AAA

Rozwój e-learningu

Z prof. Jerzym Mischke, przewodniczącym Rady Programowej
Konferencji Akademia On-line rozmawia Marcin Dąbrowski

Jerzy Mischke


Marcin Dąbrowski
Z dyskusji prowadzonych w czasie konferencji możemy wnioskować, iż nie należy spodziewać się przychylnych i jasnych regulacji prawnych w zakresie e-learningu w najbliższym czasie. Projekty ustaw o szkolnictwie wyższym dosyć zdawkowo podchodzą do tej problematyki. Jakie perspektywy widzi Pan profesor dla rozwoju e-learningu w Polsce?

prof. Jerzy Mischke
Odpowiedź na to pytanie jest dość trudna. Pierwszego maja Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Nie wiemy jeszcze, jakie konsekwencje to przyniesie dla naszego systemu edukacyjnego. Możliwy też jest niedobry wariant, iż bez właściwej promocji polskich uczelni, najlepsi studenci będą wybierali szkoły zagraniczne. Konkurencja unijna zapewne wymusi cały szereg różnych zmian.

Ważne są także podstawy prawne funkcjonowania e-nauczania. Znam dwa projekty nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, oba są jak gdyby tworzone z pozycji nauczyciela, nie z pozycji odbiorcy, studenta. Nie wiadomo też, kiedy nowa ustawa zacznie funkcjonować.

Dobre wzorce

Czy dobre wzorce płynące z dużych ośrodków akademickich w zakresie e-learningu wpłyną pozytywnie na proces uprawomocnienia takiej formy?

Niestety duże ośrodki akademickie, uczelnie państwowe nie angażują się tak bardzo w promocję e-nauczania. Szkoła Główna Handlowa w Warszawie jest jedną z niewielu uczelni, która w sposób systemowy rozpoczyna wykorzystywać nowe technologie nauczania. Podkreślam: "systemowy", gdyż jak wynikało z prezentowanego referatu jest to powszechne uzupełnianie studiów zaocznych, czyli studiów funkcjonujących z powodzeniem w ofercie uczelni.

Przez 6 lat usiłowałem wprowadzić podobne rozwiązania na Akademii Górniczo-Hutniczej i nie uzyskałem aprobaty Senatu. Taka sytuacja jest w wielu miejscach. SGH może być dobrym przykładem i niewątpliwie warto rozpropagować ten projekt.
Wiele w tej kwestii mogą zmienić uczelnie niepaństwowe, jak również nacisk ze strony studentów.

Uczelniane projekty

Są też duże projekty, które nie wpływają na cały system edukacji na danej uczelni, m.in. realizowane przez Politechnikę Warszawską czy UMCS.

Ja bym jednak więcej nadziei wiązał w tej chwili z UMCS, ponieważ oni po pierwsze mają sprawną kadrę, która wie jak to się robi i wygląda na to, że czują potrzebę takich działań i będą to wprowadzać.

Politechnika Warszawska w moim przekonaniu wybrała sobie bardzo trudną drogę, ponieważ wiadomo, że kształcenie na odległość w obszarze nauk technicznych jest bardzo drogim rozwiązaniem. Ci, którzy działają w obszarze nauk humanistycznych czy ekonomicznych mają sytuację znacznie łatwiejszą. Poza tym Politechnika wybrała pełne studia online, a to już jest bardzo droga kombinacja, zwłaszcza w przypadku ostatnich lat studiów, gdzie przedmiotów jest dużo, grupy małe, no i dzisiaj słyszeliśmy, odsiew jest bardzo wysoki. Na wyższych latach jest bardzo niewiele osób, na których trzeba wydać te same pieniądze, co na dużą liczbę studentów.

Dobre praktyki

Dlaczego tak mało jest dobrych praktyk wykorzystania e-learningu w Polsce?

Przede wszystkim uczelnie nie wiedzą, jakie są skutki ich pracy, ponieważ nie ma sprawdzonych metod pomiaru efektywności nauczania w ogóle a e-nauczania w szczególności, nikt nie prowadzi badań skuteczności funkcjonowania uczelni. W tej chwili opiera to się z reguły na opinii wykładowców, którzy z natury rzeczy są zainteresowani efektywnością nauczania swojego przedmiotu, co nie musi iść w parze ze skutecznością kształcenia na uczelni traktowanej jako całość. Jak słyszeliśmy dziś jeden z uczestników mówił, że do niego zapisują się studenci, natomiast nie przedstawił pogłębionej interpretacji przyczyn wyboru studentów. Uczelnie nie mają komórek organizacyjnych do analizy swojej działalności, nie chcą tego robić i wynika to nie ze złej woli, tylko z pewnego tradycyjnego sposobu widzenia edukacji akademickiej, tego sławnego paradygmatu mistrz-uczeń, kiedy mistrzem był człowiek, który osiągnął pewną wiedzę na jakiś konkretny temat i przekazywał swoje kompetencje i umiejętności uczniowi.

