AAA

"Złodzieje wiedzy"

czyli glosa o lekkim zabarwieniu moralno-etycznym

Grzegorz Myśliwiec, Paweł Garczyński

Znane i uznane uczelnie wyższe, zarówno te z Europy Zachodniej, jak i USA, w większości przypadków zwalczyły ściąganie wśród studentów. Praktyka życiowa pokazała, że bardzo skutecznie i brutalnie. W takich uczelniach osoba złapana na ściąganiu kończy swoją naukową karierę. Nie dość, że zazwyczaj "wylatuje z dużym hukiem" ze swojej macierzystej uczelni, to jeszcze zostaje potępiona, napiętnowana w środowisku akademickim, zarówno profesorskim, jak i studenckim.

Ten stan rzeczy znajduje także odzwierciedlenie w dokumentach takiej osoby - w myśl zasady, że jak już kogoś wykańczamy, to na całego. W tym przypadku naprawdę nikt się nie ogranicza. Dokumenty ze studiów takiej osoby, z adnotacją uczelni dotyczącą ściągania (czy też po prostu "powodu, z jakiego uczelnia musiała przerwać współpracę ze swoim studentem"), są rzeczą porównywalną z tzw. "wilczym biletem". Nie dość, że osobie takiej bardzo trudno jest znaleźć nowe miejsce studiów (każda renomowana uczelnia wyższa reaguje na takie adnotacje bardzo alergicznie), to jeszcze później, w przypadku rozpoczęcia kariery zawodowej, "kwity" tego rodzaju stanowią swoistego rodzaju kulę u nogi młodej osoby.

Student zachodniej uczelni, który dopuszcza się ściągania i zostaje złapany na gorącym uczynku, skazuje siebie automatycznie na edukacyjną banicję, niewątpliwie niszcząc przy tym swoją przyszłą karierę edukacyjną i zawodową.

Wysoki standard uczciwości

Kilka tygodni temu staliśmy się świadkami pewnego ciekawego wydarzenia. Miało ono miało charakter precedensowy. I między innymi dlatego, "zawrzało" w środowiskach naukowych, studenckich i w mediach. Władze akademickie Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadziły pokazowy proces studentki, która została przyłapana na posiadaniu "niedozwolonych pomocy naukowych"1 w trakcie jednego z egzaminów. Władze tej uczelni już od jakiegoś czasu deklarują, że będą zwalczać to, ich zdaniem, niezwykle patologiczne, niegodne studenckiego zachowania, negatywne zjawisko. Wiele krajowych uczelni zadeklarowało to samo, co niewątpliwie znalazło swoje odzwierciedlenie w zachowaniu wielu pracowników naukowych2. W trakcie procesu studentki w roli obrońcy wystąpił kolega, także student UW. Notabene był to przyszły prawnik.

Wydarzenie to stanowi niezwykle ciekawe studium przypadku. Pewnego rodzaju grę o dużą stawkę. Udowodnienie ściągania studentce pewnie skończyłoby się dla niej, w myśl ustanowionych przez uczelnię reguł, wydaleniem ze studiów. I praktycznie utratą szansy na dalsze kształcenie, gdyż taki precedens ma to do siebie, że zła sława ciągnie się za człowiekiem przez resztę jego życia. W takiej grze można już było zagrać tylko va banque.

Pokazówka - wątpliwy sposób przywracania reguł

Studentka nie została skreślona z listy studentów. Podobno zawdzięcza to w dużej mierze rozsądkowi i elokwencji, trzeźwości umysłu i wiedzy swojego kolegi-prawnika. Człowiek ten bronił ją tak skutecznie i przekonywująco, że zapadł korzystny dla niej wyrok. Zarówno on, jak i studentka wyszli z założenia, że przecież nie jest przestępstwem samo posiadanie ściąg w kieszeni marynarki, kostiumu czy też nawet w plecaku lub damskiej torebce. Przekonywali oni, że niektórzy po prostu czują się pewniej, posiadając taki (różnie pojmowany) talizman na egzaminie, tak jak np. maturzyści biorąc na egzaminy pluszowego misia czy też inną maskotkę. W przypadku studentki taka maskotka mogłaby przecież zostać uznana za przejaw infantylności, stąd na egzaminie miała ona tylko plecak i ściągi, z których - zdaniem obrony - nie zdążyła skorzystać. Poza tym, zdaniem młodego adepta prawa, aby udowodnić komuś przestępstwo, należy go przecież złapać za rękę. W przeciwnym przypadku możemy sobie tylko domniemywać, czy ktoś dopuścił się złamania regulaminu studiów, czy też nie. Dodatkowo studentka wyraziła oczywiście skruchę i ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji, bijąc się w piersi i deklarując, że nie miała złych intencji, tudzież nie chciała ściągać, łamać regulaminu studiów, popełniać przestępstwa.

