AAA

Zmierzch uniwersytetów

- smutna prawda o polskiej nauce czy kolejny przejaw potrzeby samobiczowania

Grzegorz Myśliwiec, Paweł Garczyński

Nawet najlepsze polskie uczelnie to dziś światowa czwarta liga.

- to light motive obszernego Raportu "Polityki" autorstwa Mariusza Czubaja1.

Ranking

Ranking był przygotowywany przez trzy lata przez uczonych z Chin. Autorzy zebrali informacje o niemal dwóch tysiącach uniwersytetów. Pewnego rodzaju kluczem, który posłużył im do opracowania rankingu i oceny wybranych uczelni, były cztery podstawowe kategorie:

  • liczba laureatów Nagrody Nobla (nauki matematyczno-przyrodnicze, medycyna, ekonomia) lub zdobywców Medali Fieldsa (odpowiednik Nobla dla matematyków);
  • najczęściej cytowane prace w latach 1981-1999;
  • artykuły opublikowane w "Science" oraz "Nature" (1999-2003);
  • liczba cytowań w ważnych pismach naukowych (tworzących tzw. listę filadelfijską) w 2003 r.

W pięćsetce najlepszych uczelni znalazły się tylko dwie uczelnie polskie. Są to Uniwersytet Warszawski oraz Uniwersytet Jagielloński. Gwoździem do trumny polskiej nauki jest to, że sklasyfikowano je dopiero w czwartej setce.

Po lekturze analizowanego artykułu, z którym podejmujemy polemikę, można odnieść wrażenie, że niemal 400 wyższych polskich uczelni (zarówno tych państwowych, jak i prywatnych) funkcjonuje już chyba tylko przez przypadek. I potencjalni studenci powinni kończyć swoje studia jak najszybciej, ponieważ nie wiadomo kiedy w którym dniu oraz momencie tej całej sytuacji, mechanizm polskiego szkolnictwa wyższego może przestać funkcjonować. A obiegowe, mające wydźwięk symboliczny, zawołanie poetki-pozytywistki Pójdź dziecię, ja cię uczyć każę2 (Maria Konopnicka) zostanie w danym momencie w błyskawiczny sposób zastąpione refrenem utworu Koniec z repertuaru zespołu Elektryczne Gitary. Takie wrażenie można odnieść po lekturze wspomnianego Raportu oraz przypatrując się szkolnictwu wyższemu z perspektywy obserwatora czy też zewnętrznego komentatora danych zjawisk. Czy jednak tak jest naprawdę?

Jesteśmy konsumentami

Powszechnie uważa się, że główną bolączką i przyczyną wszelkich problemów krajowego szkolnictwa (zresztą nie tylko wyższego) jest brak pieniędzy. Przeciwnicy argumentują: pieniądze są, tylko nauczcie się nimi odpowiednio gospodarować. Aczkolwiek nawet przy najlepszym, najbardziej optymalnym gospodarowaniu środkami materialnymi, zdaniem wielu, nie da się osiągnąć cudów, jeśli te nakłady finansowe są niewystarczające. I to jest prawda. Szacuje się, że wydatki budżetu państwa przeznaczone na edukację kształtują się na poziomie 0,33% całości wydatków. Czy to dużo czy mało? Najlepiej można odpowiedzieć sobie na to pytanie, porównując wydatki na edukację naszego kraju z wydatkami innych państw na ten cel. Zwłaszcza tych z Europy Zachodniej.

Pieniądze, pieniądze

Huczało ostatnimi czasy wśród kadry naukowej i uniwersyteckiej. Przyczyną był projekt budżetu na przyszły rok, który zakłada obcięcie wydatków na naukę o ładnych kilkanaście procent. Posługując się - za wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk prof. Januszem Lipkowskim - konkretnymi liczbami, udział nauki w PKB ma zostać zmniejszony ze wspomnianych 0,33 do 0,27%3. Dla lepszego zobrazowania skali problemu, profesor przytacza przykład Korei Południowej, gdzie za kilkanaście lat wydatki na naukę mają stanowić 7% PKB. Konsekwencją zaś zmniejszenia tych wydatków u nas ma być co najmniej dziesięcioprocentowa redukcja zatrudnienia w placówkach PAN - w tym wstrzymanie naboru na studia doktoranckie. W grę wchodzi także zamykanie całych instytutów (i to nie tylko najsłabszych) - stwierdza profesor Lipkowski.

Ranking bogatych!

Jeśli badania naukowe, monogramy i ich opracowania, oraz odpowiednie nagrody za działalność naukową są kryteriami decydującymi o miejscu, jakie uczelnia zajmuje w rankingu 500 najlepszych, to nie wymagajmy cudów. Abstrahując od wszelkich patologii życia uczelni czy też szkół niższych i wyższych, w wielu obszarach i kontekstach wymienionych przez autora w Raporcie, uczciwie po raz kolejny przyznajmy, że bez odpowiednich nakładów finansowych, a co za tym idzie zaplecza materialnego, rezultaty działalności naukowo-badawczej polskich uczelni wyższych będą raczej elementem repertuarów artystycznych kabaretów, a nie badań na miarę wspomnianych czasopism "Science", "Nature", nagród Nobla czy też Medali Fieldsa.

