdzalności, tudzież predykcji.

Ekonomista bowiem to człowiek, który, stawiając daną prognozę czy też budując dany model ekonomiczny, powinien przygotowywać sobie od razu odpowiedzi na dwa pytania:

  1. Jak to się stało, że bezbłędnie przewidział pewne tendencje (trendy) w danym okresie?14;
  2. Jak to się stało, że prognoza okazała się błędna?15.

Pogoda na jutro...

Nikt nie chce szerzyć defetyzmu, bowiem nie o to przecież chodzi w felietonie, który miał być próbą "znalezienia enklawy myśli budującej i pozytywnej", ale nasz kraj sprawdzał się już w wielu ambitnych rolach. Mieliśmy być kiedyś drugim Kuwejtem. Drugą Japonią. Tygrysem Europy. Czwartym mocarstwem. O skutkach tych ambicji i ich rezultatach nie trzeba zbyt wiele pisać. Nie ma po co, bo jeszcze ktoś zarzuci piszącym cynizm i złośliwość. A poza tym, każdy z nas pamięta takie czy też inne wydarzenia związane z historią czy też szumnymi deklaracjami oraz ambicjami naszego kraju. Z czystej ciekawości16 można jeszcze poczekać na rezultaty szumnej deklaracji o treści, że za cztery lata będziemy mistrzami świata. Bowiem podobno cierpliwość palcem dół wykopie17. A stwierdzenie to można by uzupełnić o jeszcze jedno proste zdanie: wszystko jednak zależy od wielkości palca i umiejętności jego optymalnego wykorzystania18. Aczkolwiek poruszając się w obszarze tematycznym felietonu, czyli edukacji i wszelkich zagadnień związanych z tą kwestią: czy stać nas na bycie głównym ośrodkiem akademickim Europy Środkowej i Wschodniej? Czy Polska w 2013 r. będzie - po prostu - krainą mlekiem i miodem płynącą19 tak jak wynika z prognozy - dla studentów, wykładowców i nie tylko dla nich? W jakim kierunku zmierzają zmiany w polskim szkolnictwie wyższym? Jak Państwo myślicie?

INFORMACJE O AUTORACH

dr GRZEGORZ MYŚLIWIEC
Autor jest pracownikiem Centrum Pedagogiczneog SGH. Specjalizuje się w problematyce etyki i kultury pracy.










PAWEŁ GARCZYŃSKI
Autor jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej kierunków zarządzanie i marketing oraz stosunki międzynarodowe polityczne.

 

Przypisy

1 R. Omachel, K. Szwałek, Czeka nas osiem tłustych lat, "BusinessWeek" nr 5 (169), 3-16 marca 2005 s. 14-20.

2 Korupcja, bezrobocie, przestępczość, emigracja zarobkowa, nepotyzm, protekcja, wzrost cen, służba zdrowia, politycy, "17 milionów od Nysy po San"... wymienianie dalej mogłoby zająć nawet połowę bieżącego wydania "e-mentora". I, w zależności od wymieniającego, przedstawiałoby się przykładowo tak albo inaczej.

3 W tym przypadku last but not least.

4 Jak wiemy, nie jest to urząd, w którym odprawia się GUSła, podobnie jak Urząd Skarbowy nie jest miejscem, gdzie przechowuje się skarby. Ale mniejsza o to.

5 W liczbie około 30, powołując się na Raport Czeka nas osiem tłustych lat, op.cit., str. 20.

6 Mieliśmy już kiedyś przyjemność wykorzystać ten wykres w jednym z naszych felietonów. Czynimy to i tym razem, ale w nieco innym kontekście.

7 Obcokrajowcy nie chcą studiować w Polsce?, wiadomosci.wp.pl/ka.... PAP powołuje się na informacje zawarte w "Rzeczpospolitej".

8 Tamże.

9 I to zarówno wykładowcom, jak i studentom.

10 Ponieważ - dla przykładu - znowu pojawił się na rynku nowy program komputerowy, który znacznie ułatwiłby nam wykonywanie naszej pracy, w związku z tym wypadałoby dla naszego własnego dobra po prostu go poznać.

11 A wszyscy wiemy, że raczej nie ma za wiele takich rzeczy...

12 www.serwiskariery.p...

13 Wie o tym ten, kto miał przyjemność obejrzeć choćby kilka odcinków serialu (przykładowo) Szpital na peryferiach produkcji czechosłowackiej lub też innego związanego z problemami hospitalizacji, czy też służby zdrowia.

14 I takich prognoz dla Polski sobie wszyscy szczerze życzymy.

15 Co się niestety, bardzo często zdarza. Zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś za bardzo wybiega w przyszłość. A czas i tak jest bezwzględnym i chyba najlepszym oraz najbardziej obiektywnym weryfikatorem pewnych sądów i tez.

16 Naukowej lub nie...

17 Jak to ładnie ujął znany satyryk Marcin Daniec w jednym ze swoich skeczy.

18 Skojarzenia erotyczne są tutaj wysoce nie na miejscu. W metaforze chodziło nam bardziej o optymalne wykorzystanie dostępnego zaplecza, środków i infrastruktury. Bowiem inne możliwości ma przykładowo taki kraj jak USA czy Korea, które na edukację, B+R przeznaczają o wiele większe nakłady liczone w procentach PKB, natomiast inaczej, jak wszyscy dobrze wiemy, wygląda to u nas (my nakłady na edukacje liczymy w dziesiątych częściach procenta naszego PKB). I taka jest prawda. Pewne ambicje trzeba po prostu pogodzić z rzeczywistością, tudzież skonfrontować z możliwościami.

19 Co więcej - czy miód będzie pitny? Dla niektórych to także może być bardzo ważne...