Oskarżona o ściąganie została uniewinniona. Przedstawiciel władz Uniwersytetu Warszawskiego w wywiadzie dla jednej ze stacji radiowych zadeklarował, że odwoła się od decyzji sądu uczelnianego. Według niego ściąganie należy tępić wszelkimi, możliwymi środkami zgodnymi z prawem. Skala ściągania jest ciągle duża i przykładne ukaranie tylko jednego przyłapanego zawiera w pewnym sensie akceptację codziennej patologii. Przykładne spalenie na stosie czarownicy pozwala nam poprawić sobie samopoczucie, że jednak walczymy z patologią - a tak naprawdę, to udajemy, a nie walczymy.

Skuteczniej ścigać?

Walka ze ściąganiem nie jest łatwą sprawą. Ściganie przestępcy często urasta do rangi absurdu. Jakże częsty obrazek: wykładowca przyprowadza na egzamin kilku "nadgorliwych" asystentów do pilnowania porządku3. Prawdopodobieństwo ściągania na egzaminie zostaje zniwelowane do minimum. Zwłaszcza, że w trakcie egzaminów zabrania się studentom rozglądania na boki, zwracania się do kolegi obok (nawet o pożyczenie długopisu, który przecież mógł się wypisać), wychodzenia na korytarz w trakcie ich trwania. Inaczej może to zaowocować restrykcjami w postaci np. tzw. ujemnych punktów z egzaminu albo zabraniem pracy i wyrzuceniem z sali. Najbezpieczniejszym i najbardziej optymalnym polem widoku na egzaminie jest po prostu obszar własnej kartki papieru. Opisane metody śmieszą i w przypadku osób dorosłych robią wrażenie infantylnych. Współautor złapał kilka lat temu ściągającego podczas egzaminów wstępnych w auli głównej skradając się "na czworaka". Chętnie obejrzałby teraz film z tej "mission impossible".

Skuteczniej wychowywać?

Już w szkole podstawowej4 panuje przeświadczenie, że wszyscy ściągają. Według opinii wielu nie ma sensu zaśmiecać sobie głowy niepotrzebnymi wiadomościami egzekwowanymi na sprawdzianach, które potem nigdy w życiu nie przydadzą się. W pewnym sensie zgadza się, że w dużej części program nauczania - już od samego początku - ma swoje niedociągnięcia i jest przeładowany wieloma zbędnymi rzeczami. Z drugiej strony już na starcie dorabia się pewną ideologię do zachowania powszechnie uznawanego za patologiczne. W tym przekonaniu, w niezmienionej formie, wiele osób dochodzi do matury. A ich maskotki na egzaminie dojrzałości5 jakoś dziwnie objętościowo w większej części składają się z papieru niźli materiału, z którego zostały pierwotnie uszyte. Inna sprawa, że mało kto używa do robienia ściąg papieru w dobie palmtopów, coraz doskonalszych rozwiązań komunikacyjnych w dziedzinie GSM, "pluskiew" - superczułych urządzeń podsłuchowych, cyfrowych dyktafonów, szybkich łączy internetowych, miniaturowych bezprzewodowych zestawów słuchawkowych "bluetooth" itp. Apogeum, pewnego rodzaju szczyt rozwoju, "perwersji w ściąganiu", wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań, zwiększaniu jego skuteczności, osiągnął pewien żak, który swoje pomoce naukowe pisał ultrafioletowym tuszem. Odczytywał je natomiast na egzaminie przy pomocy długopisu wraz z zamontowaną w nim lampką promieni ultrafioletowych. Wychowanie w uczciwości ma być szczepionką na chorobę ściągania; zło trzeba plenić w zarodku. Jednym z elementów tego procesu musi być podniesienie rangi uczciwości uczniowskiej, zachowania "fair". Stąd pojawia się potrzeba przestrzegania zasady fair play, wręcz wymuszania uczciwości wśród studentów. Aby ten nawyk w nich wyrobić tuż przed rozpoczęciem kariery zawodowej, gdzie i tak już, zarówno w polityce jak i gospodarce, jest zbyt wielu nieuczciwych ludzi.