Żeby to jeszcze wszystko zależało tylko od ludzi...?

Ikoną4 prężnej działalności naukowej niech będzie - dla przykładu - grupa badaczy instytutu naukowego z serialu produkcji polskiej pt. W labiryncie. Przykład jest o tyle wdzięczny, że pozwala uniknąć piszącym te słowa wymieniania autentycznych postaci badaczy z imienia i nazwiska, zastępując te osoby fikcyjnymi kreacjami aktorskimi (aczkolwiek dobrze znanymi opinii publicznej). Pozwala to tym samym na bezpieczne zasygnalizowanie poruszanego problemu. Interesująca nas grupa badaczy, postaci, takich jak Leon Gutman czy też docent Duraj, odnosiła w swoim czasie znaczące sukcesy. Taki jest zresztą współczesny polski naukowiec, który często optymalnie wykorzystuje swój potencjał w momencie stworzenia mu warunków ku temu. Najczęściej dopiero za granicą. Oczywiście dumni możemy być z tego, że teraz też mamy swoich Leonów Gutmanów, docentów Durajów, jak i wielu innych badaczy - być może nawet jeszcze lepszych od ich filmowych odpowiedników - z różnych dziedzin. Szkopuł w tym, że często nie z sentymentu, ale z konieczności (wymienione problemy) ludzie ci pracują na sprzęcie. który także wiernie służył o wiele wcześniej protoplastom tych osób - wspomnianym bohaterom serialowym. Lepszego sprzętu po prostu nie ma. Nierzadko polski naukowiec pracuje w tzw. warunkach bojowych - jak sam zwykł je nazywać. Często przy tym improwizując. A wiele rzeczy musi sobie po prostu dopowiedzieć. Tudzież wyantycypować - w momencie, kiedy posiadany sprzęt napotyka na znaczną barierę pomiarowo-dokładnościową albo po prostu, kiedy w ogóle brakuje narzędzi do tego, aby coś zmierzyć, sprawdzić, poznać i zbadać. I tu pojawia się pewnego rodzaju puenta, odpowiedź na pytanie, dlaczego polska działalność naukowa nie znajduje swojego odzwierciedlenia w prestiżowych periodykach naukowych. Mogłoby to przecież zaowocować jakimś Noblem albo Medalem Fieldsa, co w połączeniu z odpowiednią liczbą publikacji, czysto hipotetycznie, powinno poprawić marne notowania polskich placówek akademickich w rankingu 500 najlepszych. Ta odpowiedź jest prosta. Wręcz błaha, prozaiczna. Po prostu wstyd byłoby takiemu badaczowi podawać do wiadomości czytelników prestiżowych periodyków opis swoich badań, a zwłaszcza szczegółów związanych ze specyfiką i metodologią ich przeprowadzenia (w celu otrzymania jakiejś nagrody). I tutaj trzeba sobie po prostu powiedzieć prawdę. Nazwać rzecz po imieniu. Miejmy nadzieję, że może sytuacja ta ulegnie zmianie w przyszłości. Mimo to i tak możemy być dumni z naszych badaczy. Przede wszystkim dlatego, że wielu z nich wierzy, iż można coś jeszcze zmienić. I - co najważniejsze - że tym ludziom jeszcze chce się coś zrobić, mimo pewnych "uniedogodnień" i "przeciwności losu" zasygnalizowanych wcześniej.

W ciągu kilkunastu lat kadra naukowa wykonała niewiarygodną pracę organizacyjną i programową - bez żadnego wsparcia ze strony budżetu. Wielu uczelniom wyższym zarzuca się także to, że stały się one pewnego rodzaju "hurtownią dyplomów". Wiele mówi się o profesorach mających po kilkuset magistrantów i kilkudziesięciu doktorantów. Zmienia się sama mentalność studiujących. Zmieniają się także oczekiwania tych osób, odnośnie samych studiów. Nawiązując do Raportu, z którym prowadzimy polemikę, za ten stan rzeczy winić trzeba systematyczny, coroczny wzrost liczby osób studiujących. Nieproporcjonalny zresztą do wzrostu liczby kadry naukowej na polskich uczelniach. Bardzo przejrzyście zostało to odzwierciedlone opracowaniem graficznym, przy wykorzystaniu danych GUS-u z lat 1990-2004.
Źródło: M. Czubaj, Zmierzch., j.w. Współczesna Alma Mater, tak jak zauważył dziennikarz "Polityki", przypomina pod pewnymi względami hipermarket. I to porównanie w sposób rzeczywisty uzasadnia w wielu przypadkach postępowanie potencjalnego studenta, który podejmując dane studia, zalicza przedmioty, które ma do zrealizowania, przygotowuje pracę magisterską, broni ją (nawet przed czasem) i opuszcza mury danej uczelni. Tak jak wielu innych (jemu podobnych) przed nim. I jeszcze wielu innych, po nim. Takie czasy. To samo dotyczy kadry naukowej. Nie należy wymagać cudów ani bicia się w piersi czy też pokutnego "biczowania się" od naukowca, któremu zarzuca się brak czasu dla studenta, na pracę naukowo-badawczą, oświatową czy też publicystyczną.