Dzisiaj na skutek różnych czynników m.in. ilościowego rozbudowania uczelni oraz wąskich specjalności nauczyciel sam nie będąc specjalistą w nauczanym obszarze często uczy cudzej wiedzy zaczerpniętej z literatury. Zdarzają się sytuacje, że student wie na dany temat więcej aniżeli wykładający czy prowadzący ćwiczenia.

Uczenie się u mistrza w jego profesji jest coraz rzadsze zwłaszcza na pierwszych latach, a pomimo tego ciągle przyznaje się uprawnienia mistrza do niekontrolowanego procesu nauczania każdemu nauczycielowi. Cały system wyższej edukacji jest oparty na powstałym dawno temu tradycyjnym paradygmacie uniwersytetu, który nienajgorzej funkcjonował jeszcze w XIX wieku, a dzisiaj - jak wspomniałem wyżej - z wielu powodów jest trudny do zastosowania.

W konsekwencji bardzo trudno jest nakłonić do współpracy kadrę akademicką, ponieważ ta uważa, że próby odebrania praw do wolności nauczania, skorygowania ich przez jakiś innych ludzi są zamachem na samą istotę uniwersytetu (co na tej konferencji było ewidentnie widoczne).

To jest bardzo trudny problem, co m.in. uwidacznia się w procesie przygotowywania kursów do e-nauczania o czym tu wielokrotnie wspominano. W czasie konferencji byliśmy świadkami dyskusji - czyj właściwie jest kurs, czy autora treści (nauczyciela) czy zespołu osób o różnych specjalnościach współtworzących kurs.

Nowe inicjatywy

Na zakończenie pytanie związane z konferencją, która właśnie się kończy. Wiele nowych inicjatyw było przedstawionych, która najbardziej Pana zainteresowała?

Ta z SGH.

Może jakiś inny przykład?

W moim przekonaniu SGH poszła w kierunku, w którym w Europie podąża edukacja. Nie można mówić o systemie e-edukacji i systemie edukacji tradycyjnej oddzielnie - jest to jeden system. W przeciwieństwie do uczelni amerykańskich mamy problemy ze środkami na edukację, musimy osiągać znacznie większą efektywność działania, a do tego może służyć właśnie wspomaganie tradycyjnej działalności uczelni technologiami informacyjnymi powiązanymi z dostosowaniem do tego organizacji i zarządzania uczelnią. Z tego punktu widzenia to SGH jest dla mnie takim wzorcowym przykładem. Jeżeli chodzi o inne inicjatywy to są one przeważnie do siebie podobne. Dużo jest informacji na temat różnych platform, bardzo czasem ładne i interesujące rozwiązania, ale w moim przekonaniu, brak jest krytycznych oszacowań swoich własnych doświadczeń. Tych osiągnięć jest dość dużo, podkreślam, są to ciekawe rozwiązania, ale już teraz jest czas na to, żeby powiedzieć, co się sprawdziło, a co nie, jakie są efekty, co właściwie należy dalej robić - po prostu niewiele jest systemowych rozwiązań. Na tym tle PUW i SGH wyglądają bardzo pozytywnie, chociaż, używając języka sportowego, startują w nieco innych konkurencjach.

Dziękuję za rozmowę
Marcin Dąbrowski

INFORMACJE O AUTORZE

JERZY MISCHKE
Autor jest emerytowanym profesorem Akademii Górniczo-Hutniczej. W 1969 r. obronił pracę doktorską z zakresu maszyn do przeróbki plastycznej, a 7 lat później habilitował się. Od powstania w 1997 do 2002 r. był dyrektorem Ośrodka Edukacji Niestacjonarnej AGH. Jest autorem 59 artykułów, współuczestniczył w 42 opracowaniach dla przemysłu i wraz z innymi opatentował 16 wynalazków. Jego zainteresowania obejmują szeroko pojętą e-edukację, gdyż uważa, że jest to dziedzina w Polsce bardzo zaniedbana, a przy tym niezwykle istotna dla funkcjonowania społeczeństwa. Z zakresu edukacji i e-edukacji opublikował około 30 opracowań (http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~mischke/).