Przywracanie podstawowych wartości

Wydział Ekonomiczny Uniwersytetu Warszawskiego już w 2002 r. rozpoczął akcję pt. "Zero tolerancji dla ściągania", którą poparł samorząd tej uczelni. O ile można zaryzykować stwierdzenie, że opisywana w naszym przykładzie studentka miała "niezłego farta" tudzież "więcej szczęścia niż rozumu" w swoim "małym procederze" wspomagania wiedzy tuż przed egzaminem, to prawdziwym "trzęsieniem ziemi" można nazwać to, co wydarzyło się dnia 20 kwietnia 2004 r. Na stronach internetowych Gazety Wyborczej (www.gazeta.pl) w działach Edukacja i dalszym Studia pojawił się artykuł pt. "Nagana za ściąganie". Mianowicie w tymże dniu, trójka studentów Uniwersytetu Warszawskiego znanego nam już wydziału (znowu ekonomiści), złapanych w czasie sesji na ściąganiu, stanęła przed uczelnianą komisją dyscyplinarną. Wszystkich ukarano. Dwaj studenci zostali ukarani naganą z wpisem do akt. Osoby te przyznały się do winy. Trzeci student nie stawił się na rozprawę w swojej sprawie. Człowiek ten jest już bowiem absolwentem uczelni, w związku z tym faktem jego sprawę rozpatrzono w trybie zaocznym i także udzielono mu nagany w ramach pewnej sankcji.

Zjawisko ściągania

Mamy tu do czynienia z:

  • korzystaniem z niedozwolonych materiałów pomocniczych czyli popularnych ściąg. Zaglądaniem do książek (ale to tandeta niegodna porządnego ściągacza);
  • kradzieżą cudzego dorobku intelektualnego na egzaminie przez "niekrępujące zapuszczenie żurawia". Może się zakończyć tym, że student po sąsiedzku zasłoni pracę łokciem przed "naszym żądnym wiedzy wzrokiem" albo - co też się często zdarza - skorzysta z konwencji zastosowanej pioniersko przez Pawkę Morozowa w stosunku do swoich rodziców, czyli pójdzie złożyć na ściągającego "obywatelski donos" do wykładowcy i władz akademickich;
  • niedozwoloną pracą zespołową.

Z każdym z rodzajów ściągania należy walczyć innymi metodami.

Egzekwuj umiejętności

Zastanówmy się nad celowością przeprowadzania sprawdzianów. Wielu nauczycieli pozwala mieć zdającemu materiały preparowane przez niego osobiście (efekt jego pracy). Niektórzy nawet pozwalają mieć książki, w końcu w pracy zawodowej obkładamy się nimi często. Gdy sprawdzamy wiedzę (szczególnie faktograficzną, wzory, liczby, daty) studenta, to prokurujemy sobie grę w policjantów i złodziei. Dajmy syntetyczne opisowe zagadnienie, a ściąganie faktografii stanie się bezprzedmiotowe. Pokrywa się to też z najnowszymi trendami edukacyjnymi preferującymi kompetencje czyli umiejętności.

Standardy techniczne

Najważniejszym problemem jest kwestia moralności. Na ile można liczyć na uczciwość studentów? Ze względu na liczebność studentów i czasochłonność procesu egzaminacyjnego nie można zrezygnować z egzaminów pisemnych. W związku z tym, dla niektórych ideałem egzaminu byłaby hipotetyczna sytuacja, kiedy na całą aulę na egzaminie przypada mała liczba studentów, których można rozsadzić tak, aby nie siedzieli obok siebie. Przy czym dajemy im nasze kartki i długopisy, aby przypadkiem znowu nie użyto rozwiązań z ultrafioletem. To rozwiązanie skrajne i nieekonomiczne. Ustalmy jednak standardy techniczne egzaminu, odległości (które praktycznie uniemożliwiają ściąganie, bądź je bardzo utrudniają), ilości osób pilnujących na jednego zdającego, puste rzędy, dozwolone zachowania, zapytania itp. Samo rozpropagowanie standardu egzaminowania zdyscyplinuje obie strony tego procesu i trzeci przypadek ściągania (czyli niedozwolona praca zespołowa) naturalnie zaniknie, jako niewykonalny.

INFORMACJE O AUTORACH

dr GRZEGORZ MYŚLIWIEC
Autor jest pracownikiem Centrum Pedagogiczneog SGH. Specjalizuje się w problematyce etyki i kultury pracy.










PAWEŁ GARCZYŃSKI
Autor jest studentem V-go roku Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Zarządzanie i Marketing oraz absolwentem Stosunków Międzynarodowych Politycznych tej Uczelni. Działał w kilku uczelnianych organizacjach studenckich. Do obszaru zainteresowań naukowych zalicza negocjacje i ich składowe, osobowość człowieka, zagadnienia związane ze stereotypem, przywództwem i zarządzaniem ludźmi w organizacji.

 

Przypisy

1 Zwanych pieszczotliwie ściągawkami.

2 Widać to choćby nawet w SGH, gdzie coraz bardziej restrykcyjnie, z ewentualnością wyciągnięcia surowych konsekwencji, zaczyna podchodzić się do studentów, którzy na egzaminie "chcieliby szczęściu dopomóc".

3 Nomenklatura studencka przyporządkowała im nazwę "psów".

4 A za kilka lat pewnie i w przedszkolu.

5 Zwanym także "sprawdzianem umiejętności ściągania".