Kadra naukowa

Piszą krytycy, że od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami wielu patologii, zwłaszcza patologii relacji student - wykładowca - życie akademickie. Może po prostu brak czasu naukowca spowodowany jest tym, że w porównaniu do lat ubiegłych liczba jego studentów/magistrantów/doktorantów po prostu mogła wzrosnąć kilkakrotnie? (zwłaszcza jeśli dana osoba jest jak dobry samochód, tj. ma swoją renomę, tudzież markę). A on i tak stara się wszystkim, jak i każdemu z osobna, poświęcić jak najwięcej czasu, którego jakoś ostatnio dla wszystkich brakuje. Czy to na jednej uczelni, czy też na kilku uczelniach-hurtowniach (wg innej nomenklatury). Oczywiście można postarać się jak najszybciej zwiększyć liczbę kadry naukowej. Zatrudnić nowe osoby, przyjąć doktorantów, dać pracę asystentom, ale wtedy krytycy złapią znowu wiatr w żagle.

Współczesna gospodarka

Współczesną gospodarkę europejską szumnie nazywa się gospodarką opartą na wiedzy. Taki jest bynajmniej priorytet jej rozwoju, w tym jego integralna część - budowa i rozwój społeczności informacyjnej w krajach Unii. Takie nazwy jak gospodarka oparta na wiedzy czy też społeczeństwo informacyjne z pewnością nobilitowałyby kraj, chcący poszczycić się nimi. Są one jednak także źródłem pewnych zobowiązań. Filarami gospodarki opartej na wiedzy są edukacja, nauka oraz rozwój społeczeństwa informacyjnego. Te obszary powinny rozwijać się równomiernie i dynamicznie, zapewniając dopływ wykwalifikowanych kadr oraz nowoczesnych rozwiązań technologicznych5. Czy da się to wszystko jednak osiągnąć bez zdecydowanego rozwoju potencjału naukowo-badawczego, zwiększenia nakładów na B+R oraz edukację, kształcenie mające charakter tradycyjny oraz to z wykorzystaniem najnowszych technologii oraz internetu? Na to pytanie wszyscy jesteśmy sobie w stanie odpowiedzieć sami.
Się nie daaaaaa!

SGH ogon czy czołówka?

Przy wszystkich ograniczeniach materialnych i finansowych - jakimś cudem - jesteśmy w czołówce uczelni europejskich, jeśli chodzi o jakość absolwentów. To nie jest czcza przechwałka! Jeszcze nie słyszeliśmy szczerych wypowiedzi naszych studentów odbywających liczne stypendia (głównie w Europie), żeby "powalił" ich poziom nauczania w najlepszych nawet uczelniach europejskich. Większość relacji (tych szczerych) opisuje "mizerię", niewielki wybór tematyczny zajęć, "średni" ich poziom itp. A życie studenckie tętni tam, że można z nudów...

No i co? Czwarta liga?

INFORMACJE O AUTORACH

dr GRZEGORZ MYŚLIWIEC
Autor jest pracownikiem Centrum Pedagogiczneog SGH. Specjalizuje się w problematyce etyki i kultury pracy.










PAWEŁ GARCZYŃSKI
Autor jest studentem V-go roku Szkoły Głównej Handlowej na kierunku zarządzanie i marketing oraz absolwentem stosunków międzynarodowych politycznych tej uczelni. Działał w kilku uczelnianych organizacjach studenckich. Do obszaru zainteresowań naukowych zalicza negocjacje i ich składowe, osobowość człowieka, zagadnienia związane ze stereotypem, przywództwem i zarządzaniem ludźmi w organizacji.

 

Przypisy

1 M. Czubaj, Zmierzch uniwersytetów, "Polityka" 2004, nr 40.

2 Jakkolwiek infantylnie by to nie zabrzmiało w kontekście szkolnictwa wyższego.

3 T. Tokarski, Bunt polskich uczonych, e-polityka, opublikowane 4.09.2004, www.e-polityka.pl/a....

4 Być może w opinii wielu osób słowo "relikt" byłoby w tym przypadku jak najbardziej na miejscu.

5 Dwa ostatnie zdania pochodzą z opracowania Komitetu Badań Naukowych (analogiczny dokument można także znaleźć bezpośrednio na stronie Ministerstwa Nauki i Informatyzacji) pt. Rozwój potencjału naukowo-badawczego warunkiem skutecznego budowania w Polsce gospodarki opartej na wiedzy, www.kbn.gov.pl/anal....